Zaniedbania przyczyną katastrofy?
Winę za wybuch w kopalni Wujek-Śląsk mogą ponosić służby odpowiedzialne za przestrzeganie zasad bhp, które powinny wiedzieć, że w pobliżu są zbyt długie chodniki i że zbiera się w nich metan - wynika ze wstępnych ustaleń komisji badającej przyczyny tragedii.
Pierwsi o nieprawidłowościach w rejonie katastrofy mówili w piątek w Radiu Katowice anonimowi górnicy. Teraz ich słowa potwierdza także Wyższy Urząd Górniczy. Bezpośrednie niebezpieczeństwo wiązało się z tzw. chodnikami przyścianowymi, które były zbyt długie, co uniemożliwiało ich dobre wentylowanie.
Przewodniczący "Sierpnia 80" w kopalni Wujek-Śląsk Szczepan Kasiński powiedział dziennikarzom Informacyjnej Agencji Radiowej, że w niektórych z chodników tworzyły się metanowe komory. Kasiński dodał, że chodniki powinny być likwidowane zgodnie z postępem prac.
Dyrektor kopalni Wujek Krzysztof Kurak przyznał już, że przekroczenie długości chodników było zaniedbaniem, a przyczyny jego powstania będą wyjaśniane. Poinformował też, że jeszcze przed katastrofą rozpoczęto proces likwidacji tych chodników. Jeden z nich miał 12 zamiast 6 metrów, a inny 8 zamiast 2 metrów.
Przyczyny katastrofy badało pod ziemią już ponad 50 osób, w tym górniczy eksperci i śledczy. Rzecznik Wyższego Urzędu Górniczego Krzysztof Król poinformował, że pod ziemię zjechała wczoraj siódma grupa specjalistów badających okoliczności wypadku. Szukali miejsca, w którym miał miejsce wybuch. Być może eksplozja nastąpiła właśnie w chodniku przyściennym.
- To, czy w tych miejscach gromadził się metan, będzie badane. Wciąż nie wiemy, gdzie było ognisko wybuchu. Zbada to komisja - powiedział dyr. Kurak.
Odnosząc się do liczby ludzi pracujących w wyrobisku (anonimowi górnicy mówili wcześniej mediom, że było ich za dużo), dyrektor zaznaczył, że nie wszyscy znajdujący się tam górnicy pracowali przy ścianie. Kurak przypomniał, że najwięcej śmiertelnych ofiar było właśnie w tym miejscu, a nie w chodnikach przyściennych. W rejonie wybuchu było w sumie 38 osób.
Rzeczniczka katowickiej prokuratury okręgowej, która prowadzi niezależne śledztwo w sprawie katastrofy, prok. Marta Zawada-Dybek powiedziała, że na razie jest za wcześnie na jednoznaczne określenie przyczyn katastrofy. - Badana będzie każda okoliczność, która przyczyni się do wyjaśnienia tej tragedii - wskazała. Po katastrofie, w której zginęło w sumie 18 osób, 28 górników nadal jest w szpitalach, z czego 24 w siemianowickiej "oparzeniówce". Stan trzech najciężej rannych - w ocenie lekarzy - daje niewielką nadzieję. Jest bardzo ciężki, ale stabilny. Symptomy poprawy widać u innych górników leczonych w tym szpitalu.
toku, pap
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu