Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Cel inspekcji transportu : szybko ściągnąć z nas pieniądze

27 czerwca 2018

System fotoradarowy nie chroni kierowców. Stał się szybką kroplówką zasilającą państwo

Główny Inspektorat Transportu Drogowego sugeruje kierowcom, którym fotoradar zrobił zdjęcie: jeżeli nie przyznacie się do winy i nie wskażecie, kto prowadził pojazd, dostaniecie... niższy mandat i żadnych punktów karnych.

Gdy w zeszłym roku rząd przyznawał dodatkowe uprawnienia GITD oraz czynił go głównym odpowiedzialnym za budowę sieci fotoradarów oplatającej cały kraj, zapewniał, że to wszystko w trosce o nasze zdrowie, bezpieczeństwo i życie. Tymczasem okazuje się, że ważniejsza od łapania prawdziwych kierowców piratów i wymierzania im kar zgodnie z taryfikatorem jest statystyka. Ta dotycząca ściągalności kar. Świadczą o tym nasilające się przykłady kontrowersyjnych wezwań, jakie GITD wysyła do właścicieli samochodów uwiecznionych na zdjęciach. Inspektorzy dają im do wyboru trzy opcje:

1. Przyznanie się do popełnienia wykroczenia i przyjęcie mandatu (lub odmowa przyjęcia, wtedy sprawa trafia do sądu).

2. Wskazanie innej osoby, która kierowała autem w chwili zdarzenia.

3. Niewskazanie osoby kierującej pojazdem i przyjęcie mandatu za to niewskazanie. W tym wypadku właściciel auta nie otrzymuje punktów karnych, a dodatkowo może liczyć na "rabat". Jeżeli w rzeczywistości mandat powinien wynosić 300-400 zł, inspekcja proponuje mu "promocyjne" 250 zł. Ale "promocja" obowiązuje tylko siedem dni.

Co więcej, na pierwszej stronie wezwań wysyłanych do właścicieli pojazdów GITD wyraźnie podkreśla fragment mówiący, że w przypadku wybrania trzeciej opcji "nałożony zostanie mandat karny za wykroczenie (...), za które nie są przyznawane punkty karne".

- Trzeba być niespełna rozumu, aby w takiej sytuacji nie wybrać opcji nr 3. Pytanie tylko, czy chodzi o ukaranie kierowcy, czy szybką wpłatę pieniędzy na konto - zastanawiają się eksperci ruchu drogowego.

GITD tłumaczy, że 250 zł to uśredniona kwota z mandatów, jakie wystawia na podstawie zdjęć z fotoradarów, i taką sumę przyjął też jako mandat za "niewskazanie sprawcy". - Po wprowadzeniu tego rozwiązania rzeczywiście pojawiły się głosy, że skłania do wybrania trzeciej opcji - wygodniej zapłacić tę sumę i uniknąć dzięki temu punktów karnych. Tym samym wdrożyliśmy rozwiązanie, w którym grzywna za niewskazanie kierującego pojazdem wynosi do 500 zł - twierdzi Łukasz Majchrzak z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. W praktyce jednak kierowcy nadal otrzymują propozycję opcji nr 3 i mandaty na kwotę 250 zł.

W rzeczywistości bowiem jest ona dla inspektorów bardzo wygodna z prawnego punktu widzenia. - Istnieją poważne wątpliwości prawne, czy GITD jest podmiotem uprawnionym do żądania od właściciela pojazdu ujawnienia osoby kierującej - wskazuje Maciej Wroński ze stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. Dodaje, że w normalnej sytuacji inspekcja powinna sprawę przekazywać policji, aby to ona dochodziła, kto prowadził pojazd. Ale takie sprawy potrafią wlec się miesiącami. Lepsze zatem 250 zł tu i teraz niż 300 zł za pół roku.

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.