Fanatyk ekologii, który stawia na ropę i węgiel
Vinod Khosla kieruje się w interesach jedną zasadą: inwestuje tylko w te firmy, których szansa na przetrwanie nie przekracza 10 procent
Nie ufaj prognozom gospodarczym. Już w szczególności nie wierz ekspertom oraz analitykom. Inwestuj w firmy, których szansa na przetrwanie nie wynosi więcej niż 10 proc. - to jedno z ulubionych powiedzeń Vinoda Khosli, które oddaje jego filozofię przedsiębiorczości. Jeden z założycieli koncernu komputerowego Sun Microsystems, obecnie szef funduszu inwestycyjnego, potrafi grać ryzykownie: postawił setki milionów dolarów na niewielkie firmy, które próbują uczynić tradycyjne technologie wytwarzania energii bardziej przyjaznymi środowisku. Bo panele słoneczne czy etanol na razie nie mogą jego zdaniem zmienić świata.
W Dolinie Krzemowej Khosla jest znany jako Mr. Green, a magazyn "Forbes" regularnie umieszcza go w pierwszej dziesiątce najbardziej zielonych miliarderów. Od 2004 roku, gdy założył Khosla Ventures i zaczął działać na własny rachunek, portfolio funduszu należącego do imigranta z Indii rozrosło się do 90 firm, które wspomógł sporymi zastrzykami gotówki. Aż 57 z nich zajmuje się badaniami nad czystymi technologiami.
- Jego podejście do problemu ekopaliw jest odmienne niż reszty zielonych biznesmenów, którzy na fali mody postawili na rozwój energii słonecznej. Khosla, przy całej swojej ogromnej pasji dla ekologii, jest realistą - mówi "DGP" Judith Smith, ekonomistka z Uniwersytetu Nowojorskiego. - Najważniejszy jest dla mnie efekt skali, bo przełomowe rozwiązanie musi zaspokoić apetyt na energię znacznej części ludzkości. Technologia hybrydowa, biodiesel, etanol, ogniwa fotowoltaiczne czy energia geotermalna: wszystkie te rozwiązania rozczarowują, bo są wyjątkowo nieefektywne - mówi sam Khosla. Jak w takim razie zapracował na określenie Mr. Green? Dowodzi, że skoro nie znaleziono jeszcze alternatywy dla ropy naftowej oraz węgla, trzeba tak udoskonalić posiadane technologie, by jak najwydajniej gospodarować posiadanymi zasobami, przy okazji zmniejszając zatrucie środowiska.
Wraz z założycielem Microsoftu Billem Gatesem rok temu zainwestował 30 mln dol. w nieznaną firmę EcoMotors, która opracowała nowatorski pomysł dwusuwowego silnika spalinowego OPOC (Opposed Piston Opposed Cylinder) - pracują w nim po dwa przeciwstawnie ułożone do siebie tłoki. Jego zalety to niewielka masa, małe zużycie paliwa (ok. 2,5 litra na 100 km) oraz niska emisja spalin. W styczniu Khosla poinformował, że dzięki jego funduszowi EcoMotors podpisało umowę na dostarczenie silników OPOC z jedną z firm produkujących lekkie ciężarówki. Nie chciał jednak ujawnić, kto zgodził się podjąć ryzyko wdrożenia nowego rozwiązania.
Khosla wpłacił też 5 mln dol. na konto firmy Soraa, która opatentowała klasyczne żarówki zużywające aż o 80 proc. mniej energii od tradycyjnych. Mogą one wyrzucić z rynku żarówki LED, które - choć energooszczędne - nie przyjmują się z powodu wysokiej ceny. Niedawno Soraa, znów dzięki pomocy Khosli, pokazała niebieską diodę laserową o mocy 4W, która znajdzie zastosowanie w projektorach multimedialnych. Największą wadą dotychczasowych konstrukcji są właśnie lampy: nie dość, że pożerają wielkie ilości energii (400W i więcej), to jeszcze produkują ciepło. Konieczne stało się więc zastosowanie wentylatorów, przez co urządzenia zużywały jeszcze więcej prądu.
Mr. Green wspomógł także firmę Caitin, która opracowała technologię zredukowania zużycia energii przez klimatyzatory aż o 80 proc. Niepoważne? W samych Stanach Zjednoczonych już 60 proc. domów jest wyposażonych w te urządzenia. Rocznie zużywają 10 proc. energii konsumowanej przez statystyczną rodzinę, zaś rachunki za ich pracę wynoszą ok. 300 dol. Z kolei spółka Kior mogła dzięki wsparciu Khosli dopracować technologię przetwarzania biomasy w paliwo, które może być używane w silnikach spalinowych i to bez konieczności poddawania ich jakimkolwiek przeróbkom.
Listę firm, którym Khosla Ventures pomógł, można ciągnąć dalej. - To nowe technologie, które mają szansę zmienić świat. A ryzyko? Cóż, bez niego nie ma zysku - tak 56-letni przedsiębiorca podsumowuje dotychczasowe inwestycje.
Ryzyko towarzyszy mu od samego początku. Tak było z jego pierwszym biznesem, który uruchomił w wieku 20 lat, zaraz po ukończeniu elektrotechniki na uniwersytecie w Delhi. Khosla wpadł na pomysł, by dostarczać świeże mleko osobom, które nie mają lodówek. Potencjalnych klientów były miliony, bo w latach 70. tylko bogaci mieszkańcy Indii mogli sobie pozwolić na taki luksus, a pijane wieczorami gorące mleko z grubym kożuchem do dziś pozostaje ulubionym napojem Hindusów. Przeliczył się jednak - usługa okazała się zbyt droga i firma zbankrutowała.
Spakował więc walizki i wyjechał do USA, by kontynuować naukę. Najpierw ukończył inżynierię biomedyczną na uznanym Carnegie Mellon University w Pittsburghu, następnie zarządzanie na równie prestiżowym kalifornijskim Uniwersytecie Stanforda.
Pociągały go jednak nowe technologie komputerowe. Zaraz po zyskaniu tytułu MBA założył firmę Daisy Systems, która jako pierwsza w Stanach Zjednoczonych tworzyła programy dla komputerowo wspomaganych systemów projektowania wykorzystywanych przez elektroników i inżynierów elektryków. To był strzał w dziesiątkę, który przyniósł mu pierwsze duże pieniądze (dziś magazyn "Forbes" szacuje jego majątek na 1,4 mld dol.). Sukces szybko jednak przerodził się we frustrację: Daisy musiało nie tylko pisać programy, ale jeszcze projektować sprzęt, na którym można je było uruchomić. To było ponad jego możliwości i po dwóch latach, w 1982 roku, odszedł z firmy.
Długo nie pozostawał bezrobotny. Jeszcze w tym samym roku z trzema kolegami z Uniwersytetu Stanforda założył firmę komputerową Sun Microsystems i został jej pierwszym prezesem. Pod jego rządami Sun stało się jednym z największych w USA producentów serwerów oraz stacji roboczych; on sam promował otwarte systemy operacyjne (najpierw SunOS, potem Solaris) i procesory typu RISC, czyli ze zredukowaną listą rozkazów (w tym czasie Intel stawiał na procesory typu CISC - z rozbudowaną listą rozkazów). Po niecałych trzech latach niespodziewanie odszedł z firmy (Sun Microsystems zostało w 2007 roku kupione przez Oracle za 7,4 mld dol.), ale pozostał w Dolinie Krzemowej i stał się inwestorem.
Nowej profesji uczył się w znanym funduszu Kleiner Perkins Caufield & Byers, w którym został jednym z głównych partnerów. Zasłynął z kilku wyjątkowo udanych inwestycji, np. w produkującą procesory firmę NexGen, która została później wykupiona przez AMD, jedynego do dziś rywala Intela. Oraz paru spektakularnych porażek - jak na przykład postawienie kilku milionów na konceptualny komputer Dynabook. Zresztą do dziś, mimo kilku prób ożywienia, pomysł Alana Kaya sprzed czterech dekad nie znalazł dla siebie miejsca na rynku - zaprojektowany przez niego niewielki, przenośny i tani komputer z wydajną baterią, dzięki któremu młodzież miała zyskać dostęp do multimediów, nie chwycił pod koniec lat 80., a dziś został skonsumowany przez smartfony i tablety. W szczątkowej formie jest wykorzystywany w programie charytatywnym "One laptop per child".
W końcu w 2004 roku Khosla założył własny fundusz inwestycyjny, obracający ponad miliardem dolarów, które postanowił zainwestować w firmy zajmujące się czystymi technologiami energetycznymi.
W ostatnich miesiącach jego podejście do biznesu nieco się jednak zmieniło: nie finansuje już wyłącznie prac nad zielonymi modyfikacjami technologii opierających się na paliwach kopalnych. Zaczął sponsorować firmy, które próbują wynaleźć całkowicie nowe rozwiązania. - Hucznie zapowiadana elektryczna rewolucja w motoryzacji opiera się na wydajnych bateriach litowo-jonowych. Ale się nie ziści, i to z bardzo prozaicznego powodu. Na świecie nie ma dość litu, by zaspokoić zapotrzebowanie rynku - tłumaczył na jednym ze spotkań z indyjskimi studentami. Dodał, że zasoby pierwiastka skończą się już za 15 lat. - Technologia baterii wykorzystujących krzem jest jeszcze w powijakach i na pewno nie będą one dostępne na rynku przed 2025 rokiem. A musimy mieć coś, co napędzi samochody - mówił.
Zainwestował więc w firmy, które eksperymentują z nowymi akumulatorami. Jak zwykle jest przekonany o sukcesie, choć wielu uważa, że jego działania są zbyt ryzykowne. Gdy słyszy takie słowa, przywołuje swoją ulubioną książkę. - Radzę wszystkim przeczytać "Expert Political Judgment" Philipa Tetlocka, który przyjrzał się 80 tys. gospodarczych i biznesowych prognoz z ostatnich dwóch dekad. I znalazł nawet zależność: trafność eksperckiej opinii można porównać do szansy zdobycia przez małpę potrójnej dwudziestki w darta - mówi Khosla, popijając cabernet sauvignon z własnej winnicy Three Dog Vineyards. Uprawa winorośli to jego nowa pasja: rocznie produkuje tysiąc butelek wina.
@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.186.0014.101.jpg@RY2@
Fot. Zuma Press/Forum
Vinod Khosla zasłynął w Dolinie Krzemowej z ryzykownych inwestycji w czyste technologie. Jego fundusz inwestycyjny obraca miliardem dolarów, którymi wspomógł już ponad 90 małych firm
Piotr Czarnowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu