Od powietrza, wody, ognia i wojny... wojewoda
Powódź to klęska żywiołowa, która powoduje największe straty. Jednak we znaki mogą się też dać susza, pożar lasu albo epidemia grypy. Radzić muszą sobie z tym służby krajowe, ale też powiaty i gminy
W Polsce, w zależności od sezonu, mogą występować różne zagrożenia naturalne. Dotyczy to nie tylko powodzi, której prawdopodobieństwo wystąpienia jest znaczne, lecz także takich zjawisk, jak susze, pożary lasów, wichury czy epidemie grypy. Okresy występowania różnych zagrożeń mogą się pokrywać. Z przeprowadzonej przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa analizy wynika, że w miesiącach, w których istnieje ryzyko równoczesnego wystąpienia wielu zagrożeń, tym, które powoduje największe straty, jest powódź. Najczęściej występującymi powodziami są te związane z opadami. Ostatnio mówi się nawet o dynamice rozwoju powodzi błyskawicznej lub nagłej lokalnej. Powoduje szybkie zalanie lub podtopienie terenu w wyniku krótkotrwałego intensywnego opadu deszczu. W przypadku powodzi największe zagrożenie jest w wielkich miastach, takich jak Warszawa czy Wrocław. Kolejnymi zagrożeniami są wichury i trąby powietrzne, ale też silne mrozy.
Nie tylko wielka woda
Zgodnie z art. 9 ust. 1 pkt 10 ustawy z 18 lipca 2001 r. - Prawo wodne (tj. Dz.U. z 2012 r. poz. 145 ze zm.) powódź to czasowe pokrycie przez wodę terenu, który w normalnych warunkach nie jest pokryty wodą, powstałe na skutek wezbrania wody w ciekach naturalnych, zbiornikach wodnych, kanałach oraz od strony morza, powodujące zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, środowiska, dziedzictwa kulturowego oraz działalności gospodarczej. Ryzyko powodzi na terenie kraju jest różne i związane m.in. z szacunkową liczbą mieszkańców, którzy mogą być nią dotknięci, rodzajami działalności gospodarczej, obecnością instalacji mogących spowodować znaczne zanieczyszczenia.
- Na razie nie jest źle. Ale mamy doświadczenia z 2010 roku, kiedy było trudno - mówi wójt gminy Komorniki Jan Broda. Przyznaje jednak, że w gminie jest powołany zespół kryzysowy.
- Przy poprzedniej powodzi brakowało np. worków z piaskiem, więc powiat nam pomógł. Jednak tak naprawdę najważniejsze jest pospolite ruszenie. Zawsze skutkuje. Mieszkańcy pomagają sobie wzajemnie. Oby tym razem zewnętrzna pomoc nie było potrzebna - mówi wójt Broda.
Samorządowcy mają świadomość, że przejście wielkiej wody to może być dopiero początek klęsk. Za nią idą bowiem komary, gryzonie, insekty. Na to gminy już ubezpieczeń nie mają. Mieszkańcy też nie.
Jednak powódź to niejedyny kataklizm, który spędza sen z oczu mieszkańcom i służbom.
Strefa klimatu umiarkowanego, w której leży Polska, jest narażona na występowanie wichur, silnych wiatrów, czasem gwałtownych, związanych z ogólną cyrkulacją powietrza. Także na powstawanie silnych wiatrów lokalnych (np. halny) i tworzenie się trąb powietrznych, które przynoszą najwięcej zniszczeń. Warunki sprzyjające powstaniu trąby powietrznej to znaczna różnica temperatury i wilgotności na granicy dwóch mas powietrza.
W naszych szerokościach geograficznych trąba powietrzna jest silnym wirem powietrza o niewielkiej średnicy - od kilku do kilkudziesięciu metrów i pionowej lub skośnej osi obrotu względem powierzchni ziemi. Wir ma postać ciemnego leja zwężającego się ku dołowi, dochodzącego do powierzchni ziemi. W tym zwężeniu powstaje wiatr o największej prędkości - od 50 do 150 m/s (niekiedy jeszcze większej). Skutkiem silnych wiatrów mogą być ofiary w ludziach, ale też zerwania linii energetycznych i kolejowych trakcji elektrycznych, co może skutkować np. wstrzymaniem ruchu pociągów.
Grypa i inne choroby
"Morowe powietrze" też nie jest średniowiecznym przeżytkiem. Zagrożeniami epidemiologicznymi zajmuja się służby sanitarne na poziomie powiatu.
- Jeśli jest taki problem, można zalecić akcję szczepień profilaktycznych, samorządy są o tym informowane. Same też mogą zgłaszać informacje o tym, co epidemiologicznie dzieje się na ich terenie - mówi dr Paweł Grzesiowski z Instytutu Profilaktyki Zakażeń w Warszawie. Dodaje, że w tej chwili zagrożenia grypą nie ma, ale są np. częste zachorowania na boreliozę związane z ukąszeniami kleszczy. - Szczepień na to nie ma, ale warto problem u lekarzy pierwszego kontaktu monitorować - mówi dr Grzesiowski.
@RY1@i02/2014/097/i02.2014.097.088000500.101.gif@RY2@
Nie biją już dzwony, syreny rzadko wyją. Ostrzega SMS
Rozmowa z Jackiem Kozłowskim, wojewodą mazowieckim
Skąd pan dowiaduje się o zjawiskach niebezpiecznych, kryzysowych?
Najczęściej pierwszy sygnał dostaję SMS-em lub telefonicznie z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. A oni dostają od poszczególnych służb lub mediów, które bywają szybsze. Często wiem o zdarzeniu wcześniej niż lokalne społeczności, powiatowe centra kryzysowe. Jeśli informacja jest niepokojąca, natychmiast proszę o dodatkowe wyjaśnienia. W przypadku niebezpieczeństwa o szerszym zasięgu w ciągu godziny mogę zwołać wojewódzki zespół kryzysowy. Osoby, które odpowiadają za różne służby, nie muszą dojechać na wspólne miejsce spotkania. Mamy możliwość zwołania telekonferencji, np. w komendach policji. Drugim źródłem są dobowe meldunki, które spływają z powiatów i ich zbiorcze zastawienia przygotowane przez Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Są w nich szczegółowe zestawienia z różnych dziedzin, począwszy od wypadków drogowych, przez np. awarie wodociągowe, gazowe, dane dotyczące opadów, pożarów, a także informacje epidemiologiczne, jeśli wskazują na jakieś niebezpieczeństwo. Są też, co istotne, nie tylko prognozy meteorologiczne, lecz także analizy ryzyka.
To są standardowe sposoby powiadamiania władz wojewódzkich o niebezpiecznych zdarzeniach. Czy jest na Mazowszu jakiś niestandardowy sposób na reakcję w sytuacjach kryzysowych?
Mamy taką nowość. Dzięki środkom z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska udało nam się uruchomić mobilne stanowisko kierowania wojewody. Pozwala ono sterować akcją ratunkową z dowolnego miejsca w województwie. To samochodowe stanowisko wyposażone jest we wszystkie środki łączności pozwalające na monitorowanie sytuacji, tak jak w urzędzie wojewódzkim.
To w ręku wojewody są wszystkie sznurki do monitorowania sytuacji kryzysowych i szybkiego na nie reagowania?
Na szczeblu regionalnym, na szczęście tak. I na tym polega racjonalność działania. Na szczeblu krajowym kompetencje w dziedzinie zarządzania w sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu są bardzo rozproszone. Mamy bowiem Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, któremu podlegają straż pożarna i policja. Mamy też Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, a nawet Ministerstwo Obrony Narodowej.
To znaczy, że może być bałagan kompetencyjny. Wojewoda jest w lepszej sytuacji?
Nie bałagan, ale koordynacja jest trudniejsza. Wojewodzie jest łatwiej, bo na swoim szczeblu skupia całą odpowiedzialność za wszelkie niebezpieczne zjawiska i działania na swoim terenie. Łączy wszystkie kompetencje, które w skali kraju są rozproszone. To on powołuje wojewódzki zespół zarządzania kryzysowego, a w razie potrzeby powołuje wojewódzki sztab kryzysowy. To on także zatwierdza wszystkie powiatowe plany zarządzania kryzysowego ze swojego rejonu. Jest też szefem obrony cywilnej, a w razie wojny odpowiada za obronę terytorialną na swoim terenie.
Na szczęście na razie wojny nie mamy. Najważniejsze jest więc reagowanie na bieżące sytuacje kryzysowe, czyli np. powodzie, susze, huragany. Jak wojewoda współpracuje w tych sprawach z samorządami?
Nie mamy bezpośredniego odniesienia do gmin. Współpracujemy ze szczeblem pośrednim, jakim są powiaty i ich centra zarządzania kryzysowego. To im podlega lokalna policja i straż pożarna. To starostwa organizują szkolenia prewencyjne dotyczące np. planów ewakuacji, ale także sztaby kryzysowe, np. w przypadku przerwania wału powodziowego czy wichury na swoim terenie. To starostwa odpowiadają też za sposób powiadamiania mieszkańców o niebezpieczeństwach i zagrożeniach. Jest to najczęściej lokalna telewizja, rozgłośnia radiowa, ale także SMS-y do mieszkańców, którzy życzą sobie takiej usługi. Wojewoda wspiera powiatowe centra kryzysowe. Dopiero jeśli problem dotyczy kilku powiatów, wojewoda powołuje sztab na poziomie województwa.
A kiedy wyją syreny? To przecież jeden ze sposobów powiadamiania o niebezpieczeństwie.
Stosowany tylko w ekstremalnych sytuacjach, np. przed bombardowaniem albo atakiem chemicznym. U nas syreny jedynie testujemy. Raz w roku w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego.
A kościelne dzwony biją, jak kiedyś, na trwogę?
Nie wiem. To już inwencja lokalnych społeczności.
@RY1@i02/2014/097/i02.2014.097.088000500.803.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Jacek Kozłowski wojewoda mazowiecki
Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło
@RY1@i02/2014/097/i02.2014.097.088000500.804.jpg@RY2@
Regiony najbardziej narażone na silne wiatry
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu