Zagłębie walczy o selekcjonera
Franciszek Smuda prowadzi mecze reprezentacji, ale oficjalnie jest trenerem Zagłębia Lubin. W połowie grudnia role mogą się odwrócić.
Smuda podpisze wymarzony kontrakt z PZPN, a w lubińskim klubie będzie pracować w roli konsultanta. Raczej nieoficjalnie.
Na takie rozwiązanie wciąż upiera się prezes lubińskiego klubu Jerzy Koziński.
- Najpierw rozmawiałem z Grzegorzem Latą o tym, czy do maja trener Smuda mógłby łączyć funkcję selekcjonera z rolą szkoleniowca w Zagłębiu. Prezes był zdecydowanie przeciwny - mówi nam Koziński. - Potem zapytałem się, czy Smuda mógłby zostać do maja konsultantem w naszym klubie. Oczywiście na określonych warunkach, za zgodą działaczy, jawnie i legalnie, aby nie było takiej sytuacji jak z Beenhakkerem. Lato obiecał, że da mi odpowiedź do końca miesiąca.
Koziński sprawia wrażenie zdecydowanego. O kogoś, kogo nazywa "najlepszym trenerem w Polsce" oraz "gwarantem sukcesów Zagłębia", chce walczyć do końca. Niemal dosłownie.
- Przecież mówimy tylko o marcu, kwietniu i połowie maja. Po tym czasie trener Smuda i tak będzie miał dwa lata, aby przygotować kadrę na Euro. A tu wrzask. W gazetach czytam wypowiedzi działaczy, że tak nie można, tak nie powinno być. Z drugiej strony ci sami działacze potem publicznie wycofywali się ze swoich słów - twierdzi Koziński.
Na jakich warunkach nowy selekcjoner miałby współpracować z lubińskim klubem? Na pewno nie na takich jak Beenhakker z Feyenoordem. To miałby być luźny związek. - Ja nie mówię, żeby trener Smuda siedział cały czas u nas na ławce, ale co szkodzi, aby od czasu do czasu rozpisał plan przygotowań, omówił taktykę na dany mecz czy podpowiedział coś na temat składu? - uważa Koziński.
Sam Smuda do pomysłu podchodzi raczej sceptycznie, ale jeszcze jednoznacznie się nie deklaruje. - Oczywiście on sam musi chcieć, ale rozmawiałem z nim i powiedział mi, że czeka na krok Laty. Będę jeszcze dyskutował w tej sprawie z prezesem PZPN - mówi prezes Zagłębia.
- Jak będzie rozmowa, to się do niej odniosę. Na razie nie rozmawialiśmy - powiedział nam Lato.
Jeśli prezes PZPN się zgodzi, ale Smuda nie, to szkoleniowiec i tak nie pozbędzie się jeszcze wszystkich problemów. - We wciąż obowiązującym kontrakcie są pewne punkty, które mówią, że aby rozstać się z nami bezboleśnie, trener musi najpierw spełnić kilka warunków. Jakich? Nie mogę powiedzieć - dodaje Koziński.
Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, aby Smuda łączył dwie funkcje. - W Polsce nie ma przepisu, który zabraniałby świadczenia pracy dwóm pracodawcom - mówi nam szef departamentu prawnego PZPN Andrzej Wach. - To tylko kwestia interesów obu stron. Na przykład Rafał Ulatowski był zatrudniony w Bełchatowie, a nie w PZPN. A mimo to regularnie przyjeżdżał na zgrupowania kadry.
W praktyce większość działaczy PZPN jest przeciwko koncepcji Kozińskiego. Prezes może ewentualnie szukać poparcia w Ekstraklasie SA. W Lubinie twierdzą więc, że jeszcze nic nie jest przesądzone. Wiadomo tylko, że Smuda przestaje być szkoleniowcem Zagłębia w dniu ostatniej kolejki w tym roku, czyli 13 grudnia. Po meczu lubinian z Wisłą trener pojedzie do Warszawy i podpisze kontrakt z PZPN. - Oficjalnie, w blasku fleszy - zaznacza Jerzy Engel.
Razem z nim kontrakt ma podpisać jego asystent, Tomasz Wałdoch. - Rozmowy z działaczami były, ale wciąż nie mam umowy. Spokojnie do tego podchodzę, bo w grudniu załatwimy pewnie formalności - powiedział nam Wałdoch.
Smuda ma zarabiać około 35 tys. euro miesięcznie, czyli o wiele mniej niż Leo Beenhakker, ale za to więcej niż Paweł Janas, gdy ten był selekcjonerem. Swojego wkładu w pensję trenera reprezentacji nie będą mieli sponsorzy.
- PZPN w tej sprawie się z nami nie kontaktował - mówi rzecznik Kompanii Piwowarskiej Paweł Kwiatkowski.
W kontrakcie raczej nie będzie punktu, który obligowałby Smudę do prowadzenia seminariów dla trenerów czy pisania analiz, od czego uchylał się Beenhakker. - Na polskich trenerach nie trzeba nic wymuszać. Oni biorą udział w każdej akcji potrzebnej dla naszego futbolu - uważa Engel.
Smuda zażądał w pełni wypłacalnego kontraktu do końca Euro 2012 (w przypadku przedwczesnego zerwania umowy przez PZPN działacze musieliby mu płacić do końca mistrzostw). Jednak w polskim związku powstała frakcja, która jest temu przeciwna. To nie tylko ludzie nauczeni niemiłym doświadczeniem z Beenhakkerem, ale po prostu mniej chętni Smudzie niż reszta. Oni nie chcą mu dawać takiego komfortu.
- Na temat kontraktu mogę powiedzieć tylko tyle, że zostanie podpisany tuż po zakończeniu ligi. Nic więcej - ucina Lato.
14 grudnia Smuda ma się pojawić na spotkaniu z polskimi trenerami i selekcjonerami.
- Będą konferencje, spotkania i szkolenia, wykład poprowadzi między innymi sir Howard Wilkinson - mówi Engel. - Na spotkaniu trenerzy Smuda, Zamilski oraz Majewski przedstawią swój program przygotowań. Na pewno zostanie podjęty temat meczów z Bułgarią i turnieju w Tajlandii.
Na mecz z Bułgarią Smuda ma powołać Sebastiana Boenischa oraz Roberta Acquafreskę. Turniej w Tajlandii potraktuje mniej poważnie - zabierze tam po jednym piłkarzu z każdego klubu ekstraklasy oraz dwóch zawodników z pierwszej ligi. Początkowo był przeciwny wyjazdowi do Azji, jednak działacze go przekonali. W przededniu podpisania kontraktu lepiej się nie buntować.
@RY1@i02/2009/230/i02.2009.230.000.018a.001.jpg@RY2@
Franciszek Smuda w stroju selekcjonera reprezentacji
Artur Kraszewski/APPA/Newspix.pl
Daniel Rupiński
daniel.rupinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu