Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Policjanci prowadzą zajęcia, szkoły organizują spotkania

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Służby mundurowe nie mają specjalnego budżetu na edukację i działania prewencyjne wśród dzieci. Mimo to niemal jak misję traktują tego typu zadania. Część kosztów muszą jednak ponosić samorządy

Zajęcia prowadzone są przez policjantów, strażaków, strażników miejskich. Często bywa tak, że funkcjonariusze pojawiają się tylko na niektórych lekcjach. Pozostałe w ramach programu prowadzą już pedagodzy, często rozkładając je na cały semestr albo nawet rok.

- Ale dzieciaki i tak najbardziej lubią, jak przyjdzie policjant w mundurze, albo na boisku stanie strażacki wóz z drabiną. Dzieciom aż oczy się świecą - mówi Ewa Król, pedagog jednej z warszawskich podstawówek. Dodaje, że takie akcje często są dużą atrakcją np. podczas festynów organizowanych przy okazji święta szkoły.

Efekt? Już nie należy do rzadkości telefon od pięcio- czy sześciolatka na numer alarmowy. Nieraz zdarzało się, że malec uratował rodzinę z opałów, dzwoniąc do odpowiednich służb.

- Zainteresowanie różnego rodzaju szkoleniami dla dzieci jest coraz większe - przyznają policjanci, strażacy i strażnicy miejscy. W dużych miastach na pogadankę funkcjonariusza w szkole czeka się kilka tygodni. A i nauczyciele przyznają, że zainteresowanie tego typu zajęciami rośnie. Organizatorami są sami nauczyciele, ale także rady rodziców. Formuły są przeróżne ale bardzo atrakcyjne.

- W Gdyni mamy dwa programy skierowane do 6-7 latków i do uczniów II klasy podstawówki. Ten drugi jest oparty na pomyśle szwedzkim. Są specjalne książeczki z rysunkami, zgadywankami. A numery telefonów alarmowych dzieci zapamiętują ucząc się specjalnej piosenki - mówi wiceprezydent miasta Ewa Łowkiel. Dodaje, że program obejmujący te szkolenia Jest dosyć obszerny. Uczy zarówno zachowania się na drodze, ale też odnalezienia się w różnych krytycznych sytuacjach. Dziecko uczy się np. jak zachować się, gdy zgubi się w mieście, ale także co zrobić, gdy zauważy palące się trawy na poboczu szosy. - Oczywiście cała wiedza jest przekazywana w sposób przystępny dla dzieci. Zazwyczaj są to symulowane scenki, zabawy w grupkach, praca z książeczkami - wylicza wiceprezydent.

Programy prewencyjne są zazwyczaj finansowane z budżetu samorządów. Pieniądze są przeznaczane przede wszystkim na dyplomy i okolicznościowe gadżety.

- Na program "Bezpieczny Lublin" przeznaczamy rocznie 20 tys. zł - słyszymy w biurze prasowym miasta. - Obejmuje on zarówno działania edukacyjne dla najmłodszych, ale też np. informacje przekazywane w starszych klasach o szkodliwości środków odurzających.

A co można poradzić szkołom, którym nie udało się szybko skorzystać z pomocy specjalistów w mundurach? Np. na naszej stronie internetowej straży pożarnej są gotowe konspekty lekcji dla przedszkolaków. Ale wiem, że w 100 proc. nie zastąpią one czerwonego wozu, strażaka, drabiny i sikawki.

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

ZDANIEM EKSPERTÓW

@RY1@i02/2014/092/i02.2014.092.08800040a.803.jpg@RY2@

Marek Konkolewski biuro ruchu drogowego Komendy Głównej Policji

Niestety w programach szkolnych nie ma przedmiotu wychowanie komunikacyjne. A szkoda, bo edukacja drogowa, szeroko pojętego bezpieczeństwa to bardzo ważny aspekt wiedzy. Potrzebny szczególnie maluchom: przedszkolakom, dzieciom w początkowych klasach szkoły podstawowej. Bo w ten sposób buduje się kapitał na przyszłość. W małej głowie pozostanie wiedza, która zaprocentuje w przyszłości. A zapotrzebowanie na tego typu edukację wzrasta niemal w postępie geometrycznym. Szkoły ustawiają się w kolejkach, by zaprosić na zajęcia policjanta. I jak wiemy z doświadczenia takie spotkanie stanowi dla dzieci atrakcję. Inaczej słuchają one pana w mundurze niż szkolnej pani. Nie bez znaczenia są oczywiście różne dydaktyczne pomoce, maskotki, odblaski, książeczki. Niestety specjalnego funduszu na działania prewencyjne nie mamy. Korzystamy więc najczęściej z pomocy różnych sponsorów, np. firm ubezpieczeniowych, koncernów paliwowych. Oczywiście sami policjanci za wizytę w szkole czy przedszkolu pensji nie pobierają. Ale wiemy, że są już wyspecjalizowane firmy, które oferują placówkom oświatowym taką usługę odpłatnie.

@RY1@i02/2014/092/i02.2014.092.08800040a.804.jpg@RY2@

Paweł Frątczak rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej

Nie mamy specjalnych funduszy, finansowej puli, którą możemy wykorzystać na szkolenie dzieci i młodzieży w sprawach związanych z bezpieczeństwem pożarowym. Ale takie edukowanie leży w naszych ustawowych obowiązkach. Czasami korzystamy z funduszy firm ubezpieczeniowych. Wspomaga nas też w szkoleniach ochotnicza straż pożarna. A zainteresowanie, zwłaszcza u tych najmłodszych dzieciaków, jest duże. Dla przedszkolaków czy dzieci w klasach 1-3 atrakcją jest strażacki samochód, możliwość obejrzenia, jak strażak wchodzi po drabinie, posługuje się sikawką. Niestety nie możemy podjechać do każdej placówki. Najczęściej korzystamy z różnych gminnych festynów i pikników. Tam prezentujemy sprzęt, informujemy dzieci, jak zachowywać się w przypadku pożaru. Zorganizowane grupy mogą też umówić się na spotkanie w lokalnej jednostce. Warto też pamiętać, że ponad 30 proc. zdarzeń pożarowych dotyczy gospodarstw domowych. I już maluchy uczymy, na co zwracać uwagę, choćby w przypadku korzystania z kuchenki przez rodziców. I o tym, że one same nie powinny takich urządzeń dotykać

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.