Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Brak wody wywoła w Azji wojnę przemysłu z rolnictwem

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Większość chińskich i indyjskich rzek jest już tak zanieczyszczona, że nie nadaje się nawet dla przemysłu.

Bank Rozwoju Azji alarmuje w najnowszym raporcie, że jeśli region nie zacznie szanować wody, to jego rozwój gospodarczy potężnie ucierpi, a rolnictwo popadnie w ruinę, co może wywołać potężne społeczne niepokoje.

Azja stała się ofiarą własnego sukcesu. Dwie dekady niczym nieokiełznanego rozwoju miast oraz przemysłu, by dogonić Zachód, spowodowały, że ten dotychczas obfity w wody region świata stanął na krawędzi zapaści. - Azja jest już tylko o krok od najgorszego w swojej historii kryzysu. Szacujemy, że w 2030 r. ten region świata będzie potrzebował aż o 40 proc. więcej wody, niż będzie w stanie pozyskać - powiedział Arjun Thapman, doradca szefa Banku Rozwoju Azji. To oznacza, że dojdzie do walki między przemysłem, który potrzebuje jej coraz więcej, bo jest podstawą rozwoju, a rolnictwem, które utrzymuje przy życiu niemal połowę ludzkości.

Sytuacja jest poważna w całym regionie. Na 421 rzek płynących na Filipinach 50 jest już biologicznie martwych. To oznacza, że są tak zanieczyszczone, że ich wody nie nadają się nawet dla przemysłu. Tylko na oczyszczenie rzeki Pasing, która wpływa do Zatoki Manilskiej, potrzeba aż 2,5 mld dol. Chińska rzeka Żółta w połowie biegu staje się tak zanieczyszczona, że jej wody nie powinny być używane w rolnictwie, a płynie ona przez rolnicze regiony kraju. Ponad połowa dorzecza rzeki Hai, największej we wschodnich Chinach, nie nadaje się ani dla rolnictwa, ani dla przemysłu. Podobna sytuacja jest w Indiach, w których rzeki Ganges i Dżamuna biją rekordy zanieczyszczenia. Degradacji ulega także Mekong, który utrzymuje kilkaset milionów ludzi w południowo-wschodniej Azji.

- Woda nie może być dłużej postrzegana przez azjatyckie kraje jako bogactwo naturalne, które nigdy się nie skończy - podkreśla Arjun Thapman. Ale dwa największe gospodarcze tygrysy Azji - Chiny oraz Indie - postawiły na przemysł, który ma napędzać ich ekonomiczny rozwój. W nadchodzących latach będzie on konsumował coraz więcej wody: obecnie, choć już pojawiły się problemy, jest to ok. 15 proc. wszystkich zasobów, a zużycie w ciągu dwóch najbliższych dekad ma dojść do nawet 40 - 45 proc.

Tak dynamiczny rozwój przemysłu powoduje, że ucierpi na tym rolnictwo. Dziś zużywa ono 80 proc. zasobów wody, ale dzięki temu utrzymuje przy życiu prawie 3 mld ludzi. - Gdy coraz więcej wody zacznie konsumować przemysł, spadną plony. Miasta zaczną głodować - mówi Phimmalang Sengphet z Mekong River Commission (MRC).

A te w Azji rozrastają się w szlonym tempie. Każdego dnia we wszystkich państwach regionu 200 tys. ludzi wędruje ze wsi do miast. Co trzy dni powstaje metropolia wielkości Amsterdamu.

Na dodatek nikt nie dba o to, by utrzymywać rzeki choć we względnej czystości. Mało kto wprowadza także oszczędne technologie. Z raportu ADB wynika, że efektywność zużycia wody wzrosła o zaledwie jeden procent od roku 1990.

- Azja jest na prostej drodze do katastrofy, która może wywołać potężną społeczną eksplozję. Ludzie nie najedzą się samochodami czy pralkami - dodaje Sengphet.

Piotr Czarnowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.