Niemcy i ich ekonomiczne samobójstwo
Co się stanie, jeśli zmieszacie ostry kurs na politykę klimatyczną z ortodoksyjnie wolnorynkowym podejściem do jej wdrażania? Dostaniecie gospodarczą katastrofę. Taką jak ta, która wydarzyła się w Niemczech po 2021 r.
Niemcy politykę klimatyczną wymyślili i przeforsowali na poziomie UE. Symbolami tego procesu są długoletnia kanclerz Angela Merkel i jej protegowana na stanowisku szefowej KE Ursula von der Leyen. Chichotem historii jest zaś to, że tymi, którzy dziś płacą rachunki za ich działania, są dwaj wielcy rywale Merkel. Z jednej strony były już kanclerz Olaf Scholz z SPD, z drugiej – jego następca z CDU Friedrich Merz, przez lata konkurent „wiecznej kanclerz”, która niegdyś odsunęła go na boczny tor – tak że do polityki wrócić mógł dopiero po jej odejściu na emeryturę. By po niej sprzątać.
U naszych zachodnich sąsiadów wciąż niewiele jest środowisk, które potrafią mówić i pisać o odpowiedzialności Merkel za to, co się z tamtejszą gospodarką dzieje. Temat zielonych polityk, obciążających przemysł i gospodarstwa domowe horrendalnymi kosztami, jest jak wielki słoń w samym środku pokoju: większość robi wszystko, by go nie zauważyć. Wiadomo – musieliby wówczas podać w wątpliwość sens klimatyzmu. Tych wszystkich polityk, które niemiecka klasa polityczna przez półtorej dekady forsowała nie tylko u siebie, ale i w pozostałych krajach Europy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.