Amerykańska żywa tarcza
Wygląda na to, że przed wizytą wiceprezydenta Bidena podpisane zostanie porozumienie o stacjonowaniu US Army w Polsce. Dokument otwiera drogę do budowy bazy. Choć niewielka, poprawi ona nasze bezpieczeństwo. Atak na Rzeczpospolitą wciągnie automatycznie w wojnę USA, a to dla agresora kiepska perspektywa.
Tarcza antyrakietowa Busha nie chroniłaby polskiego terytorium. Jedyny zysk, jaki mogliśmy odnieść z tej inwestycji, to przyciągnięcie Amerykanów. Uwikłanie ich automatycznie w obronę Polski w razie agresji. Podobnie jest teraz, choć tarcza w wydaniu Obamy mogłaby teoretycznie bronić także naszego nieba.
Polskę, jako członka NATO, chroni artykuł 5 traktatu waszyngtońskiego. Zobowiązuje on wszystkich członków Sojuszu do niezwłocznej pomocy zaatakowanemu. Pakt nie ma jednak planów operacyjnych na wypadek wojny Polski z Rosją. Nie wiadomo, kto miałby nam pomóc, kiedy, jakimi siłami. Mało tego, w państwach NATO coraz częściej jest kwestionowana zasadność artykułu 5. W głównym ośrodku eksperckim doradzającym rządowi Holandii na własne uszy usłyszałem odpowiedź "nie" na pytanie, czy kraj ten pomógłby Polsce w wypadku wojny.
NATO to już nie szybkostrzelny rewolwer, raczej naoliwiona strzelba ukryta w zabitej gwoździami skrzyni. Nie wiadomo, czy w ogóle wystrzeli. Warto więc mieć u siebie Amerykanów. Niech ewentualny agresor wie, że atakiem na Polskę rozsierdzi najpotężniejsze państwo świata.
@RY1@i02/2009/203/i02.2009.203.000.002b.001.jpg@RY2@
Andrzej Talaga
Andrzej Talaga
andrzej.talaga@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu