Podwójny rocznik nikomu nie służy
P r zed ogłoszeniem wyników pierwszych po reformie egzaminów na koniec podstawówki pojawiło się kilka teorii spiskowych. Jedna głosiła, że testy będą tak przygotowane, żeby lepiej wypadły dzieci po ósmej klasie. Po to, żeby móc się pochwalić, jak świetnie przygotowano reformę edukacji. Według drugiej miało być wręcz odwrotnie – egzamin będzie makabrycznie trudny – głównie po to, żeby jak najwięcej dzieci wysłać do zawodówek. Postanowiliśmy zweryfikować te tezy, przyglądając się wynikom egzaminów.
Jeden z zaskakujących wniosków jest taki, że to jednak gimnazja były bardziej egalitarne. Taki wniosek płynie z porównania egzaminu gimnazjalnego z egzaminem ósmoklasisty, jeśli chodzi o rozpiętość wyników w zależności od tego, czy dzieci były z miasta, czy ze wsi. Celem wprowadzenia gimnazjów było zmniejszenie różnic między terenami miejskimi i wiejskimi. Tymczasem może się okazać, że przywrócenie ósmych klas, wbrew założeniom obecnej władzy, może te różnice zwiększyć.
W obu przypadkach zróżnicowanie średnich wyników między wsią i małymi miastami a największymi ośrodkami jest duże, ale wśród uczniów kończących gimnazjum te różnice są nieco niższe. W przypadku egzaminu z języka polskiego najniższą średnią osiągnęły dzieci uczące się w miastach do 20 tys. mieszkańców (60 proc.), a najwyższą te z największych ośrodków (67 proc.). Różnica między małymi a dużymi ośrodkami wyniosła 7 pkt. W przypadku gimnazjów najniższa średnia jest w najmniejszych miastach (61 proc.), a najwyższa w największych (67 proc.), czyli dystans jest odrobinę mniejszy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.