Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Słowacy lepsi w śnieżnym meczu, nam pozostał tylko wielki wstyd

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W ostatnim meczu eliminacji mistrzostw świata Polska przegrała ze Słowacją 0:1. Dzięki temu rywale pojadą na mundial

Surrealizm - to najlepsze skojarzenie, które nasuwało się po wejściu na Stadion Śląski na mecz Polska - Słowacja. Pustka, cisza, śnieg, mróz. To absurdalne widowisko powinien opisywać raczej Mrożek, a nie zwykły dziennikarz sportowy. W takich warunkach dokonała się agonia polskiej piłki. Porażka 0:1 spowodowała, że spadliśmy na samo piłkarskie dno.

Wydawało się, że przez ostatnie dni nasz futbol spotkało już wszystko co najgorsze. Bojkot kibiców, których na wczorajszym spotkaniu było tylko 6 tys., czyli dwa razy mniej niż na meczach siatkarek, nie schodzi z łamów gazet od kilku tygodni. Ostatnie doby, to znowu afera motywacyjna, którą rozpętał Mariusz Lewandowski. PZPN uznał, że domaganie się dodatkowych pieniędzy od Słoweńców to był jedynie żart, więc piłkarz Szachtara Donieck nie stracił opaski kapitana drużyny, co można uznać za skandal.

To wszystko jednak nic w porównaniu z niespodzianką, którą naszej drużynie przygotowała pogoda. Atak zimy sparaliżował wczoraj cały kraj, ale najgorsza pogoda była chyba właśnie tam, gdzie musiała wczoraj grać reprezentacja. Na Śląsku od rana padał deszcz, a wieczorem śnieg. Tak gęsty, że ledwie było widać, co dzieje się na boisku. Żółta piłka tylko śmigała przed oczami.

Słowacy mieli już przed spotkaniem spory handicap. Przecież to nacja, która w hokeja jest jedną z najsilniejszych na świecie. Sześćdziesięciu hokeistów w NHL świadczy o ich sile. Słowak jazdę na łyżwach trenuje od najmłodszych lat. Ta umiejętność przydała się wczoraj piłkarzom zza Tatr jak nigdy.

Nasi piłkarze na zmrożonej i zaśnieżonej murawie czuli się dużo gorzej. Taki Seweryn Gancarczyk chyba nigdy nie grał w hokeja. Świadczy o tym sytuacja z 3. minuty meczu. Obrońca Lecha Poznań tak nieudolnie próbował wybić piłkę po dośrodkowaniu Marka Hamsika w puste pole karne, że wpakował ją do siatki obok bezradnego Jerzego Dudka.

Rezerwowy bramkarz Realu Madryt musiał strasznie głęboko sięgnąć w pamięć, żeby przypomnieć sobie swój ostatni mecz na śniegu. Ostatnio przyzwyczaił się raczej do pięknej hiszpańskiej pogody. Drugim piłkarzem, u którego gra w takich warunkach wywołała szok, był Roger Guerreiro. Polski Brazylijczyk ślizgał się jak łyżwiarz figurowy. Tracił niemal każdą piłkę. Za wyjątkiem kilku pierwszych minut spotkania był wyjątkowo wolny i niedokładny.

Dlatego ciężar rozgrywania wziął na siebie Mariusz Lewandowski. Kapitan chciał pokazać, że jego głupia wypowiedź o słoweńskiej motywacji to tylko żart, a koszulka z Orłem Białym naprawdę dużo dla niego znaczy. Walczył, podawał, a przede wszystkim strzelał. Jego bomba z 18 metrów trafiła w poprzeczkę bramki Jana Muchy. Po tej akcji świętujący kibice ze Słowacji na chwilę zamilkli, ale przez większą część spotkania i tak łatwo zagłuszali nielicznych i zrezygnowanych fanów w biało-czerwonych szalikach.

Drugim piłkarzem, o którym można powiedzieć, że nie dał wczoraj plamy, jest Ireneusz Jeleń. Napastnik Auxerre dwa razy był bardzo bliski zdobycia gola. Mucha miał jednak szczęście, bo w decydującym momencie Jeleń pudłował. Dzięki temu możemy cieszyć się z tego, że na boiskach RPA zobaczymy przynajmniej jednego piłkarza z naszej słabej ekstraklasy - bramkarza Legii Warszawa.

@RY1@i02/2009/202/i02.2009.202.000.020a.001.jpg@RY2@

Ireneusz Jeleń niewiele wskórał w pojedynkach ze słowackimi obrońcami

Paweł Ulatowski

@RY1@i02/2009/202/i02.2009.202.000.020a.002.jpg@RY2@

Eliminacje MŚ 2010

artur.szczepanik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.