Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Radwańska odniosła sukces w Melbourne, ale w deblu

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

To miał być w Melbourne dzień odwetów. Wyszedł dzień dreszczowców ze zwrotami akcji, jakich nie wymyśliłby żaden scenarzysta.

Gładko wygrały tylko Agnieszka Radwańska - w parze z Marią Kirilenko awansowała do półfinału debla.

Mecz Venus Williams, w którym Amerykanka roztrwoniła przewagę seta i przełamania w drugim, był tylko wstępem do burzliwych wydarzeń na Rod Laver Arena. Po 3 godzinach minimalnie lepsza okazała się Na Li (2:6, 7:6(4), 7:5). Po raz pierwszy w historii turniejów wielkoszlemowych w półfinałach znalazły się aż dwie Chinki. Dziś nad ranem polskiego czasu Jie Zheng grała o finał z Justine Henin, a zaraz potem Li, pogromczyni Venus, zmierzyła się z jej młodszą siostrą Sereną. I pomyśleć tylko, że wczoraj Serena zaczęła już planować wcześniejszą podróż do domu. Nawet tak silna faworytka straciła wiarę w siebie, kiedy Wiktoria Azarenka w ćwierćfinale wygrała seta, a w drugim prowadziła 4:0.

- Nie spodziewałam się zwycięstwa. Myślałam sobie: przegram dziś, przegram w deblu i może złapię jeszcze piątkowy samolot do Stanów. To nie są myśli mistrzyni, ale to właśnie miałam w głowie - powiedziała broniąca tytułu Serena. Zeszłoroczne Australian Open mogło skończyć się dla niej inaczej, gdyby nie nagła niemoc Azarenki w IV rundzie. Białorusinka miała już Serenę na widelcu (6:3, 4:2), ale musiała skreczować przez zawroty głowy i mdłości. Potem długo opłakiwała swój pech pod szatnią. Wczoraj była o krok od wielkiego rewanżu, ale Serena nagle odnalazła formę mistrzyni, wygrała 5 gemów z rzędu, tie-break i zdominowała decydujący set (4:6, 7:6(4), 6:2).

Nie mniejszy ładunek emocji krył się w męskich ćwierćfinałach. Roger Federer miał rachunki do wyrównania z Nikołajem Dawydienką. Rosjanin, najbardziej niedoceniany tenisista z czołówki, grzecznie przegrał pierwszych 12 spotkań z liderem rankingu. Ten trend odwrócił się nagle na ostatnim turnieju mistrzów w Londynie. Dawydienko pokonał Federera także miesiąc temu w Dausze i przez pierwszy set wczorajszego spotkania wyglądało na to, że jest gotów zrobić to także w Melbourne. Nagle jednak w tajemniczy sposób moce go opuściły, wstąpiły natomiast w Federera, który wygrał 13 gemów z rzędu. Następny zwrot akcji nastąpił, kiedy Dawydienko zaczął odrabiać straty i tylko włos dzielił go od piątego seta. Federer wygrał w czterech - 2:6, 6:3, 6:0, 7:5. W trudnych momentach jego serwis działa jak szwajcarski zegarek. Regularność Szwajcara jest godna podziwu - właśnie po raz 23. z rzędu awansował do wielkoszlemowego półfinału.

Tym razem zagra o finał z Jo-Wilfriedem Tsongą. Przypominający Muhammada Allego misiowaty Francuz został ulubieńcem Australijczyków dwa lata temu, kiedy rozegrał tu turniej życia. Przegrał w finale z Novakiem Djokoviciem. Wczoraj wziął na Serbie rewanż, po czterogodzinnym, pasjonującym maratonie pokonał go 7:6, 6:7, 1:6, 6:3, 6:1.

Dramaty na korcie centralnym ciągnęły się tak długo, że zaplanowane na koniec sesji nocnej mecz Radwańskiej i Kirilenko trzeba było przenieść na mniejszy Margaret Court Arena. Dlaczego mecz ćwierćfinału gry podwójnej odbywał się z taką pompą? Debel traktowany jest na ogół jak ubogi krewny singla, rozgrywany po cichu, na bocznych kortach - tak jest wszędzie, tylko nie w Australii. Mieszkańcy antypodów kochają debla i kibicują mu jak szaleni (w czasie turnieju cały czas antenowy poświęca mu jedna ze stacji TV). A kiedy grają Australijczycy, z meczu debla robi się narodowe wydarzenie. Rywalkami Radwańskiej były Australijka Sally Peers i Laura Robson, Brytyjka urodzona w Melbourne, a więc uważana za miejscową. Mimo dopingu para nastolatek dała się pokonać gładko 4:6, 1:6 - półfinał Australian Open to największy deblowy sukces Radwańskiej. O finał walczyła dziś nad ranem - nie było już tak łatwo, bo po drugiej stronie siatki stanęły liderki rankingu Car Black i Liezel Huber, czterokrotne zwyciężczynie wielkoszlemowe. Agnieszka razem z Kirilenko mają nieco mniejsze doświadczenie - były razem w finałach turniejów w Los Angeles i Dubaju.

Marta Mikiel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.