Rumuński problem z SAFE. Takich cen uzbrojenia nikt się nie spodziewał
Po wprowadzeniu SAFE producenci podwyższają cenę broni oferowanej Rumunii. Czy to samo grozi Polsce? Politycy uspokajają, że nasz kraj jest w o wiele lepszej sytuacji i nie grozi nam wariant rumuński. Ekonomiści oceniają, czy głośno reklamowana polonizacja zbrojeń jest realna, czy będziemy jednak skazani na łaskę zachodnich koncernów.
Minister obrony Rumunii Radu Miruță oskarżył producentów broni o to, że podwyższyli swoje ceny ofertowe nawet o 30 proc. w porównaniu z propozycjami, które padały przed wdrożeniem unijnego programu SAFE. Polityk nie wskazał co prawda konkretnych firm, ale dziennikarze „Defense România” ustalili, że chodzi m.in. o niemiecki Rheinmetall.
Rumuński problem z SAFE. Ceny poszły w górę
To on był wskazywany jako dostawca 298 wozów bojowych piechoty, budowanych na bazie niemieckiego pojazdu KF41 Lynx. Miały one zastąpić sprzęt postsowiecki. Z ujawnionej listy projektów finansowanych z SAFE wiadomo, że Bukareszt chciał na ten cel wydać blisko 3 mld euro. W marcu rumuńskie ministerstwo obrony informowało o zaawansowanych rozmowach z koncernem. Już wtedy pojawiały się doniesienia o problemach. Dotyczyły one zintegrowania wozu z nowoczesnymi wyrzutniami pocisków przeciwpancernych Spike LR2. Rumuńscy wojskowi chcieli tego rozwiązania, ale producent oferował starszy model. Teraz, gdy doszła jeszcze groźba podwyżki ceny, rumuński resort daje do zrozumienia, że nie pozwoli stawiać się pod ścianą. Tym bardziej że na stole leżą oferty trzech innych wozów bojowych: południowokoreańskiego AS21 Redback, szwedzkiego CV90 i hiszpańsko-austriackiego GDELS.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.