Polskie cmentarzysko samochodów
Do naszego kraju wjeżdża ok. 1 mln starych aut rocznie. Większość już go nie opuści i w końcu trafi na złom. Niekoniecznie legalnie
Co zrobić z 20-letnim dieslem, który prędzej się rozpadnie niż dowiezie nas do celu? Możliwości są dwie. Pierwsza: oddać go do specjalnej stacji demontażu, zainkasować kilkaset złotych i odebrać kwit potwierdzający przekazanie pojazdu. Później wyrejestrować go w systemie, wygasić obowiązek płacenia OC i cieszyć się dobrze wypełnionym obowiązkiem. Dzięki takiej postawie nawet 98 proc. całego pojazdu zostanie później poddane recyklingowi, a reszta zutylizowana zgodnie z przepisami.
Wersja alternatywna: pojechać do jednej z setek nielegalnych „dziupli”, czyli do mechanika, który w prowizorycznym warsztacie lub wiejskiej szopie ściągnie z naszych barków problem utylizacji starego samochodu. I prawdopodobnie zapłaci za niego więcej niż legalnie działający konkurent. Z naszego wysłużonego auta odzyska co bardziej wartościowe części, na które znajdą się chętni na portalach aukcyjnych. Wylądują tam: katalizator spalin (wart od 30 do kilkuset złotych), kable, felgi aluminiowe. Wybrany zostanie też złom, stal i aluminium, równie cenne na rynku. Wszystkie te surowce można szybko i łatwo zbyć. Reszta, czyli nieprzydatne szczątki (kokpity, tapicerka, zderzaki) trafią do lasu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.