Zmarło kolejnych dwóch górników
W szpitalu w Sosnowcu zmarło wczoraj kolejnych dwóch górników rannych w katastrofie w kopalni Wujek-Śląsk. Wybuch metanu w Rudzie Śląskiej zabił 17 górników, pięciu z nich zmarło w szpitalach.
Wczoraj odbyły się pierwsze pogrzeby. Sejm uczcił pamięć zmarłych minutą ciszy. Zmarli wczoraj górnicy mieli 40 i 21 lat. Jeden od początku był w stanie krytycznym, a u drugiego nagle wystąpiła niewydolność układu krążenia i układu oddechowego. Kilku górników z innych szpitali nadal jest w stanie ciężkim, choć stabilnym.
Śledztwo w sprawie katastrofy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Z kolei Katowicki Holding Węglowy podał wczoraj, że od początku roku czujniki metanowe wyłączały prąd 727 razy z powodu przekroczenia dopuszczalnych stężeń. Częstotliwość tych wyłączeń tuż przed wypadkiem nie wzrosła. To zdaniem prezesa KHW Stanisława Gajosa dowód, że system bezpieczeństwa działał prawidłowo. Jego zdaniem wszystko wskazuje na to, że przyczyną katastrofy był nagły wypływ metanu.
Przyczyny katastrofy wyjaśnia także Wyższy Urząd Górniczy. Z jego ustaleń korzysta też komisja powołana przez prezesa WUG. Wczoraj jednak warunki na dole, w miejscu katastrofy, nie pozwalały przeprowadzić wizji lokalnej. Wciąż panuje tam za wysoka temperatura i stężenie metanu.
Według nowego rzecznika WUG Janusza Malingi, gdy tylko to się zmieni, natychmiast komisja WUG będzie w stanie zjechać na dół. Wizja lokalna na dole ma służyć m.in. oględzinom miejsca tragedii, pobraniu próbek do badań itp. Malinga zastąpił wczoraj nieoczekiwanie na stanowisku dotychczasową rzeczniczkę Wyższego Urzędu Górniczego. Edyta Tomaszewska dzień wcześniej zgłosiła na policję, że została napadnięta i niegroźnie poturbowana. Skradziono jej m.in. służbowego laptopa. W trakcie zeznań na komisariacie okazało się, że jest nietrzeźwa, miała prawie 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu.
W laptopie nie było żadnych istotnych dokumentów dla prowadzonej przez WUG sprawy katastrofy w kopalni Wujek-Śląsk.
Tomaszewska - jak sama mówiła - nie tylko w swoim laptopie, ale w ogóle nie posiada danych z postępowania prowadzonego w sprawie katastrofy w kopalni. Twierdziła jednak, że napad mógł wiązać się ze sprawą tragedii. Sprawca, napadając na nią, miał powiedzieć "to za tę kopalnię". Oprócz laptopa skradziono jej rzeczy osobiste i dokumenty.
Policja podała także, że we wtorek po południu dyrektor jednego z departamentów WUG zajmującego się m.in. sprawami bezpieczeństwa pracy odebrał telefon z pogróżkami. - Dzwonił z zastrzeżonego numeru na mój telefon komórkowy. Zapowiedział, że "będę miał kłopoty". Dziś, w kontekście napadu na panią rzecznik, widzę to zupełnie inaczej niż wczoraj - powiedział dyrektor, prosząc, by nie ujawniać jego personaliów.
Iwona Dudzik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu