Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Czym obronimy polskie niebo

17 kwietnia 2024
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Dziś nasza ochrona przed pociskami czy dronami kamikadze w dużej mierze opiera się na sojusznikach. Za pięć lat będziemy w znacznie lepszej sytuacji

Ponad 300 dronów, pocisków manewrujących i balistycznych wystrzelił Iran i jego sojusznicy w weekend w stronę Izraela. Do celu dotarło zaledwie kilka z nich. Tak duża skuteczność obrony była spowodowana z jednej strony przez stosunkowo słabe tzw. środki napadu (np. bezzałogowce Szahed lecą z relatywnie małą prędkością stu kilkudziesięciu km/h i są łatwo wykrywalne), z drugiej przez bardzo duże nasycenie obroną. Na Morzu Czerwonym przebywają amerykańskie okręty, które zestrzeliły co najmniej 20 proc. atakujących obiektów, w powietrzu były także samoloty – m.in. USA, Wielkiej Brytanii, ale najpewniej też Francji i Jordanii, które także miały udział w tej obronie. Kluczowy był jednak system przeciwrakietowy, którym dysponują Izraelczycy, a który współtworzą m.in. żelazna kopuła, proca Dawida i system Arrow. Nie bez znaczenia jest też to, że Izrael ma zaledwie 22 tys. km kw. powierzchni.

Jak tarcza działa w praktyce? Najpierw obiekty przeciwnika trzeba wykryć radarami. Później zidentyfikować (by przypadkiem nie zestrzelić np. swojego samolotu), sprawdzić, czy stanowią zagrożenie. Czyli czy lecą w teren zamieszkany. A jeśli tak, to zestrzelić pociskiem odpalonym z okrętu, samolotu czy wyrzutni naziemnych, np. żelaznej kopuły. Problemem podczas weekendowego ataku było to, że wiele pocisków i bezzałogowców wystrzelono jednocześnie. Był to tzw. atak saturacyjny. Mimo to zachodnie systemy zadziałały, choć cena była ogromna – taka jednorazowa obrona kosztowała ponad miliard dolarów, czyli ponad 4 mld zł.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.