Nie będzie 500 HIMARS-ów, czyli granaty PR-owskie ministrów
W ielkie wzmocnienie polskiej artylerii coraz bliżej. Departament Stanu USA wyraził zgodę na sprzedaż Polsce prawie 500 wyrzutni Himars. Większość z nich będzie zamontowana na polskich ciężarówkach. Zakupimy również zapas amunicji. Przystępujemy do negocjacji cenowych – poinformował minister obrony Mariusz Błaszczak. To doskonała wiadomość. Fakt, że po latach mówienia o zakupach zbrojeniowych wreszcie przeszliśmy do fazy realizacji, powinien cieszyć. Nawet jeśli trzeba za to płacić w dolarach. Czy wręcz miliardach dolarów.
Ale komunikaty ministra i resortu obrony warto czytać ze zrozumieniem, będąc uzbrojonym w narzędzia do deszyfracji. To, że administracja amerykańska wyraziła zgodę na sprzedaż nam sprzętu, wcale nie oznacza jego zakupu. W uproszczeniu procedura Foreign Military Sales, zgodnie z którą działamy, wygląda tak: polska strona mówi: „chcemy kupić tyle tego i tego”, Amerykanie odpowiadają: „to kosztuje x mln czy mld dol.”, a wtedy polski MON mówi: „ojej, strasznie dużo, no to poprosimy to i to”. I dopiero wówczas podpisujemy wiążącą umowę. To, że Amerykanie teraz ogłosili, że za 10 mld dol. mogą nam sprzedać prawie 500 wyrzutni i tysiące pocisków mogących razić przeciwnika na odległość od kilkudziesięciu do 300 km, nie oznacza, że my je kupimy. My teraz myślimy, co faktycznie nabędziemy.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.