Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska szkoła wyrównuje szanse

14 kwietnia 2019

Denisa Gdovinova: Zdziwiło mnie, dlaczego likwidujecie gimnazjum w momencie, gdy osiągnęło pełnoletniość

fot. Materiały prasowe

Denisa Gdovinová, dziennikarka słowackiego tygodnika „Týždeň”

Przyjechałaś kilka tygodni temu ze Słowacji, żeby opisać sukcesy polskiej edukacji.

Chciałam zobaczyć, jak z bliska wygląda polski system. Słowacy od dawna narzekają na bardzo niskie wyniki w międzynarodowych testach PISA, które sprawdzają efekty nauczania. Niby Finlandia i inne skandynawskie kraje są pokazywane jako wzór, jeśli chodzi o edukację, ale Polska też od lat wypada w PISA całkiem nieźle. A wasz system jest o wiele bliższy naszemu.

I zobaczyłaś: masowy strajk nauczycieli.

Wiesz, co mnie najbardziej zaskoczyło? Że bierze w nim ponad 80 proc. pedagogów. Kiedy na Słowacji strajkowali nauczyciele, ten odsetek był nieporównywalnie niższy.

Też chodziło o pensje?

Tak. Bo prawda jest taka, że nasi nauczyciele mają jeszcze niższe wynagrodzenia i jeszcze gorszą pozycję.

Nie chciałaś zmienić kraju, który będziesz opisywać? Strajki raczej nie świadczą o tym, że działa modelowe rozwiązanie…

Tym bardziej byłam ciekawa. Moim zdaniem waszym sukcesem jest to, że dajecie szansę słabszym uczniom. Na Słowacji rozwarstwienie jest bardzo duże. Najczęściej mówi się, że to z powodu romskich dzieci (mamy dużą mniejszość romską), które zaniżają średnią, ale prawda jest taka, że nie nauczyliśmy się w żaden sposób temu przeciwdziałać. Mam wrażenie, że w Polsce szkoła wyrównuje szanse. Niezależnie od tego, w jakich warunkach dziecko się wychowywało, to jeśli chodzi o edukację, dostaje takie możliwości jak reszta.

Dzięki czemu, według ciebie, tak się dzieje?

Może to zabrzmi banalnie – ale na pewno jednym z powodów jest to, że macie obowiązkową zerówkę. Dzięki temu już w pierwszej klasie większość startuje na podobnym poziomie. U nas część już umie czytać, ale część nie umie, nawet po słowacku.

Do 2017 r. mieliśmy nawet obowiązek dla pięciolatków i miał być dla czerolatków.

Bo to działa. Kolejną rzeczą na plus, jak wynikało z moich rozmów i obserwacji, było wprowadzenie gimnazjum.

U nas rząd je właśnie zlikwidował, mówiąc, że to samo zło.

To mnie zdziwiło, bo nauczyciele i eksperci, z którymi rozmawiałam, chwalili je. A byłam w kilku szkołach w Małopolsce, w tym w Krakowie, Warszawie, ale także na Podkarpaciu. Przede wszystkim w mniejszych miejscowościach mówili, że dzięki gimnazjom dzieciaki były przez dziewięć lat w powszechnej edukacji. W miastach być może był podział na szkoły elitarne i te dla uczących się słabiej, ale w mniejszych miejscowościach zazwyczaj wszyscy szli do tego samego gimnazjum.

Dlaczego uważasz, że to coś poprawiało?

Uczniowie zyskiwali szansę na nowy start. Jeżeli nawet gorzej się uczyli, to mogli zerwać z łatką lesera w nowej szkole. Ale także, jak zrozumiałam, tutaj byli traktowani inaczej. Bardziej poważnie. I przede wszystkim oczekiwano od nich więcej. Już nie byli dziećmi z podstawówki. I może był to duży skok, ale też powodował, że trzeba było włożyć więcej wysiłku.

Mówiło się, że to miejsce narkotyków i ekscesów seksualnych, a także braku dyscypliny.

O tym też rozmawiałam i miałam inne wrażenie. To normalne, że gimnazjaliści szaleją, bo to specyficzny okres w życiu, ale właśnie dzięki temu, że byli oddzieleni od młodszych, pedagodzy musieli się nauczyć, jak sobie z nimi radzić. Tym bardziej mnie dziwi, że zlikwidowano gimnazja właśnie wtedy, kiedy zaczęły dobrze działać.

Gimnazjum jeszcze nie gwarantuje sukcesów w PISA.

Dodatkowym elementem, który rzucił mi się w oczy, było to, że nauka w klasach 4–6 odbywa się w blokach. To znaczy historia i społeczeństwo są połączone, przyroda łączy geografię z biologią i chemią. I to pozwalało nauczycielom na większą elastyczność. Widziałam podręczniki i bardzo mi się podobały: były zrobione w przejrzysty sposób, z podziałem na myślenie analityczne i wyciąganie wniosków. A także motywowały, żeby np. wychodząc od dyskusji na temat rodziny i najbliższej okolicy, porozmawiać z dziećmi o ogólniejszych kwestiach.

Na Słowacji podręczniki tak nie wyglądają?

Problem polega na tym, że są kupowane centralnie przez resort edukacji. Nie ma wolnego rynku, więc podręczniki nie są zbyt dobre. U was wolny rynek spowodował, że widocznie wydawcy konkurują między sobą i ta jakość jest niezła. Ale to nie wszystko.

Czyli?

Zauważyłam, że w Polsce przeprowadza się dużo testów, i to podobnych do testów PISA. Częściowo taki sposób myślenia znajduje też odzwierciedlenie w podręcznikach.

To jest główny zarzut, że polska szkołach równa się testomania.

Ale ich jakość jest niezła. Po pierwsze, nie jest to proste odhaczanie odpowiedzi, test jednak zmusza do wyciągania wniosków i logicznego myślenia. A poza tym bardzo często odnosi się do sytuacji z realnego życia. Ponadto, tak mi mówili nauczyciele z rzeszowskiej szkoły, dzięki testom mają często feedback z okręgowych komisji, ale także i innych instytucji, jak wypadli ich uczniowie. Z czym mają problem – np. dobrze z liczeniem, gorzej im idzie wyciąganie wniosków, i nad tym mogą pracować. Zaskoczyło mnie również pozytywnie to, że to ważne dla wszystkich, np. wynikami uczniów z polskiego interesuje się także matematyk, który uczy te dzieci. Wie dzięki temu, jakie są ich mocne strony. To niezwykłe.

Jest coś, co ci się w polskim systemie edukacji nie podobało?

Zdziwiło mnie, dlaczego likwidujecie gimnazjum, kiedy osiągnęło pełnoletniość. Oczywiście zagrożeniem może być ta testomania, o której wspomniałaś. No i miałam wrażenie, że może polska szkoła dobrze sobie radzi z pomaganiem słabszym. Ale nie ma pomysłu na tych dobrych uczniów.

Strajk pokazuje, że nauczyciele są sfrustrowani. To nie może się dobrze odbić na uczniach.

Ale jak już wspomniałam, wasz strajk pokazał, że nauczyciele są zwartą grupą. Naprawdę to imponujący wynik. A poza tym doświadczenie słowackiego strajku pokazuje, że choć nauczyciele niewiele zyskali, to był to początek szerokich debat dotyczących jakości edukacji, nie tylko wynagrodzeń. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.