Dziennik Gazeta Prawana logo

Kandydat na studia podpisze umowę

28 czerwca 2018

Przyszli studenci, którzy nie zawrą kontraktu przed 1 października, zostaną skreśleni z list osób przyjętych. Nie będą blokować miejsc innym chętnym

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) chce, aby uczelnie zawierały umowy już z przyjętymi kandydatami na studia. Propozycja ta nie odpowiada ani studentom, ani szkołom wyższym. Takie dokumenty miały chronić interesy uczących się. Ci jednak wcale nie chcą ich podpisywać.

Dyskusyjny termin

Ustawa z 27 lipca 2005 r. - Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 164, poz. 1365 z późn. zm.) narzuca obowiązek zawierania umów ze wszystkimi studentami, zarówno z płacącymi za studia, jak i tymi, którzy uczą się bezpłatnie. Przepisy nie określają terminu, w jakim powinna być ona sygnowana.

Zgodnie z porozumieniem między Parlamentem Studentów Rzeczypospolitej Polskiej (PSRP) a Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) to samorząd studentów każdej uczelni miał ustalić warunki regulujące kwestie umów.

- Jednak nie wszystkie przedstawicielstwa zadbały o interesy kształcących się i niektóre ich nie określiły - tłumaczy Tomasz Lewiński z programu monitorującego szkoły wyższe Watchdog.edu.pl.

Dlatego część uczelni publicznych zwlekała z wprowadzeniem umów. Decydowały się na nie dopiero, gdy osoba kształcąca się na studiach stacjonarnych musiała uiścić opłatę.

- Wtedy jednak student nie ma możliwości nie zgodzić się na warunki kontraktu - dodaje Tomasz Lewiński.

Przekonuje, że jeśli osoba na trzecim roku musi na przykład powtarzać zajęcia, żeby zaliczyć semestr, co wiąże się z opłatami, jest postawiona przed faktem dokonanym. W takiej sytuacji niewyrażenie zgody na propozycję uczelni i niezawarcie umowy byłoby równoznaczne z rezygnacją z dalszej nauki i przerwaniem studiów.

Jednakowe zasady

Aby ujednolicić praktykę szkół wyższych, resort nauki chce, aby kontrakty były zawierane z osobami zakwalifikowanymi na studia. Taką zmianę zaproponował w projekcie założeń do nowelizacji ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym. Jest po konsultacjach i czeka na dalsze prace legislacyjne. Nowa regulacja pociąga za sobą dodatkowe konsekwencje.

- Zawarcie umowy z przyjętym kandydatem nie jest dobrym pomysłem - uważa Piotr Müller, przewodniczący PSRP.

Argumentuje, że maturzyści obecnie aplikują nawet na kilkanaście kierunków. Zgodnie z zaproponowanym wymogiem uczelnia miałaby obowiązek zawarcia kontraktu z każdym zakwalifikowanym kandydatem, a przecież te osoby często zmieniają decyzję w momencie dostania się na inne studia.

- To nadmiar biurokracji - uzupełnia Tomasz Lewiński.

Co więcej, zgodnie z propozycją MNiSW brak takiej umowy byłby równoznaczny z rezygnacją ze studiów. Obecne rozwiązanie nie pociąga za sobą aż takich skutków.

Rektorzy przeciwko

Pomysł resortu nauki nie odpowiada też rektorom. KRASP nie chce, aby narzucać uczelniom obowiązek podpisywania umów z kandydatami.

- Na razie nie wiemy, kogo konkretnie miałoby to dotyczyć, czy jedynie osób zakwalifikowanych na uczelnię, czy tylko tych wpisanych już na listę ostatecznie przyjętych - zastanawia się prof. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego (UŚ) w Katowicach, przewodniczący KRASP.

Wyjaśnia, że w przypadku UŚ różnica w liczbie między przyjętymi kandydatami a studentami to kilka tysięcy. Nawet jeśli MNiSW chodzi o tych ostatecznie zakwalifikowanym na konkretny kierunek, oznacza to, że uczelnia najpierw musiałaby podpisać umowę z kandydatem, a później z osobą, która podjęła kształcenie.

- To już nieporozumienie - ocenia rektor UŚ.

Zdaniem KRASP prawo nie powinno nakładać obowiązku zawierania kontraktu, który i tak większości studentów nie będzie dotyczyć.

- To brak zaufania do uczelni publicznej - uważa prof. Wiesław Banyś.

Jednak nie wszystkie uczelnie krytykują pomysł resortu. Nie robią tego zwłaszcza te, które już obecnie oferują umowy przed 1 października.

- To dobra propozycja. W tym roku akademickim dokumenty były najczęściej podpisywane podczas dni adaptacyjnych, czyli tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego - mówi Izabela Wołczyńska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Brak zainteresowania

Resort nauki rozważa też, czy zamiast wymogu zawierania umów z kandydatami nie wprowadzić obowiązku podpisywania ich w ciągu 30 dni od rozpoczęcia roku akademickiego.

- Ten pomysł jest zdecydowanie bardziej trafiony - przekonuje prof. Wiesław Banyś.

Dodaje, że uczelnie nie unikają zawierania kontraktów. Ich podpisanie w określonym terminie zależy od woli studentów. Ci robią to niechętnie. Proponowane zmiany wymuszą i nałożą na nich dodatkowy obowiązek.

- Sami studenci nie zawsze są zainteresowani umowami - przyznaje Piotr Müller.

@RY1@i02/2013/018/i02.2013.018.18300050a.805.jpg@RY2@

Zawieranie umów między studentami a szkołami wyższymi

Warto rozważyć dodatkowe sankcje

@RY1@i02/2013/018/i02.2013.018.18300050a.806.jpg@RY2@

Marcin Chałupka, prawnik specjalizujący się w szkolnictwie wyższym

Proponowana przez resort nauki zmiana przewiduje podpisywanie umowy z przyjętym kandydatem na studia, czyli osobą, która ich nie rozpoczęła. Być może uczelnie do takiej umowy mogłyby wprowadzać sankcje finansowe za np. niepodjęcie kształcenia bez ważnego powodu. Szkoła przecież w momencie przyjęcia kandydata rezerwuje dla niego miejsce i ponosi koszty, zakładając, że będzie jej studentem. To wymagałoby odejścia od wąskiej interpretacji, że warunki odpłatności określane umową to praktycznie tylko kwota, raty i terminy ich uiszczania. Umowa zawarta z kandydatem mogłaby działać też w drugą stronę. Mianowicie uprawniać niedoszłego studenta do odszkodowania w momencie, gdy szkoła wyższa nie uruchomi zapowiadanego kierunku. Jednak resort nauki nadal nie przewidział sankcji za niespełnienie nowego wymogu - terminu.

Urszula Mirowska-Łoskot

urszula.mirowska@infor.pl

Projekt założeń do ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.