Dziennik Gazeta Prawana logo

Realizacja programu ważniejsza niż uczeń

1 lipca 2018

@RY1@i02/2014/163/i02.2014.163.000000400.802.jpg@RY2@

dr Elżbieta Widota Katedra Dydaktyki Wydziału Pedagogicznego UW

W szkole pracują trzy pokolenia nauczycieli. Zwłaszcza starsi są przyzwyczajeni do prowadzenia na lekcji wykładów. To wbrew powszechnej opinii dobra forma przekazywania wiedzy, bo pozwala na pokazanie obrazu świata z całą jego złożonością, ustrukturyzowanie wiedzy. Problem polega na tym, że współczesna młodzież to tzw. digital natives, osoby przyzwyczajone do świata technologii, które potrzebują ciągłej zmiany bodźców. Na nich stare formy nie działają, bo ich mózg nie jest już przystosowany do ich odbioru. Badania pokazują, że młody człowiek nie jest w stanie czytać tekstu dłużej niż dziesięć minut.

Szkoła przestała być atrakcyjna także dlatego, że o ile kiedyś uczniowie dowiadywali się w niej czegoś nowego, dziś mają nieograniczony dostęp do wiedzy. W tych warunkach klasycznie rozumiany autorytet nauczyciela jest trudny do utrzymania. Należy poszukać sposobów na zróżnicowanie form przekazu. Myślę, że większość nauczycieli ma tego świadomość. Niestety, kiedy próbują wprowadzać pracę w grupach czy indywidualne zajęcia, przestają nadążać z programem. A to z jego realizacji są rozliczani. Jeśli nauczyciel wykaże, że jego uczniowie są rozbudzeni intelektualnie, samodzielni, zainteresowani nauką, ale zrealizował z nimi tylko trzy czwarte materiału, może nawet zostać zwolniony. Dlatego wybiera formy, które pozwolą raczej zrealizować program.

Metoda klasowo-lekcyjna, w której nauczyciel jest wykładowcą, stosowana jest od wieków. Dlaczego się nie zmieniła? Bo tak jest najtaniej. Żadnego państwa nie stać, żeby objąć wszystkich powszechną edukacją w inny sposób. Nie da się od tego odejść. Ale żeby poprawić jakość nauczania, należałoby na początek ograniczyć liczbę uczniów w klasach. Wystarczyłoby, żeby w sali nie było 30 osób, ale 15. Przy tym trzeba by było dać większą swobodę nauczycielom.

To z kolei wiąże się z kolejnym problemem - trzeba zadbać, by do zawodu nauczyciela prowadzona była lepsza selekcja na wejściu. W tej chwili jest to zawód drugiego wyboru, na zasadzie: kiedy nie wyjdzie mi praca w wydawnictwie, to przynajmniej zostanę polonistą. Praca nauczyciela postrzegana jest przez nich samych jako porażka. Później nauczyciele mają niewielką motywację do pracy. Elementem ewolucji systemu edukacji mogła być droga awansu zawodowego. Tymczasem w ciągu sześciu lat nauczyciel może osiągnąć wszystko, co oferuje mu ścieżka kariery. Później nie ma dla niego ani kija, ani marchewki. Nie tylko nie może dalej awansować, ale też dyrektor nie ma władzy, żeby go zwolnić. Co jest w tym układzie czynnikiem mobilizującym? Nic.

Not. aw

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.