Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Jak (nie) powinniśmy mówić o wojnie

3 września 2024
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

C zy Polska bierze udział w wojnie, co oznaczałoby m.in. zagrożenie atakiem rakietowym? Absolutnie nie, choć wypowiedzi niektórych polityków, wojskowych i ekspertów mogą przypadkiem sugerować, że jest inaczej. Dzieje się tak za sprawą nonszalanckiego wymachiwania publicystycznymi określeniami w rodzaju „nasza wojna” albo „wojna hybrydowa”, w ramach której rzekomo mamy być „atakowani”. Niedawno minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz wypowiadał się w podobnym tonie, choć dobrze, że później doprecyzował, że nie jest to wojna pełnoskalowa. Wpis z podobnymi treściami znalazł się też na koncie X Sztabu Generalnego Wojska Polskiego („to jest nasza wojna”). Taka retoryka może w społeczeństwie wywoływać strach i wiązać się z wzywaniem przez niektórych ekspertów lub użytkowników serwisów społecznościowych do odpowiedzi zbrojnych.

Skoro „mamy wojnę”, to dlaczego nie odpowiadać wojskowo? Bo jej nie ma! Sytuacja geopolityczna Polski od 2022 r. uległa pogorszeniu, a wielu europejskich oficjeli i wojskowych rutynowo ostrzegało przed nową wojną na naszym kontynencie, która miałaby wybuchnąć w ciągu trzech do pięciu lat. To sygnały tłumaczące potrzebę wzrostu nakładów na wojsko. Coraz ostrzejsza retoryka wojenna może w pewnym momencie zostać odebrana jako próba wzbudzenia strachu, a może nawet psychozy. Dzięki straszeniu ekspert lub publicysta zyskują uwagę. Jest jednak zasadnicza różnica między publicystyczną wypowiedzią felietonisty lub eksperta a wysokiego urzędnika państwowego czy wojskowego. Felietonista oraz komentator nie odpowiadają za kraj, o ile w ogóle odpowiadają za cokolwiek. Urzędnik państwowy – owszem, zwłaszcza w trudnej i poważnej sytuacji dotyczącej bezpieczeństwa w Europie. To nie zabawa ani ćwiczenia.

Polska formalnie i faktycznie nie jest stroną konfliktu zbrojnego. Po wypowiedziach ministra Kosiniaka-Kamysza spytałem o to resorty spraw zagranicznych i obrony. Według MON „Polska nie jest obecnie stroną konfliktu zbrojnego”, choć ministerstwo wspomina o „atakach hybrydowych” i… „wojnie hybrydowej”, jakby nie widziano w tym sprzeczności. Ponowiłem pytania po późniejszych słowach ministra, że „wojna hybrydowa osiąga swój najwyższy poziom zaangażowania przeciwko państwu polskiemu”, cokolwiek by to miało oznaczać. Wtedy jednak służby prasowe nie udzieliły już odpowiedzi. Jako ekspert i analityk przyjmuję to ze zrozumieniem, przecież muszą sobie zdawać sprawę z tego, jak to wygląda.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.