Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Jesteśmy zakładnikami sytuacji. Jedyne, co możemy zrobić, to minimalizować ofiary wśród żołnierzy

27 czerwca 2018

Jakkolwiek rząd tłumaczyłby wysyłanie dodatkowych sił do Afganistanu, nie można uciec od oczywistości - pod Hindukuszem staliśmy się zakładnikami sytuacji.

Nie mamy realnego wpływu na przebieg wydarzeń, reagujemy tylko na czyny innych. Jedyne, co teraz możemy zrobić, to zminimalizować zagrożenie dla naszych żołnierzy.

Sezon bojowy dobiegł końca. Hindukusz pokrył śnieg, nasi przeciwnicy zalegli w leżach zimowych. Walczące strony mają kilka miesięcy na przegrupowanie. NATO szykuje dodatkowe oddziały oraz strategię obrony terenów o najgęstszej populacji. Pakt chce bronić ludzi, nie ziemi, czytaj - uniemożliwić ich infiltrowanie przez talibów. Nasz przeciwnik umocni się na opuszczonych przez Sojusz bezludziach i udoskonali precyzyjne ataki samobójcze. Co jeszcze - zobaczymy wiosną.

Względnie spokojne zimowe miesiące to dobry czas na refleksję. Jak powinniśmy postępować, gdy mamy niewielki wpływ na decyzje dotyczące przebiegu wojny? Uważnemu obserwatorowi konfliktu nasuwa się kilka sugestii.

Rząd Hamida Karzaja trudno uznać za w pełni legalny, w dodatku cieszy się nikłym poparciem. Nie warto umierać w jego obronie, czas rozejrzeć się za alternatywnymi ośrodkami władzy i zacząć stawiać także na nie. W przeciwieństwie do Kabulu sprawują one realne rządy nad ludźmi - to armia, rebelianci, niektórzy przywódcy plemienni i religijni oraz tzw. panowie wojny różnej proweniencji. Warto rozpocząć z częścią powstańców rozmowy o nieagresji, a nawet kontrolowanym przekazywaniu im mniej ważnych obszarów w zamian za nieatakowanie Polaków.

Wojna kosztuje, a w kraju nadszedł czas oszczędzania. Źle by się stało, gdyby kolejni żołnierze i sprzęt polecieli do Afganistanu kosztem modernizacji całej armii. Nowoczesne wojsko tu, w Polsce, jest ważniejsze od wyniku wojny pod Hindukuszem. Skoro jesteśmy potrzebni Amerykanom, niech wezmą na siebie ciężar finansowania naszej operacji. Polski na nią nie stać.

Dostosujmy nasze zadania do posiadanego sprzętu. Nie warto dokupywać drogiego wyposażenia przydatnego wprawdzie pod Hindukuszem, ale mało użytecznego dla ewentualnej obrony kraju. Skoro mamy za mało śmigłowców i żołnierzy, zawieśmy operacje w odległych dystryktach i skupmy się na strzeżeniu drogi Kabul - Kandahar i miasta Ghazni.

Wystarczy że je utrzymamy do czasu, gdy NATO jako całość zdecyduje o opuszczeniu Afganistanu. Zaczekajmy aż siły afgańskie osiągną zdolność do walki o całą prowincję i oddajmy im to zadanie. Możliwe zresztą, że reżim w Kabulu porozumie się z rebeliantami i będą oni rządzić Ghazni z jego namaszczenia.

Być może obecny rząd jest ostatnim, który tłumaczy konieczność wysyłania nowych oddziałów do Afganistanu przy bierności opinii publicznej. Wojna jest beczką bez dna, wchłonie i przytrzyma setki kolejnych polskich żołnierzy. Nie mamy na nią wpływu, ale nie możemy też zawieść sojuszników z NATO. Przeczekajmy więc. Bez kompromitacji, ale i bez niepotrzebnych strat.

@RY1@i02/2009/247/i02.2009.247.000.006a.001.jpg@RY2@

Polska misja w Afganistanie w przyszłym roku będzie kosztować 1,9 mld złotych

Janusz Walczak/Forum

Andrzej Talaga

andrzej.talaga@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.