Z prezydentem zgadzamy się co do wydatków na armię
Jeszcze nie mówiłem.
Nie odebrałem takich sygnałów. Decyzja o przyszłości każdego z 46 kontyngentów wojskowych podejmowana jest na najwyższych szczeblach politycznych. Zakładam, że i Bruksela, i pozostałe stolice krajów uczestniczących w operacji czekają na oficjalne stanowisko Polski.
Już w pierwszych dniach jego pracy odebrałem od generała Kozieja deklarację o pełnej współpracy. Została ona powtórzona w kwietniu na odprawie kadry kierowniczej Wojska Polskiego.
BBN ma przygotowywać prezydentowi odpowiednie materiały oraz opinie i w tym celu utrzymywać stały kontakt z MON. I mam nadzieję, że teraz tak będzie. Nie powinno być ciałem politycznym.
Na pewno łączy nas przywiązanie do wskaźnika 1,95 proc. PKB w ustawie budżetowej na obronę narodową.
Utrzymanie tego wskaźnika jest bardzo ważne. Przy racjonalnym zastosowaniu pozwala on nie tylko modernizować armię, ale i stymulować rozwój gospodarki. Na przykład w tegorocznym budżecie prawie 4,5 mld zł idzie na zakupy uzbrojenia i sprzętu wojskowego lokowane w dużej części w polskim przemyśle zbrojeniowym.
Wszystko idzie według harmonogramu.
To prawda, że zawodowych szeregowych jest zbyt mało. Obecnie służy ich 31 800, ale chcemy, by było ich 48 tysięcy.
Do końca 2011 roku zmniejszona zostanie liczba stanowisk oficerskich z 27 tys. do 23,5 tys. I podoficerskich z 49 do 44 tys. Ale nie będzie masowych odejść. Rocznie z powodów naturalnych, głównie na emeryturę, odchodzi 3 - 5 proc. stanu armii. Odejść w tym roku jest nieznacznie więcej, ok. 4 tys. Nie zależy nam na masowych odejściach, bo to jest dla armii kosztowne. Trzeba wypłacać każdemu nawet osiemnastokrotność miesięcznej pensji, a średnia zarobków to prawie 4 tys. zł.
, minister obrony narodowej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu