Radwańska będzie wyżej
Trudno znaleźć polskiego sportowca, dla którego ostatni miesiąc byłby równie udany co dla Agnieszki Radwańskiej. Porównanie wytrzymuje chyba tylko Robert Kubica.
Radwańska ma za sobą niezwykle ważną część sezonu - wiosenną na twardych kortach w USA. W dwu rozgrywanych po sobie turniejach z pulą nagród 4,5 mln dol., które rangą ustępują tylko Wielkiemu Szlemowi, Polka wypadła świetnie. Po półfinale w Indian Wells dotarła do ćwierćfinału w Miami. Oznacza to siedem zwycięstw - cztery z nich nad obecnymi lub byłymi tenisistkami z pierwszej dziesiątki: Anną Czakwetadze, Marion Bartoli, Jeleną Dementiewą i Aną Ivanović.
Efekt - poza czekiem na sumę 236,7 tys. dol. - to awans w rankingu WTA na 8. miejsce.
- Agnieszka potwierdziła swój światowy talent, który teraz dojrzał, ustatkował się. Poznała już dobrze realia tego trudnego, zwariowanego świata zawodowego tenisa, zdominowanego przez mordercze podróże i morderczą konkurencję. Nauczyła się tu funkcjonować, wie, jak trafiać z formą - mówi Wojciech Fibak, który spędził wiele lat w tenisowej czołówce, najwyżej był na 10. miejscu. - Niedosyt pozostawił tylko sposób, w jaki uciekł jej ćwierćfinał z Venus Williams. Ale trzeba się pogodzić z tym, że zmobilizowane siostry Williams są ścisłą światową czołówką.
Obecny sezon jest trzecim z rzędu, który Polka spędza w czołowej dziesiątce. Trzyma poziom, choć pewnie można by znaleźć zawiedzionych brakiem spektakularnych sukcesów, które wróżono jej zaraz po debiucie.
Fibak uspokaja: - Tenis kobiecy jest chimeryczny. Delikatność gry Agnieszki nie jest aż takim defektem. Sprawa jej awansu do pierwszej piątki jest otwarta - twierdzi Fibak.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu