Misja pomaga w karierze. Generałom
Wielu dowódców służących w Afganistanie czy Iraku zajmuje później wysokie stanowiska. Jednak awanse żołnierzy niższych rangą przez udział w zagranicznych operacjach mogą się opóźnić - uważa gen. Waldemar Skrzypczak
Polskie wojsko od 2003 r. jest na wojnie. Najpierw było dziesięć zmian Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. Później - od 2007 r. - nasi żołnierze służyli na 14 zmianach w Afganistanie. Obecnie trwa XV, która jednak jest już znacznie okrojona.
Jak potoczyły się kariery zawodowe dowódców kontyngentów i ich zastępców po zakończeniu misji? Większość tych z Iraku trafiła już na emeryturę. Ale zanim poszli pod kapelusz, wiodło im się świetnie. Szef pierwszej irackiej zmiany generał Andrzej Tyszkiewicz z wojska odszedł w 2005 r., ale później pełnił funkcję ambasadora w Bośni oraz był szefem misji UE w Gruzji. Jego następca w Iraku, gen. Mieczysław Bieniek, do ubiegłego roku był wysoko w strukturach NATO. Z kolei szef czwartej zmiany gen. Waldemar Skrzypczak został dowódcą Wojsk Lądowych, a później wiceministrem obrony. Pozostali dowódcy zazwyczaj również pełnili wysokie funkcje, dowodząc dużymi jednostkami. W katastrofie smoleńskiej zginęli gen. Tadeusz Buk (przez wielu uważany za najlepszego oficera w polskiej armii, wróżono mu wielką karierę - w momencie śmierci był dowódcą Wojsk Lądowych) i gen. Bronisław Kwiatkowski (w momencie śmierci był dowódcą operacyjnym Sił Zbrojnych).
Wśród 28 dowódców i zastępców, służących w Afganistanie, na emeryturę odszedł tylko gen. Grzegorz Buszka. Najwyżej w hierarchii wojskowej jest za to gen. Marek Tomaszycki, który został dowódcą operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych. Czterech dowódców pełni obecnie funkcje wojskowe za granicą (są przedstawicielami Polski przy NATO lub UE), a podpułkownik Tomasz Piotrowski jest słuchaczem podyplomowych studiów polityki obronnej - zazwyczaj wiąże się to z późniejszą pracą w Sojuszu Północnoatlantyckim. Mamy też pięciu dowódców brygad i dywizji oraz licznych generałów w dowództwie RSZ.
- W swoich biogramach wysocy stopniem żołnierze chwalą się tym, że byli na misjach. Dziś bycie generałem to opracowywanie strategii i uczestniczenie w niezliczonej liczbie spotkań z sojusznikami, władzami cywilnymi itd. To pozwala się otrzaskać w czymś więcej niż w salutowaniu przed polskimi dygnitarzami - ocenia Mariusz Cielma z portalu DziennikZbrojny.pl. - m.in. dzięki pracy w międzynarodowym otoczeniu byli wojskowi czasem zostają ambasadorami.
Zgadza się z nim gen. Waldemar Skrzypczak, który sam dowodził czwartą zmianą w Iraku. - Wyjazd na misję na pewno pomaga w karierze. Tam jadą dowódcy, którzy rokują. I wiadomo, że jak się sprawdzą w trudnych warunkach, to później można na nich stawiać. To są ludzie, którzy podejmują rękawicę i nie boją się ponoszenia odpowiedzialności dowodzenia - opowiada były wiceminister obrony. Zaznacza jednak, że zupełnie inaczej wygląda to wśród żołnierzy niższych rangą. - Dużo osób robi karierę, bo pilnuje stołka. Ci, którzy jadą do Afganistanu, nie idą na kursy sztabowe czy dowódców, bo nie ma ich w kraju, nie mają ich kiedy "wychodzić". Niestety w polskiej armii wciąż przy awansach na niższych szczeblach liczą się kursy, a nie liczba odbytych misji. A przecież to jest najlepsze szkolenie, jakie można sobie wyobrazić - tłumaczy generał.
Jego słowa potwierdzają żołnierze, którzy brali udział w misjach. - Nie wiadomo, co się zdarzy po powrocie, czy znajdzie się dla mnie wyższy etat oficerski - potwierdzał w rozmowie z DGP jeden z młodych oficerów XIV zmiany w bazie w afgańskim Ghazni. - Jak cię nie ma na miejscu, to trudno o takie rzeczy zadbać.
Inny z naszych rozmówców uważa wręcz, że pobyt na misji przeszkadza, bo wojskowi średniego szczebla, którzy sami na misjach nie byli, boją się młodych wilczków, którzy zdobyli doświadczenie na prawdziwej wojnie. Powrót porównywał do zderzenia ze ścianą.
- Im niżej, tym gorzej. Nie będąc w kraju, wypada się z obiegu administracyjnego. A tam trzeba dbać o swój interes, bo inaczej twoje akcje spadają - komentuje Cielma.
Problemem po powrocie z misji jest także to, że młodzi, ale już doświadczeni w bojowych warunkach żołnierze często są dalej szkoleni przez instruktorów, którzy rzemiosło wojskowe znają tylko z teorii. U kogoś, kto już wie, że wiele z tych rzeczy jest w boju zupełnie nieprzydatnych, rodzi to frustrację. Mimo to chętnych do udziału w misjach zazwyczaj nie brakuje. Motywacją jest chęć sprawdzenia się oraz finanse.
Polscy żołnierze w najgorszych konfliktach ostatnich lat
Od 1992 r. w polskich misjach wojskowych za granicą służyło ponad 50 tys. żołnierzy (trzeba jednak zaznaczyć, że statystyki nie rozróżniają, iż ten sam żołnierz mógł być na kilku misjach, a są i tacy, którzy w Afganistanie i Iraku byli nawet po sześć, siedem razy). Z tego na 31 zmianach na pograniczu izraelsko-libańskim było ok. 10 tys. wojskowych, a podczas półtorarocznej obecności w Czadzie (2008-2009) ponad 1,1 tys. Najbardziej liczne i niebezpieczne były misje w Iraku (służyło tam 16 tys. mundurowych) i Afganistanie (ponad 25 tys.).
Obecnie na XV zmianie w Afganistanie w bazie Bagram służy ok. 370 Polaków. Są to w większości logistycy, którzy zajmują się pakowaniem i wysyłaniem polskiego sprzętu do kraju. Jest też niewielki oddział, który wchodzi w skład sił szybkiego reagowania.
Kilka tygodni temu Polski Kontyngent Wojskowy rozpoczął również służbę w stolicy Republiki Środkowej Afryki - Bangui. Na Czarny Ląd udało się 50 naszych. - Dowodzony przez kpt. Ryszarda Skoczylasa pluton wchodzi w skład międzynarodowej kompanii policji wojskowej IPU (ang. - Integrated Police Unit). Polscy żołnierze, wspólnie z francuskimi i hiszpańskimi kolegami, rozpoczęli patrolowanie ulic miasta, w którym działają także siły misji Unii Afrykańskiej (MISCA) oraz siły francuskiej operacji "Sangaris" - wyjaśnia major Marek Pietrzak, zastępca rzecznika prasowego Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych.
Wojskowi, którzy na wojnie nie byli, boją się młodych wilczków
@RY1@i02/2014/137/i02.2014.137.000000700.814.jpg@RY2@
Piotr Hawalej/Reporter
Generał Andrzej Tyszkiewicz Dowódca I zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku w 2003 r. Później między innymi ambasador w Bośni i Hercegowinie (2005-2010) oraz szef misji obserwacyjnej UE w Gruzji (2011-2013)
@RY1@i02/2014/137/i02.2014.137.000000700.815.jpg@RY2@
Paweł Ulatowski
Generał Mieczysław Bieniek Dowódca II zmiany PKW w Iraku w 2004 r. W latach 2009-2010 przedstawiciel wojskowy przy komitetach wojskowych NATO i UE, w latach 2010-2013 był wiceszefem w Sojuszniczym Dowództwie Transformacyjnym NATO w Norfolk w Wirginii
@RY1@i02/2014/137/i02.2014.137.000000700.816.jpg@RY2@
Michał Rozbicki
Generał Waldemar Skrzypczak Dowódca IV. zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku w roku 2005. W latach 2006-2009 dowódca wojsk lądowych, w latach 2012-2013 wiceminister obrony narodowej, wcześniej doradca ministra obrony
@RY1@i02/2014/137/i02.2014.137.000000700.817.jpg@RY2@
Andrzej Iwańczuk/Reporter
Generał Marek Tomaszycki Dowódca I zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie w 2007 r. Obecnie jest dowódcą operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych, wcześniej był m.in. szefem wyszkolenia wojsk lądowych
@RY1@i02/2014/137/i02.2014.137.000000700.818.jpg@RY2@
M. Lasyk/Reporter
Generał Jerzy Biziewski Dowódca II zmiany PKW w Afganistanie w latach 2007-2008, dziś zastępca szefa Sztabu Naczelnego Dowództwa Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie. Wcześniej był m.in. dowódcą 2. Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie
@RY1@i02/2014/137/i02.2014.137.000000700.819.jpg@RY2@
Michał Rozbicki
Generał Piotr Błazeusz Dowódca X zmiany PKW w Afganistanie na przełomie 2010 i 2011 r. Dziś szef pionu operacyjnego do spraw NATO - zastępca polskiego przedstawiciela wojskowego przy komitetach wojskowych Sojuszu oraz UE z siedzibą w Brukseli
Maciej Miłosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu