Normalność nie wróci do pracy
Wymuszona przez pandemię praca zdalna może przedefiniować modele zatrudnienia. Także na czas po kryzysie
Niektórzy zdalni pracownicy są przeszczęśliwi, że mogą przechodzić cały dzień w pidżamie, a w czasie dniówki zrobić zakupy lub pranie, zająć się dziećmi i przez kwadrans zdrzemnąć. Inni zdalnego trybu nie znoszą, bo mają dość odizolowania, narzekają na depresję, brak motywacji i wydłużanie czasu wykonywania obowiązków (bo przecież w każdej chwili można usiąść przy służbowym laptopie). To – oczywiście istotne – socjologiczne efekty zdalnej pracy, ale równie ważny jest wyłom, jaki może zrobić (lub już zrobiła) w warunkach zatrudnienia i prawie pracy. Jesteśmy w trakcie cichej rewolucji, która w pewnym zakresie zmieni rolę oraz obowiązki obu stron – i pracownika, i pracodawcy.
Skoro zatrudniony wykonuje zadania we własnym domu, a szef nie ma do niego dostępu, to czy można wymagać od tego drugiego, aby ponosił odpowiedzialność za ewentualny wypadek przy pracy? A może pracownik jest jednak współodpowiedzialny za bhp? Jak mają działać związki zawodowe, skoro każdy pracuje oddzielnie i nie ma zakładowej wspólnoty? Mają się przenieść na Facebooka? Jak zdalni pracownicy mają strajkować? W jaki sposób zatrudniający ma dopilnować, aby praca nie trwała więcej niż osiem godzin na dobę? Czemu firma ma zapewniać uprawnienia – od urlopów po dodatki za nadgodziny – skoro coraz więcej etatowców samodzielnie określa sobie czas i sposób pracy, a firma rozlicza ich tylko z efektów? Czym takie osoby różnią się od samozatrudnionego lub zleceniobiorcy?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.