Biegli nie zidentyfikowali gen. Błasika w kokpicie tupolewa
Niedługo dojdzie do kolejnego spotkania polskich i rosyjskich prokuratorów
W gronie siedemnastu osób, których głosy wyodrębniono z nagrań w kabinie tupolewa, nie ma gen. Andrzeja Błasika - to najważniejszy wniosek płynący z opinii polskich biegłych badających nagrania z pokładu prezydenckiego tupolewa, który 10 kwietnia 2010 r. rozbił się pod Smoleńskiem. Oznacza to, że gen. Błasika najprawdopodobniej nie było w kabinie pilotów. Mimo to prokuratura wojskowa ostrożnie wypowiada się w tej kwestii.
- Wyodrębniono wypowiedzi. To nie znaczy, że je zidentyfikowano - powiedział płk Ireneusz Szeląg z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Wśród tych osób są czterej członkowie załogi samolotu Tu-154M, dwie osoby spoza załogi wypowiadające się w kabinie, trzech członków załogi jaka-40, trzech kontrolerów ruchu lotniczego w Mińsku, kontrolera z Moskwy i czterech kontrolerów ruchu ze Smoleńska. Choć taśma z rejestratora umieszczonego w kokpicie tupolewa jest w dobrym stanie, biegłym nie udało się rozszyfrować wszystkich zarejestrowanych głosów. Pewne jest tylko to, że nagranie jest autentyczne.
Ustalenia biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna różnią się od tego, co przedstawiły w raporcie komisja Jerzego Millera i wcześniej MAK. W polskim raporcie można bowiem przeczytać, że gen. Błasik odczytywał z przyrządów właściwą wysokość, na której znajdował się samolot. Z kolei według MAK gen. Błasik na dwie minuty przed katastrofą, przebywając w kabinie, wyjaśniał komuś, do czego służy mechanizacja skrzydła. Jak napisano w raporcie MAK, głos gen. Błasika zidentyfikowali polscy specjaliści na tle czytania karty kontrolnej przez załogę. Krakowscy biegli nie wykluczają również, że drzwi od kabiny pilotów były przez cały czas otwarte. Jak zapowiedział płk Szeląg, w związku z rozbieżnościami w polskich i rosyjskich materiałach dotyczących innych kwestii nie można wykluczyć kolejnych ekshumacji, tak jak miało to miejsce w przypadku zmarłego Zbigniewa Wassermanna.
Z kolei prokurator generalny Andrzej Seremet poinformował, że w celu uniknięcia nieporozumień dojdzie do spotkania polskich i rosyjskich prokuratorów. Seremet twierdzi, że rosyjscy rozmówcy zapewnili go, iż rzetelnie przeanalizują całokształt zebranych dowodów, także pod kątem ewentualnej odpowiedzialności obywateli rosyjskich za przyczynienie się do katastrofy. Wyjaśniane mają być też wątpliwości co do opinii genetycznych ciał ofiar katastrofy. Jeśli na spotkaniu prokuratur nie dojdzie do porozumienia, do Rosji uda się polski biegły genetyk, który dokona ponownych badań.
Konferencję skrytykował Jarosław Kaczyński. - Nikt nie powiedział "przepraszam" - ocenił prezes PiS. Z kolei szef SLD Leszek Miller uważa, że dzisiejsze informacje nie wnoszą wiele nowego. - Zasadnicze źródła tej tragedii tkwią w Warszawie, w okolicznościach przygotowania lotu i jego wykonania - mówi. Podobnie myśli Andrzej Halicki z PO. - Ustalenia są ważne dla rodzin ofiar, ale nie stanowią dowodów zmieniających przyczyny katastrofy - stwierdził.
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu