Publikując w sieci swoje dane, robimy prezent oszustom
Gdy w firmie Sophos przeprowadziliśmy taki sam eksperyment, niemal co drugi internauta przyjął do swojego grona nieznajomego. Niestety, wszędzie na świecie internauci mają podobnie niską świadomość zagrożeń w sieci. Nad swoje bezpieczeństwo przedkładają zabawę, przyjemność, jaką niesie powiększenie grona "przyjaciół". Są przekonani, że ujawnienie danych osobowych nie jest wcale groźne. Myślą: dlaczego by nie dołączyć do swoich znajomych setnej z kolei osoby? Dzięki temu będę wyglądał na bardziej popularnego. A to, że podam mu przy okazji trochę informacji o sobie, wydaje im się nieważne.
Dokładnie tak samo jest w Australii czy Wielkiej Brytanii, gdzie też przeprowadzaliśmy takie badanie. Nagminną reakcją były wypowiedzi: "I co z tego, że ujawniam moje dane osobowe? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie?". Niestety ma. Adres domowy to wskazówka, gdzie mieszka potencjalna ofiara złodzieja, a adres e-mailowy zachęca do zawalania skrzynki spamem. Zaś zdobycie daty urodzenia, adresu mejlowego i numeru telefonu w Australii wystarcza, by założyć na czyjeś nazwisko kartę debetową.
Ależ ma! Mając jedną informację, cyberprzestępcy otrzymują świetną podstawę do tego, by zdobywać następne, nie zawsze zresztą związane z przestępstwami ekonomicznymi. W USA odbywa się właśnie głośny proces 19-latka, który założył fałszywe konto na Facebooku i jako dziewczyna wyłudził erotyczne zdjęcia od kilkuset osób. Potem je szantażował. Warto więc mieć mniej przyjaciół, ale sprawdzonych.
@RY1@i02/2009/254/i02.2009.254.000.007a.001.jpg@RY2@
Paul Ducklin, szef działu technologie, Sophos Asia Pacific
Materiały prasowe
, szef działu technologie, Sophos Asia Pacific
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu