Klich karci ambasadora USA
Wczoraj minister obrony Bogdan Klich w ostrych słowach skarcił amerykańskiego ambasadora w Warszawie.
Lee A. Feinstein oświadczył w sobotę w TVN, że "prezydent i premier Polski deklarują utrzymanie wojsk polskich w Afganistanie, a nawet zwiększenie liczby żołnierzy, za co USA są niezwykle wdzięczne".
Winny był jednak nie ambasador, a błąd tłumaczenia w audycji TVN 24, który doprowadził do incydentu dyplomatycznego między Polską a USA.
- Ambasador w ogóle nie użył słów "zwiększenie", "liczba" i "żołnierzy" - mówią DGP amerykańskie źródła dyplomatyczne. - Mówił natomiast o "umocnieniu" obecności polskiej w Afganistanie, co można interpretować bardzo szeroko, także jako wysłanie nowego sprzętu czy poprawę systemu szkoleń - dodają nasi rozmówcy.
Wczesnym popołudniem na swoich stronach internetowych TVN 24 rzeczywiście zmieniła tłumaczenie wypowiedzi Feinsteina. Jednak występując wcześniej na konferencji prasowej, szef MON jeszcze o tym nie wiedział.
- Ambasador popełnił gafę dyplomatyczną, ponieważ ani premier, ani minister spraw zagranicznych, ani minister obrony narodowej nie deklarowali stronie amerykańskiej żadnego zwiększenia kontyngentu - oświadczył Bogdan Klich. I dodał: - Proszę pamiętać, że to pierwsze dni pana ambasadora na nowej, pierwszej jego placówce.
Feinstein był jednym z najbliższych doradców Hillary Clinton podczas jej kampanii wyborczej.
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu