Efekty? Przydają się w sprzątaniu, nie na uniwersytecie
Wkrótce rozpoczynam konwersatorium na temat "Wrogowie demokracji" i naturalnie musiałem sporządzić sylabus (arcydzieło szatana z Bolonii), w którym jest obszerna rubryka "efekty nauczania". Wypełniamy ją nie wiem po co, a wobec tego nieco ogólnikowo, bo kto zna przyszłość, studentów każdego z osobna oraz ich wiedzę. Napisałem więc na przykład "student potrafi wymienić głównych wrogów demokracji", chociaż - prawdę mówiąc - ja nie potrafię tak po prostu wymienić. Kusiło mnie, żeby wpisać: "student umie celnie strzelać", bo jak wrogowie, to trzeba walczyć. Nikt by pewnie nie zauważył, tyle że ja nie umiem strzelać, więc byłoby to oszustwo, bo jak mógłbym innych nauczyć, czego sam nie umiem.
Rzecz jednak nie w unijnej biurokracji. Na całym świecie trzeba studentom podać opis przedmiotu i zestaw lektur, jeżeli rzeczywiście te lektury będą rozważane. Kiedyś, gdy słuchałem znakomitego wykładu Leszka Kołakowskiego na temat historii filozofii XVII wieku, to nie było żadnych lektur, natomiast były ćwiczenia, w czasie których dokładnie analizowaliśmy krótkie teksty. Ćwiczenia prowadził Krzysztof Pomian. No dobrze, tak już nie będzie, ale powszechna ucieczka od ćwiczeń to wymuszona metoda na rzekome uatrakcyjnienie programu studiów. Więcej przedmiotów i bardziej po łebkach. To też zniosę, jednak idea oczekiwanych efektów wprowadza mnie w stan niepokojąco radosnego chichotu.
Jakie bowiem są oczekiwane efekty różnych naszych działań, a jakie nieoczekiwane? Kto to potrafi rzetelnie odróżnić. Na przykład efekty ewentualnie oczekiwane po spędzeniu pewnego czasu z osobą płci przeciwnej? Mniej więcej albo całkiem dokładnie wiemy, i jak się pojawi maluszek, to nie można mówić: "takie efekty były zupełnie nieoczekiwane", chyba że się wierzy raczej w bociany niż w fizjologię.
Natomiast relacja nauczyciel - uczeń, a na uniwersytecie w optymistycznej wersji mistrz - student jest oparta na innych zasadach i nie bardzo da się przewidzieć cokolwiek. Ze wspaniałych wykładów Kołakowskiego niewiele lub nic nie pamiętam, natomiast sposób myślenia i argumentowania wywarły na mnie wpływ na całe życie. Także bardzo wysoki standard, którego pewnie nigdy nie osiągnąłem, ale który stanowi dla mnie wciąż wzór.
Także powaga w traktowaniu filozofii i jej konsekwencji intelektualnych. Stąd wiem, że filozofowie XVII wieku, spośród których o wielu dzisiaj zapomniano, tworzyli tak naprawdę nowożytność, a ich niesłychanie precyzyjne i dla współczesnego człowieka bardzo trudne rozważania ustanowiły terytorium filozofii po teologii, chociaż mieli jeszcze z teologią bardzo wiele wspólnego.
Czy tego oczekiwałem? Czy Leszek Kołakowski mógł tak sformułować "oczekiwane efekty nauczania"? Zupełnie niemożliwe, bo doprawdy wszystko zależało od studentów i Kołakowski w ogóle się nie przejmował skutkami swoich wykładów. Wykładał najlepiej jak potrafił, a wiemy, że potrafił czynić cuda. I to było zupełnie wystarczające.
Czyżby z tego wynikało, że "oczekiwane efekty nauczania" to formuła dla tych kiepskich? Oczywiście, że tak. Można znakomicie ją przenieść do innych sfer życia i zapytać o oczekiwane efekty sprzątania. Takie wymogi są potrzebne wtedy, kiedy się nie liczy na inteligencję własną pracownika (obojętne - sprzątacza czy profesora), tylko zakreśla mu z góry pole działania w obawie, że jak zacznie być samodzielny, to rzeczy się źle potoczą. Innymi słowy, uniwersytet, jak wszystkie instytucje współczesnego świata, przyjął zasadę równania w dół. Nie obwiniam tu polskich uniwersytetów, bo to jest zasada unijna, ale wskazuję na to, że w niektórych instytucjach elitaryzm jest naturalny. A ponadto że w ten sposób nieudolnie bronimy demokracji, bo taka jest fatalna intencja każdego równania w dół.
Uniwersytety, podobnie jak inne współczesne instytucje, przyjęły zasadę równania w dół
@RY1@i02/2015/004/i02.2015.004.000001400.803.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu