Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Książęta w ekologicznych koronach

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 31 minut

Europejskie dynastie wydają bankiety, zwołują spotkania, na których namawiają do ratowania planety

Dzień przed zakończeniem grudniowego szczytu klimatycznego w Kopenhadze światowi przywódcy zrobili sobie przerwę w dyskusjach. Biznesowe garnitury zamienili na fraki i białe muszki, po czym ruszyli do pałacu Christiansborg. Nastąpiło chwilowe zawieszenie broni, wojujący ze sobą o klimat przywódcy państw uśmiechali się do obiektywów i podawali sobie ręce.

Nie był to zwykły uroczysty bankiet zorganizowany ze względów protokolarnych: duńska rodzina królewska z królową Małgorzatą na czele interesuje się kwestiami klimatycznymi. Również członkowie innych europejskich dynastii angażują się w ochronę środowiska. Najczęściej dotyczy to nie samego monarchy, lecz następcy tronu. W ubiegłym roku syn królowej Małgorzaty książę Fryderyk, szwedzka księżniczka Wiktoria i norweski książę Haakon odwiedzili razem ośrodek naukowy na Grenlandii. Na drugim końcu świata książę Monako Albert przez kilka tygodni objeżdżał stacje badawcze na Antarktydzie. Belgijska księżna Astrid zajęła się zmianami klimatycznymi ze względu na ich związek z rozprzestrzenianiem się malarii, natomiast przyszły król Holandii zasiada w wielu komisjach międzynarodowych walczących o dostęp do czystej wody i lepsze warunki życia w krajach rozwijających się.

Europejscy monarchowie i książęta wydają bankiety, zwołują spotkania przedsiębiorców, otwierają konferencje, organizują sesje fotograficzne w malowniczych regionach, zakładają fundacje i wygłaszają odczyty, w których namawiają do ratowania naszej planety. Co więcej, ich działania przynoszą pewne efekty.

Książę Fryderyk daje mi znak ręką, abym usiadła na zdobionej złotymi okuciami sofie w jasnoszarej sali pałacu Amalienborg, nalewa kawę i częstuje herbatnikami w czekoladzie. Fryderyk jest uroczy, przystojny i gustownie ubrany w stylu królewskim sportowym - brązowy blezer, trochę jaśniejsze spodnie i krawat w kratkę. Mówi z wielkim zaangażowaniem: - Wyjazd do Arktyki był dla mnie ogromnym przeżyciem.

Podczas szczytu kopenhaskiego Fryderyk i jego matka zapraszali polityków, naukowców, dziennikarzy i działaczy do zamku Helsingor - lepiej znanego jako Elsynor Hamleta - na wieczorne dyskusje o problemach klimatycznych. Podobnie jak inni książęta, z którymi rozmawiałam, Fryderyk dużo myśli o wielowiekowej historii swego rodu i jego roli strażnika historii i tradycji. - Rodzina królewska jest instytucją zbudowaną na dziedzictwie narodowym, a tym samym w jakimś sensie ponadczasową. Mam nadzieję, że mój ród przetrwa kolejny tysiąc lat - tłumaczy.

Zwykli śmiertelnicy raczej nie patrzą na rzeczywistość w tak długiej perspektywie (- Sto lat przed moimi narodzinami było już wiadomo, że zostanę królem - mówi mi następca norweskiego tronu książę Haakon), ale myślenie w takiej skali ma sens, kiedy rozmawiamy o zmianach klimatycznych, jak przekonuje książę Fryderyk. - Jeśli zmiany klimatyczne staną się znaczne, to wszystkim nam grozi niebezpieczeństwo. Za tysiąc lat już nas nie będzie - zaznacza.

Książęta orędujący za jakąś sprawą to nic nowego. Kiedy monarchie były politycznie silne, mianowały rządy i wszczynały wojny, patronowały rozmaitym organizacjom dobroczynnym i kampaniom społecznym, od problemu bezpańskich psów po opiekę nad ubogimi wdowami. Zwyczaj ten jest wpisany w architekturę europejskich stolic, gdzie szpitale z XIX i początku XX w. często noszą wykute w kamieniu imię swego królewskiego patrona. Część tej tradycji wciąż jest żywa: w Wielkiej Brytanii istnieją królewskie towarzystwa przeciwdziałania okrucieństwu wobec zwierząt, ochrony ptaków, zapobiegania wypadkom, wspierania sztuk pięknych, wytwórczości i handlu.

Ale entuzjazm ekologiczny książąt ma trochę inny charakter. Tutaj nie chodzi o firmowanie cudzych działań prestiżowym nazwiskiem, pozowanie do zdjęć, kiedy inni zbierają datki. Zieloni książęta nie chcą być figurantami. Według niektórych krytyków ich zaangażowanie w kontrowersyjne kwestie klimatyczne ociera się o złamanie zasady apolityczności rodziny królewskiej i niedopuszczalną ingerencję w proces polityczny.

Książę Haakon, ambasador dobrej woli oenzetowskiego programu rozwoju, nie podziela tych zastrzeżeń. - Jeśli zrozumiemy i zaakceptujemy to, że każda osoba ma swoją godność, a godność nie zna granic, że wszyscy ludzie powinni mieć dostęp do godnego życia, godnego poziomu opieki zdrowotnej, dochodów i wykształcenia, wtedy decyzje podejmowane na wszystkich szczeblach przybliżą nas do świata, który tak właśnie będzie wyglądał.

Książę Haakon podróżuje po świecie, ale najczęściej przyjeżdża do Afryki, gdzie widział skutki susz i niedoborów żywności. Podczas jednej z tych wizyt poznał nosicielkę wirusa HIV, która żyła w skrajnej nędzy i nie miała większych perspektyw na poprawę swego losu. - Ale chociaż miała wszelkie prawo ulec frustracji, rozgoryczeniu i zniechęceniu, poszła w drugą stronę: została aktywistką i uczy inne kobiety, jak uniknąć zakażenia. Niby jestem księciem Norwegii, ale w pokoju, w którym rozmawialiśmy, był tylko jeden przywódca: ona. Stała się dla mnie wzorem do naśladowania - opowiada.

Klimatyczni sceptycy uważają zaangażowanie książąt w walkę ze zmianami klimatycznymi za w najlepszym razie chwilową modę, a w najgorszym - polityczny aktywizm, który nie przystoi członkom rodów królewskich jako z zasady neutralnym politycznie. Myron Ebell, dyrektor Competitive Enterprise Institute i jeden z najbardziej znanych amerykańskich sceptyków klimatycznych, mówi: - Angażowanie się książąt w promowanie klimatycznego alarmizmu i wspieranie polityki reglamentowania energii jest przykładem oderwanego od rzeczywistości elitaryzmu. Książęta i inni bogaci ludzie mogą sobie pozwolić na głoszenie takich haseł, ponieważ nie muszą się przejmować astronomicznymi rachunkami za energię.

Książę Monako Albert II z rozbrajającą szczerością podaje osobiste powody swego zaangażowania w sprawę walki ze zmianami klimatycznymi. Przy herbacie i ciastkach w konsulacie monakijskim w Londynie opowiada o swoim dziadku i ojcu, którzy kochali morze i nauczyli go wrażliwości na świat natury. Kiedy był małym chłopcem, jego matka, księżna Grace, podarowała mu przyrodniczy plakat, do którego był bardzo przywiązany. - Mając takie korzenie, poczułem się zobligowany do większego osobistego zaangażowania - mówi.

W 1992 r. Albert towarzyszył swemu ojcu na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro, gdzie podpisano traktat, na którym oparty był protokół z Kioto. Później, kiedy zastąpił ojca na tronie, jedną z jego pierwszych czynności urzędowych był podpis Monako pod protokołem.

- Atutem książąt, który czyni z nich tak ważnych sojuszników, jest "skuteczność zwołująca" - tłumaczy Ian Cheshire, prezes koncernu handlowego Kingfisher, a jednocześnie szef grupy firm, które zajmują się zmianami klimatycznymi pod patronatem księcia Karola. Europejskie koronowane głowy potrafią ściągnąć prawie każdego ze świata biznesu, polityki, kultury i społeczeństwa obywatelskiego. Nikt nie wyrzucił do kosza zaproszenia królowej Małgorzaty podczas szczytu w Kopenhadze, a imprezy z udziałem członków rodów monarszych cieszą się wysoką frekwencją.

"Skuteczność zwołująca" zasadniczo oznacza "nasz snobizm". Nawet bardzo ważni ludzie rzadko odrzucają zaproszenia, jeśli widnieje na nich królewski herb. Na lep znamion dziedzicznego majestatu idą najbardziej pazerni potentaci przemysłowi i najbardziej zaściankowi amerykańscy politycy. Monarchię spowija mistyczna aura, której nie rozwiewa fakt, że skandynawskie księżniczki jeżdżą po swoich miastach na rowerach.

Chyba najbardziej znanym członkiem rodu królewskiego, który przywdział ekologiczne szaty, jest Karol, książę Walii. Surowo krytykowany po rozwodzie z Dianą po jej śmierci zdołał odbudować swój wizerunek osoby mniej wyniosłej, oddanego ojca dwójki synów i rozwodnika, który ożenił się po raz drugi. Ale najważniejszym czynnikiem tej poprawy imageu była jego rola patrona ekologii.

Jego zaangażowanie nie jest niczym nowym, w kampanii walki ze zmianami klimatycznymi uczestniczy jednak z większym wigorem - założył forum przedsiębiorców, organizuje dziesiątki konferencji, śle listy do rządów i ONZ.

Pojawiają się głosy, że monarchowie mogą nie tylko pomagać, ale również przeszkadzać w walce ze zmianami klimatycznymi. Na bankiecie u królowej Małgorzaty w Kopenhadze niejeden polityk zżymał się, że zawieszono negocjacje w newralgicznej fazie, kiedy porozumienie jeszcze się nie wykrystalizowało, a do końca rozmów zostało już niewiele czasu. Kiedy królewska służba spuszczała w pałacu rolety, szefowie rządów wrócili do centrum konferencyjnego na peryferiach stolicy Danii i do białego rana zdanie po zdaniu analizowali tekst porozumienia.

Ze wszystkich monarszych aktywistów ekologicznych książę Karol wykazuje największą gotowość do prób bezpośredniego oddziaływania na polityków. Kilka lat temu ujawniono, że ministrowie przywykli do otrzymywania od niego listów na takie tematy, jak architektura, homeopatia i - coraz częściej - zmiany klimatyczne. Dlaczego uchodzi mu to na sucho? Być może dlatego, że w Wielkiej Brytanii, inaczej niż w USA, ekologia jest kwestią ponadpartyjną. W 1988 r. Margaret Thatcher jako pierwszy przywódca światowy stanowczo wypowiedziała się na temat zmian klimatycznych.

Ale chociaż można było odnieść wrażenie, że szef Partii Konserwatywnej David Cameron chce utrzymać ten ponadpartyjny konsensus, od kilku miesięcy można tutaj zaobserwować zmiany. Cameron dyskretnie porzuca ekologiczną retorykę, a w partyjnych szeregach nasila się klimatyczny sceptycyzm. 144 kandydatów torysów w okręgach, w których walka o wyborcze zwycięstwo będzie zacięta, umieściło redukcję brytyjskiej emisji CO2 na ostatnim miejscu listy 19 priorytetów dla następnego rządu. Niektórzy kandydaci są przeciwnikami przeznaczania środków publicznych na energię odnawialną, podatku ekologicznego i zaostrzenia przepisów, nie chcą też globalnego porozumienia o ograniczeniu emisji. - Nie wierzą w zmiany klimatyczne i myślą, że społeczeństwo też nie wierzy - mówi pewien rozczarowany zielony konserwatysta.

Liczba Brytyjczyków, którzy uważają zmiany klimatyczne wywołane przez człowieka za niepodważalny fakt, spadła z 44 do 31 proc. w ciągu minionego roku. Przypuszczalnie nasilą się głosy, że książęta nie powinni się angażować w tak niepewną sprawę. Ebell jest bezlitosny w swojej krytyce: - Sądzę, że niekompetentne wypowiedzi księcia Karola utwierdzają zwykłych ludzi w podejrzeniu, że globalne ocieplenie to tylko kolejna moda, która przeminie.

W obecnym klimacie politycznym walka księcia Karola z globalnym ociepleniem może być postrzegana w innym świetle i poprowadzi do napięć między monarchią a rządem oraz oskarżeń o ingerencje w proces polityczny.

Książęta, z którymi rozmawiałam, nie przyjmują tego do wiadomości. - Zmiany klimatyczne dotykają wszystkich - protestuje Fryderyk. - To jest uniwersalna kwestia, którą czasem się upolitycznia.

Być może istotniejsze jest pytanie, czy to ma jakiekolwiek znaczenie. Owszem, książęta zwiększają świadomość ekologiczną czytelników niektórych czasopism ilustrowanych i zwołują przedsiębiorców na konferencje, na których wszyscy mają miłe poczucie, że robią coś dobrego dla ludzkości, ale prawdziwą władzę polityczną dzierży kto inny. Pewien amerykański urzędnik powiedział, że w USA działań klimatycznych książąt "nie rejestrują radary", i tak samo jest w innych krajach poza Europą.

Po szczycie kopenhaskim stało się oczywiste, że konsensus klimatyczny jest bliski załamania. Próbowano wypracować kompromis, który godziłby interesy krajów rozwiniętych i rozwijających się. Szczegółów nie ustalali Europejczycy. Kiedy dziennikarze prosili przedstawicieli Unii Europejskiej o komentarz do ostatecznego kształtu porozumienia, spanikowani urzędnicy nie wiedzieli, co mają odpowiedzieć. Nie tylko europejscy książęta, ale również politycy zostali odsunięci na boczny tor.

Na czoło wysunął się inny gatunek monarchy. W końcowych godzinach szczytu kopenhaskiego, kiedy rozmowy formalnie już się skończyły, prezydent Obama wszedł do sali, w której miał się spotkać z premierem Chin Wenem Jiabao. Tymczasem Wen rozmawiał z przywódcami trzech innych największych krajów rozwijających się: Indii, Brazylii i RPA (nazywanych Basic). Obama zdołał usunąć przyczynę niezgody między obecnymi na sali stronami. Bez Europejczyków i bez ONZ udało się osiągnąć porozumienie. Kraje rozwijające się chwalą zawarty układ jako przełomowy. - To był układ między Basic a USA - oświadczył indyjski minister środowiska Jaraim Ramesh.

Europa - kontynent, który najgłośniej ostrzegał świat przed skutkami zmian klimatycznych i najwięcej zrobił w dziedzinie redukcji emisji gazów cieplarnianych - została na lodzie. Komisja Europejska i przywódcy poszczególnych krajów próbowali ratować twarz, kiedy ich rywale odtrąbili utworzenie nowego porozumienia, a także - jak można sądzić - powstanie nowego porządku światowego. USA i cztery kraje Basic postawiły na swoim. Żaden z nich nie jest monarchią.

@RY1@i02/2010/069/i02.2010.069.000.0020.001.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

Rola patrona ekologii pozwoliła księciu Karolowi ocieplić swój wizerunek

tłum. TB

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Fiona Harvey

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.