Dziennik Gazeta Prawana logo

"Brzytwiarza" nie było. Ścigaliśmy mityczny byt

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Seryjnego gwałciciela okrzykniętego mianem Brzytwiarza nie było. Wspólnie z prokuraturą podważamy właśnie dziewiąte z przypisywanych mu przez media dwunastu wydarzeń. Ścigaliśmy mityczny byt. Odsłonięcie tej prawdy stanowiło jedno z najpoważniejszych wyzwań w mojej 20-letniej karierze oficera śledczego.

Ale to nie media powołały do życia "Brzytwiarza". 25 stycznia policja z Zielonej Góry rozesłała komunikat o poszukiwaniach niezwykle brutalnego sprawcy trzech gwałtów.

To był błąd. Lokalne media, a w ślad za nimi krajowe, podchwyciły temat. Ta nieprzemyślana informacja uruchomiła lawinę zdarzeń, wywołała kryzys. Wkrótce z Zielonej Góry najważniejsze stacje nadawały na żywo i można było odnieść wrażenie, że polska stolica zbrodni przeniosła się tutaj.

To nie było takie proste. W tych gorących dniach każdy atak na kobietę, nawet wątpliwy do zakwalifikowania jako przestępstwo, który wydarzył się w południowej części woj. lubuskiego, był przez media przypisywany mitycznemu gwałcicielowi. W trakcie analizy poszczególnych przypadków niektóre od razu odrzucaliśmy jako mogące być dziełem jednego sprawcy. Skupiliśmy się na tych rzeczywiście godnych uwagi. Było ich o połowę mniej. Wyjaśnienie niektórych jako fikcyjnych zajęło kilka godzin, innych kilka tygodni. Na jednego sprawcę wskazywała również analiza prokuratury, a także badających sprawę ekspertów.

To nie było jedno zdarzenie, raczej ciąg podejrzanych elementów. Od początku zastanawiał brak skuteczności naszych działań. A były one zakrojone na szeroką skalę - w szczytowych momentach brało w nich udział 200 policjantów. Byliśmy też zalewani sygnałami od społeczeństwa. Mimo to byliśmy w sytuacji Kubusia Puchatka, który im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej nie znajdował Prosiaczka.

Nasze podejrzenia skonkretyzowały się po zgłoszeniach z Krosna Odrzańskiego i Leśniowa. Gwałt jest sprawą bardzo wstydliwą. Jako policjanci często mamy problem z nakłonieniem ofiar do składania zeznań. Tu było wprost przeciwnie. Kobiety bez skrępowania nam opowiadały, później brylowały w mediach.

Za każdym z tych fikcyjnych gwałtów kryje się jakiś osobisty dramat. Według psychologów to swoiste wołanie o pomoc. W przypadku, nad którym teraz pracujemy, gwałt miał rzeczywiście miejsce. Tyle że jego sprawcą nie był mityczny "Brzytwiarz", a mężczyzna znany ofierze.

, naczelnik pionu kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.