Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Sprawdzamy to, co bulwersuje opinię publiczną

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Rozmowa z Wojciechem Kutyłą, wiceprezesem Najwyższej Izby Kontroli

Ostatnio niemal co trzy dni pojawia się informacja o kolejnej kontroli NIK. Publikowane są wystąpienia pokontrolne, a to dotyczące szkół, a to służby zdrowia, a to jednostek samorządowych czy państwowych. Skąd się wzięła taka aktywność? Złośliwi mówią, że waszej firmie zależy bardziej na ilości niż na jakości.

Zaskoczę złośliwych. Nasze raporty są przez zewnętrznych ekspertów bardzo wysoko oceniane, właśnie za ich jakość. Skrócił się czas kontroli. Zamiast dawnych dwóch dokumentów pokontrolnych obecnie kontrolowany otrzymuje jedno wystąpienie. Tematy zaczęliśmy wybierać na podstawie rzetelnej analizy ryzyka. Zapraszamy zewnętrznych ekspertów do przygotowania programu. To wszystko zaczyna przynosić efekty. Sprawnie i rzetelnie przeprowadzamy kontrole dotyczące ważnych społecznie problemów. Nic dziwnego, że interesuje to opinię publiczną. Przecież nasze kontrole prowadzimy w imieniu obywateli. Dlatego chcemy ich informować o wynikach.

Mamy wrażenie, że kontrole NIK to coraz częściej takie doraźne działania, jak jazda strażaków do pożaru. Dostajecie sygnał i od razu jedziecie sprawdzić, co się dzieje?

Jeśli jest to sprawa, która bardzo boli obywateli, jest ważna dla regionu czy dla całego państwa, to dlaczego mielibyśmy ją lekceważyć? Ale powtarzam - zdecydowana większość tematów, bo ponad 80 proc., jest formułowana w oparciu o nasze wewnętrzne analizy ryzyka. Największe i najważniejsze kontrole są przyjmowane do planu pracy. Taki plan powstaje kilka miesięcy i jesienią każdego roku jest przedstawiany Sejmowi. Nasze kontrole zaczynamy w styczniu następnego roku. Działamy bardzo metodycznie.

Czy głośna ostatnio sprawa lokalizacji farm wiatrowych była działaniem doraźnym?

Akurat ta kontrola była kontrolą planową. Na wiatraki i związany z tym hałas czy szybko poruszające się cienie skrzydeł (tzw. efekt stroboskopowy) dostaliśmy kilkaset skarg obywatelskich i kilka wniosków poselskich. Były też liczne doniesienia medialne na ten temat. Powtarzalność skarg z pewnością jest dla nas istotna przy konstruowaniu i zatwierdzaniu tematu oraz już podczas prowadzenia kontroli.

Dużo wpływa do państwa skarg obywatelskich?

Rocznie około sześć tysięcy.

Można pewnie wymieniać takie problemy...

Tak, np. sprawy związane z realizacją ustawy śmieciowej, funduszami sołeckimi, budżetami partycypacyjnymi. Czy ostatnio kwestia wydobycia gazu łupkowego. Jeżeli sprawy są skomplikowane lub mało znane, poprzedzamy nasze działania panelami ekspertów zewnętrznych, dzięki czemu łatwiej nam prawidłowo zdiagnozować problem. Oczywiście niejako dyżurnymi problemami są sprawy dostępu do edukacji, opieki socjalnej i medycznej.

Jednak nadal główna państwa aktywność, te pozostałe 80 proc., to kontrole planowe. Czy one są najważniejsze?

Tak, ale przygotowując kontrole planowe, analizujemy także skargi obywateli i wnioski posłów. Stanowią one jedno ze źródeł informacji. Oczywiście niejedyne.

Na co jeszcze zwracacie państwo uwagę przy przygotowywaniu kontroli planowych?

Analitycy w poszczególnych departamentach planując temat, nie mogą lekceważyć też badań opinii publicznej, sygnałów medialnych, analiz naukowych, wniosków płynących z różnego rodzaju sympozjów, seminariów itp. NIK zajmuje się przede wszystkim kontrolą prawidłowego gospodarowania majątkiem publicznym. Jednak równie ważne są dla nas kontrole wykonania zadań przez poszczególne instytucje. Zdarza się, że stwierdzamy łamanie prawa, czasem brak przepisów regulujących jakąś działalność, np. budowę farm wiatrowych. Nasz roczny plan pracy - po przyjęciu uchwałą przez Kolegium NIK - jest przesłany do Sejmu i publikowany na naszej stronie internetowej.

To proszę o kilka słów na temat zasad postępowania. Czy wysyłacie pytania do gminy, instytucji? Czekacie na odpowiedź i na tej podstawie wyciągacie wnioski?

Oczywiście, że nie. Do instytucji, firmy czy gminy, w której przeprowadzamy kontrolę, zawsze jedzie nasz inspektor. Ma prawo do przygotowanego miejsca pracy z dostępem do komputera czy internetu. Choć z tego udogodnienia korzystamy coraz rzadziej, bo inspektorzy NIK dysponują już służbowymi laptopami. Nasi kontrolerzy proszą o przygotowanie wszystkich potrzebnych dokumentów. Spotykają się też z pracownikami instytucji, którą kontrolują, odbierają wyjaśnienia, przesłuchują ich. Rzadkością nie są także kontrole prowadzone wspólnie z innymi inspekcjami, np. ochrony środowiska, sanitarną czy transportu drogowego, bo przecież merytoryczni specjaliści są właśnie w tych instytucjach i nie ma powodu, żeby powielać ich działania.

Po lupą państwa inspektorów znajdują się nie tylko samorządy, lecz także administracja państwowa. I z ostatnich działań NIK wyraźnie wynika, że nie stosujecie w tym zakresie taryfy ulgowej.

Kontrola administracji rządowej to nasz obowiązek konstytucyjny. Uważam, że w urzędach centralnych czy terenowych jest mniej obaw, gdy zjawia się kontroler z NIK, niż np. w małych gminach. Tam obawiają się nas bardziej. Zupełnie niepotrzebnie.

Czy nie jest tak dlatego, że program kontroli jest ustalany wspólnie z rządem i parlamentem, czyli poszczególne resorty i inne urzędy centralne wiedzą, czego mogą się spodziewać?

Program kontroli powstaje tylko w NIK. Nie ustalamy go ani z rządem, ani z parlamentem. Ministrowie i posłowie zgłaszają swoje propozycje do planu kontroli, ale czy je przyjmiemy, zależy od analizy ryzyka prowadzonej autonomicznie przez NIK. Przygotowując plan pracy, bierzemy pod uwagę prawdopodobieństwo wystąpienia największych nieprawidłowości, a także - jak już wspominałem - powtarzalność skarg od obywateli. Kogo konkretnie, gdzie i w jaki sposób mamy sprawdzać, ustalamy sami. W tym zakresie plan kontroli jest niejawny i wiedzę o szczegółach mają tylko wybrani pracownicy NIK. A stosunkowo mniejszy stres kontrolowanych pracowników administracji rządowej jest spowodowany wyłącznie naszą częstą u nich obecnością. Oni wiedzą, że kontrolerzy z NIK są wysokiej klasy fachowcami, wymagającymi, ale i bezstronnymi.

@RY1@i02/2014/195/i02.2014.195.08800020a.803.jpg@RY2@

Wojtek górski

Wojciech Kutyła wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli

Rozmawiały Monika Górecka-Czuryłło

Zofia Jóźwiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.