Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Technologie

Nowa idea zbiórki

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

To ciekawa prawidłowość, ale w Polsce środowiska prawicowe są bardzo dobre w wykorzystywaniu nowych cybertechnologii

Alkiem Tarkowskim

Jakieś ciekawe cyberlektury?

Ostatnio wpadł mi w ręce "Crowdfunding. Od pomysłu do biznesu dzięki społeczności" Karola Króla. Autor reklamuje swoje dzieło jako "pierwszą w Polsce książkę na temat finansowania społecznościowego".

To wcześniej nie było takich publikacji?

Jak to zwykle z nowymi technologiami bywa, trudno jednoznacznie powiedzieć, co jest nowym trendem, a co tylko nowym ładnym opakowaniem starych pomysłów. Znajdą się pewnie i tacy, którzy powiedzą, że crowdfunding to nic innego jak zwyczajna zbiórka publiczna. Tyle że w oparciu o społeczność sieci. Moim zdaniem to jednak coś innego.

Dlaczego?

Bo crowdfunding ma specyficzny cyfrowy rodowód. Pierwsza fala to były serwisy czysto muzyczne. W Polsce na przykład taką pierwszą inicjatywą był MegaTotal, powstał w roku 2007 jako sposób na zbieranie środków finansowych na wydawanie płyt niezależnych artystów. Z kolei polska kompozytorka i skrzypaczka działająca pod pseudonimem Julia Marcell zebrała wówczas przy pomocy holenderskiego serwisu Sellaband 50 tys. dolarów na nagranie debiutanckiej płyty.

I nagle się okazało, że internet daje zupełnie nowy model finansowania działalności. Wykorzystujący potencjał sieci i mediów społecznościowych do zrzucania się internautów na najróżniejsze projekty, w zamian zazwyczaj za jakąś formę nagrody określoną przez zbierającego środki twórcę projektu.

Ale to wszystko nie do końca jest takie różowe. Zwłaszcza w Polsce. Bo mimo trwającego zachwytu nad samą ideą praktyka nie zachwyca. Większość ludzi zajmująca się u nas crowdfundingiem pokazuje, jaki to świetny i przyszłościowy model. I zaraz wskazuje na spektakularne przykłady z Ameryki, głównie serwis Kickstarter, który pozwala na zbieranie w internecie pieniędzy na realizację dowolnego biznesowego przedsięwzięcia. Tam się to liczy w milionach dolarów. Ale z tym jest znów ten sam kłopot, co ze wszystkimi nowinkami technicznymi związanymi z internetem.

Czyli?

U nas to działa, ale na dużo mniejszą skalę. Mamy serwisy: wspomniany MegaTotal, PolakPotrafi, WspieramKulturę albo Beesfund. Ale takich prawdziwych sukcesów to było może kilka. Łódzkiej fundacji Cohabitat udało się dwa razy zebrać 100 tys. zł. Film o kobietach "Solidarności" zgromadził w bólach 30 tys. zł - niewiele jak na budżet pełnometrażowego dokumentu. A przeważająca część zbiórek zamyka się w kwocie tysiąca, dwóch - albo w ogóle kończy się porażką. Nie są to sumy, na których można budować przedsięwzięcie biznesowe. Król, który jest czołowym polskim propagatorem idei crowdfundingu, zebrał na swoją książkę o tym zagadnieniu 6 tys. zł. Na dodatek portale crowdfundingowe poruszają się trochę w szarej strefie. Bo zgodnie z ustawą o zbiórkach publicznych z 1938 r. każde takie przedsięwzięcie powinno się zarejestrować w urzędzie. Tu trzeba przyznać, że rząd pracuje nad nowelizacją. Nikt tam ich specjalnie nie ściga, ale taki MegaTotal za radą prawników nie pisze na swojej stronie wprost o gromadzeniu pieniędzy, tylko o "zbieraniu jednostek energii". I jest jeszcze jeden problem. Zbieranie pieniędzy metodą crowdfundingu wymaga bardzo dużego nakładu pracy. Trzeba dbać o PR, skutecznie budować społeczność, by zyskać poparcie. Wielkim graczom to się podobno bardziej kalkuluje niż kredyt inwestycyjny. Ale dla większości osób to nie są wcale takie łatwe pieniądze, jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.

Wychodzi na to, że największym crowdfundingowym sukcesem w Polsce są projekty w stylu Radia Maryja. A więc przedsięwzięcia finansowanego w dużej mierze z dobrowolnych datków.

To bardzo ciekawy trop. Nie myślałem o tym dotąd w ten sposób. Ale prawda - to przecież jest crowdfunding, tylko się tak nie nazywa. To samo robi Telewizja Republika. Opłać abonament, w zamian dostaniesz jeszcze koszulkę z orłem i długopis. I to działa. To w ogóle bardzo ciekawa prawidłowość, ale w Polsce środowiska prawicowe i katolickie są bardzo dobre w wykorzystywaniu nowych cybertechnologii. Jeden z pierwszych portali internetowych w Polsce, który generował prawdziwą społeczność, to była Opoka.org.pl - oficjalny portal Kościoła katolickiego. Albo Salon24, czyli pierwszy i ciągle najpopularniejszy polityczny serwis blogowy, na wskroś prawicowy.

Dlaczego tak się dzieje?

Może chodzi o otwarte odwołanie do wartości. Te przykłady potwierdzają truizm - w finansowaniu społecznościowym kluczową rolę gra zaangażowana społeczność. To zresztą zapewne dla biznesu powinno być w crowdfundingu najciekawsze - jest on polem eksperymentalnym do badania motywacji do wydawania pieniędzy. Bo wartości to motywacja leżąca u podstaw wszystkich cybernowinek. One wszystkie, od Googlea przez Facebook po crowdfunding, u podstaw miały jakąś ideę - nawet jeśli brzmi ona banalnie: "łączymy przyjaciół". Ale może też to być moralna słuszność, wyjątkowe doświadczenie. Komercjalizacja przychodzi zawsze dopiero w drugim kroku. Ostatnio wsparłem pisanie przez grupę Islandczyków nowego, chroniącego prywatność programu pocztowego. Oczywiście zrobiłem to na fali sprzeciwu wobec szpiegowania korespondencji przez amerykańskie służby specjalne. Pewnie kiedyś się to skomercjalizuje. Ale jakaś idea początkowa musi w tym wszystkim być.

@RY1@i02/2013/173/i02.2013.173.00000280c.803.jpg@RY2@

Marek Matusiak

Alek Tarkowski, socjolog internetu, dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska i koordynator polskiego oddziału Creative Commons. W latach 2008-2011 członek zespołu doradców strategicznych przy premierze

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.