Spłonął letni domek generała Kiszczaka
Płonął jak pochodnia - tak sąsiedzi gen. Czesława Kiszczaka opisują pożar jego letniskowego domku w miejscowości Wikno na Mazurach. Byłemu szefowi MSW nic się nie stało.
Z relacji świadków wynika, że wczoraj po południu, czyli właśnie w chwili, gdy budynek stanął w płomieniach, 85-letni generał razem z żoną Marią byli w środku. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Straty materialne są bardzo znaczne.
- Spłonął drewniany domek letniskowy oraz garaż, w którym znajdował się samochód osobowy marki Volkswagen Polo. W wyniku pożaru samochód również został zniszczony - mówi "DGP" rzecznik prasowy straży pożarnej w Nidzicy Andrzej Osowski.
O szczęściu mogą mówić za to sąsiedzi generała. Ogień nie rozprzestrzenił się bowiem na pobliskie zabudowania.
Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane. - Trudno nawet przypuszczać, co mogło wywołać ogień. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, budynek już płonął - opisuje Osowski. Okoliczności zdarzenia wyjaśni teraz miejscowa policja.
Usiłowaliśmy skontaktować się wczoraj z generałem Kiszczakiem, ale był nieosiągalny.
monk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu