Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Bez szybkich zmian przepisów prawa zaleją nas elektryczne odpady

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 37 minut

Fałszowanie dokumentów czy przetwarzanie pralek zamiast lodówek to tylko część nieprawidłowości systemu przetwarzania odpadów elektrycznych i elektronicznych, które pokazuje raport przygotowany przez Instytut Badań Nad Gospodarką Rynkową. Uczestnicy debaty poświęconej analizie wyników raportu wskazują, że konieczne są zmiany prawa i szybie wzmocnienie inspekcji ochrony środowiska.

Podczas badania funkcjonowania systemu gospodarki odpadami elektrycznymi i elektronicznymi moje zdumienie wywołał fakt, że mechanizmy konkurencji mogą mieć negatywne skutki zamiast pozytywnych. Zwykle w gospodarce jest tak, że konkurencja jest czymś pożądanym, czymś, co prowadzi do poprawy jakości produktu i obniżania ceny. W przypadku rynku odpadów z urządzeń elektrycznych i elektronicznych mamy sytuację odwrotną. Nie do końca uczciwa konkurencja powoduje, że część producentów urządzeń elektrycznych i elektronicznych, którzy działają rzetelnie, zgodnie z wymogami ustawy, tracą rynek na rzecz tych podmiotów, które zasad uczciwej konkurencji nie przestrzegają. Przyczyną jest to, że rynek ten nie ma klienta, który sprawiłby, że konkurencja działałaby dla dobra ogółu. System, który zakorzenił się w Polsce nie działa z ten sposób. Zużyty sprzęt nie jest przetwarzany i poddawany recyklingowi w taki sposób, w jaki Polska się zobowiązała w ramach swojej obecności w Unii Europejskiej.

Mamy kilka rodzajów przedsiębiorstw zaangażowanych w ten system. Mamy wprowadzających nowy sprzęt na rynek i to oni są zobowiązani do opłacenia odzysku zużytego sprzętu, który jest zastępowany przez ten nowy. Są też organizacje odzysku, które pomagają cały ten system zorganizować i biorą za to pieniądze od wprowadzających. Mamy zbierających, transportujących, zakłady przetwarzania i recyklerów. Są też kłopotliwe frakcje, które trzeba zniszczyć, jak na przykład freon z lodówek.

Na tym rynku pojawiają się jednak patologie, jak np. fałszowanie dokumentacji, co odbywa się na różnych poziomach tego systemu. Jest to poświadczanie faktów, które nie miały miejsca, czy zawyżanie masy sprzętu, który został przetworzony. Poświadcza się przetworzenie sprzętu innego niż ten, który w rzeczywistości został przetworzony. Wynika to z tego, że są urządzenia, których przetworzenie jest bardziej kosztowne i są takie, z którymi postępowanie takie jest znacznie tańsze. Firmy wolą więc zajmować się sprzętem mniej kosztownym, skoro rozliczane są z kilogramów, a nie konkretnych przetworzonych urządzeń. Jest to ewidentna niedoskonałość prawa. W konsekwencji zamiast przetwarzać lodówki, które są bardziej kosztowne opłaca się przetwarzanie pralek, gdyż są mniej kłopotliwe. Przedsiębiorca wykonuje w ten sposób nałożony na niego obowiązek - opłacił utylizację zużytego sprzętu. Efektem jest to, że sprzęt, który mógłby być utylizowany, nie jest. Trafia więc do środowiska lub przetwarzany jest w sposób szkodliwy i niefachowy, gdyż maszyny do utylizacji takich sprzętów są bardzo drogie.

Czymś zupełnie jawnym, wskazującym na nieprawidłowości jest to, że są oferowane usługi po znacznie niższych cenach niż przez przedsiębiorstwa, które wykonują usługę zgodnie z wymogami prawa i zastosowaniem sprzętu, który jest do tego wymagany. W konsekwencji producenci idą tam, gdzie jest taniej. Traci na tym Skarb Państwa. Okazuje się, że średni koszt przetwarzania jednego kilograma wynosi 80 groszy, a na rynku można znaleźć oferty przetwarzania nawet za kilkanaście groszy. Efektem tego jest to, że VAT, który jest płacony od tego rodzaju usług nie trafia w należytej wysokości do budżetu państwa. Jest zawłaszczany przez tych, którzy oferują tak niskie ceny. Takie podejście do sprawy jest przyznaniem się do produkowania tzw. "kwitów", a nie przetwarzania urządzeń elektrycznych i elektronicznych.

Z tego co nam wiadomo, kontrola ta jest obecnie niedostateczna. Mówiono nam, że średnio w Polsce przypada dwóch inspektorów na województwo. Poza tym mają oni także inne zadania do wykonania, a nie wyłącznie pilnowanie przetwarzania sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Dowiedzieliśmy się także, że te kontrole mają charakter formalny i że kontrolerzy z różnych powodów nie mają odwagi sprawdzenia parametrów, które przedsiębiorstwa deklarują w dokumentach. Kontrole mają zatem charakter powierzchowny. Są one kierowane jedynie na pewien element z całego procesu utylizacji zużytego sprzętu.

Bolączką całego systemu kontroli jest to, że o takich działaniach uprzedza się przedsiębiorcę. W ten sposób ci, którzy nie mają czystego sumienia, są w stanie ustawić pewne rzeczy tak, aby były one zgodne z oczekiwaniami inspektorów.

Polska jest zobowiązana do zbierania średnio w ciągu roku 4 kg na jednego mieszkańca. Statystyki mówią o zbieraniu 1,5 kg na mieszkańca. Jednak w rzeczywistości może być mniej - nawet niecały kilogram. Tymczasem w innych krajach o większej świadomości ekologicznej, jak na przykład w Szwecji, zbiera się nawet 16 kg, czego my nigdy nie osiągniemy.

Powinno rozdzielić się funkcje zakładu przetwarzania i recyklera. Nie można tego łączyć, gdyż jeden zakład łączący te dwie funkcje może nie do końca ten sprzęt przetwarzać.

Bardzo potrzebny jest informatyczny system, w którym będą rejestrowane przepływy tego sprzętu w kolejnych etapach procesu przetwarzania odpadów. Ponadto producent konkretnego sprzętu powinien być odpowiedzialny za utylizację tego samego sprzętu, a nie innego podobnego.

Kontrola powinna być bardziej dociekliwa. Trzeba kontrolować krzyżowo, żeby nie było sytuacji, że np. deklarowana wielkość przetworzonego sprzętu przewyższa np. ilość takich urządzeń produkowanych w kraju. Należy zwiększyć kontrolę także tych substancji niebezpiecznych, których utylizacja najwięcej kosztuje. Bez tego najbardziej ucierpi środowisko.

Minister środowiska podjął już decyzję o nowelizacji ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. W dużej mierze ma ona uwzględnić aspekty podnoszone w raporcie. Na pewno czeka nas zmiana przepisów z uwagi na trwające prace nad nowelizacją unijnej dyrektywy w tej sprawie. Dlatego prawdopodobnie w przyszłym roku zmiany do przepisów zostaną wprowadzone we wszystkich państwach UE.

Część z postulatów, które znalazły się w raporcie, są już dyskutowane na poziomie zmiany dyrektywy. Więc i tak będziemy zobowiązani zmienić prawo chociażby w zakresie grup sprzętów. Te zmiany będą dominujące i dyskusja nie ominie także nie tyle co zbierania przez państwa Unii Europejskiej średnio 4 kg na mieszkańca, co ustanowienia nowych poziomów zbierania uzależnionych od ilości wprowadzonego nowego sprzętu na rynek.

Minister deklarował już także walkę z szarą strefą. Trudno mi jednak mówić w tej chwili o szczegółach, gdyż nie powinno się o tym mówić w sytuacji, gdy podejmuje się określone działania zmierzające do wyeliminowania nieprawidłowości związanych z łamaniem prawa. Takie kroki w resorcie już są podejmowane i ministerstwo jest przekonane, że te działania będą skuteczne.

Została przeprowadzona także analiza realizacji zapisów ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym, po której podjęte zostały decyzje o podjęciu określonych działań i zmianie przepisów prawnych.

We wstępie chciałbym podkreślić, że zaprezentowany raport jest dobrym przykładem, w jaki sposób komisje sejmowe i senackie powinny otrzymywać dokument, który dokładnie i szeroko przedstawia oraz analizuje elementy spraw, nad którymi pracują posłowie lub senatorowie. Jest to rodzaj bardzo dobrej ekspertyzy, jaką zawsze powinniśmy otrzymywać w związku z pracami nad zmianą przepisów prawa.

Z reguły nasza praca polega na tym, że otrzymujemy informację rządu o tym jaki jest stan w danej dziedzinie oraz plany na przyszłość. Dostajemy też zamawiane ekspertyzy na dany temat z Kancelarii Sejmu bądź od ekspertów zewnętrznych. Bardzo rzadko pojawia się jednak materiał, który tak szeroko przedstawia problem, jak w przypadku omawianego raportu na temat systemu odpadów elektrycznych i elektronicznych.

W niedalekiej przyszłości w trakcie prac parlamentarnych będziemy chcieli w szerszym stopniu wykorzystywać opinie przedsiębiorców, co w efekcie może przyczynić się do powstania projektu zmiany prawa. Ma to służyć także lepszemu poznawaniu złożonego prawa, a tak jest właśnie z ustawą o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. Zostanie wprowadzona zasada, by w takich pracach wykorzystywać internet do przeprowadzania bardzo szerokich konsultacji nie tyko z niektórymi instytucjami, ale i przedsiębiorcami. Odejdziemy zatem od zasady, że rząd przedstawia w każdej sytuacji informację, do której się odnosimy, porównując z raportami na przykład Najwyższej Izby Kontroli.

Obecnie pracujemy już nad dwoma projektami. Zastanawiamy się m.in. nad tym, co zrobić z systemem ochrony przyrody. Wynika to z tego, że po wprowadzeniu systemu Natura 2000 proces inwestycyjny został mocno skomplikowany. Jednak od końca lat 90. bardzo wyraźnie widać, że coraz częściej rząd przejmuje inicjatywy legislacyjne. To zrozumiałe, rząd ma tysiące pracowników. Żadna komisja sejmowa nie ma takiego zaplecza. Dlatego na ile względy formalne i merytoryczne pozwolą nam zająć się problemem omawianym w raporcie, to będziemy chcieli się tym zająć. Posłowie mogą wnieść własny projekt. Dlatego z uwagą będziemy śledzić zmiany dyrektywy unijnej w tej sprawie. Wnioski na temat zmian unijnych przepisów w maju będzie rozpatrywała Europejska Komisja Środowiska. W czerwcu Parlament Europejski zajmie się zatem projektem dyrektywy. Następnie Rada UE podejmie decyzję o przystąpieniu do zmiany. Oznacza to, że nowelizacja dyrektywy w sprawie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego może wejść jeszcze w tym roku. Zatem do 2012 roku Polska będzie musiała dostosować swoje przepisy do wymagań dyrektywy. Dlatego jeszcze w tej kadencji zaczną się zatem prace nad nowelizacją ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. Z mojej wiedzy wynika, że propozycje nowelizacji unijnej dyrektywy idą w dobrym kierunku.

Prawdopodobnie powołamy podkomisję, która będzie pracowała nad projektem ustawy choćby w tym zakresie, który jest najbardziej dotkliwy. Chodzi tu głównie o ograniczanie szarej strefy w gospodarce odpadami elektrycznymi i elektronicznymi i wywieranie wpływu na to, żeby działała na tym rynku konkurencja.

Owszem. Takie sytuacje są od samego początku prac nad ustawą. Później wiele aspektów było rozpatrywanych na etapie prac nad jej nowelizacją. Już wtedy pojawiały się wątpliwości czy inspekcja ochrony środowiska poradzi sobie z kontrola tego rynku pod względem organizacyjnym i finansowym, gdyż od wielu lat w budżecie państwa większość parlamentarna nie przeznacza wystarczających środków na te cele. W związku z tym trudno wyobrazić sobie, by inspekcja ochrony środowiska w porównaniu z innymi służbami, bez wysokiego uposażania, właściwie realizowała nowo nałożone obowiązki. Taka sytuacja powoduje automatyczne obniżenie jakości wykonywania zadań.

Istotnym problemem w przypadku kontroli jest fakt, że poprzez zmianę przepisów różnym inspekcjom został wyrwany oręż dotyczący kontroli. Jeżeli obecnie inspekcja ma obowiązek informowania przedsiębiorców z wyprzedzeniem, że zostanie przeprowadzona kontrola, to nic dziwnego, że w przypadku fałszowania dokumentów firma łatwo może się do takiej kontroli przygotować. Zyskuje kilka dni by przygotować na przykład plac do takiej wizyty.

Na ten problem opinia publiczna zbyt mało zwraca uwagę. Odpowiedni nacisk może spowodować pewne otrzeźwienie.

Interesujący jest także raport Najwyższej Izby Kontroli z zeszłego roku, znany posłom komisji, który w wielu miejscach potwierdza konkluzje zawarte w obecnie omawianym raporcie. Najwyższa Izba Kontroli wskazuje, że głównym odpowiedzialnym za całokształt funkcjonowania systemu jest minister środowiska. Dlatego receptą jest uważne działanie przez parlament nie tylko w zakresie kontroli rządu, ale wspieranie w tych obszarach, w których rząd może mieć problem choćby w zakresie dofinansowania odpowiednich instytucji.

Rangę ochrony środowiska należy mocno podnosić ze względu na bardzo szybko zmieniającą się rzeczywistość w Polsce. Ponadto z uwagi na ogromną ilość sprzętu, który trafia do Polski trzeba pilnować, abyśmy nie stali się śmietnikiem Europy.

Mówimy o ministrze środowiska czy inspekcji ochrony środowiska jako instytucjach odpowiedzialnych za gospodarkę odpadami elektrycznymi i elektronicznymi. Pamiętajmy jednak, że zakład przetwarzania, który jeśli nawet nie do końca zgodnie z literą prawa funkcjonuje, to ma decyzję administracyjną. Tymczasem organ, który mu ją wydał może dopytać się i poprosić o dodatkowe dokumenty. Dlatego należy kierować się do organów ochrony środowiska właściwych do wydania decyzji. Chodzi o to, by te decyzje były wydawane z pełną świadomością i poprzedzone analizą.

W przypadku działalności zakładów przetwarzania pozyskiwanie choćby części do ponownego użycia jest odzyskiem. Tymczasem we wniosku o odzysk należy wyszczególnić przewidziane rodzaje odpadów. W przypadku, gdy określenie ich rodzaju jest niewystarczające do ustalenia zagrożeń, jakie te odpady mogą powodować dla środowiska, właściwy organ może wezwać wnioskodawcę do podania podstawowego składu i właściwości odpadów czy określenia ich ilości. Na to także powinien być kładziony nacisk. Dlatego oprócz organów rządowych jest także administracja samorządowa, która również rzetelnie powinna podchodzić do wydawanych decyzji. Być może zniwelowałoby to możliwość nieprawidłowego funkcjonowania takiego podmiotu, który obecnie podczas kontroli broni się wydaną przez inny organ decyzją czy pozwoleniem.

To wymaga jednak zmiany przepisów. Sposób przekazywania danych czy ich gromadzenia, czyli tworzenia na przykład baz danych, wymaga rozwiązań legislacyjnych. Przykładowo w nowych założeniach legislacyjnych do ustawy o odpadach opakowaniowych proponuje się stworzenia podobnej bazy danych. Ma być ona uwzględniona w ramach takiego systemu. Trwa dyskusja czy to może być na poziomie jednej kompleksowej bazy czy wymaga to także dodatkowych rozwiązań. W dodatku wiąże się to z pozyskaniem środków publicznych. Nie ma bowiem możliwości stworzenia takiego systemu informatycznego bez ponoszenia kosztów czy zmian organizacyjnych. Do tego musi być upoważnienie w przepisach. Wiąże się to także ze stworzeniem zobowiązań dla pomiotów, które będą w tym systemie funkcjonowały. To wszystko sprawia, że taki system informatyczny wymaga wprowadzenia odpowiednich rozwiązań prawnych.

Podjęliśmy już nad tym prace i teraz zastanawiamy się jak to rozwiązać, by zadowolić wszystkie podmioty.

W moim przekonaniu bardzo ważny jest jednak obszar edukacji i informacji, na który także wskazuje raport. Rzeczywiście jest tak, że konsument nie ma wiedzy co zrobić ze zużytymi urządzeniami - to wynika także z raportów Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Bywa, że konsumenci nie mają gdzie przekazać starych sprzętów.

W moim przekonaniu w pierwszej kolejności należałoby opracować system informowania społeczeństwa i cały program edukacyjny. Konieczne jest przeznaczenia na te cele dużo większej sumy pieniędzy niż jest to obecnie określone w ustawie. Ponadto powinny się tym zająć także samorządy. Być może wówczas za kilka lat o problemie będziemy rozmawiali w kategoriach zbliżania się do średniej normy europejskiej. Ważne by ludzie wiedzieli, gdzie i jak mogą przekazywać zużyty sprzęt.

Zaskakująca jest jednak informacja Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, z której wynika, że na prawie 2,5 tys. gmin w Polsce tylko 300 interesuje się zagadnieniem zbierania odpadów RTV i AGD. Biorąc pod uwagę zapowiedzi, że samorządy mają przejąć władztwo nad wszystkimi odpadami, to temat starych sprzętów elektrycznych i elektronicznych w dużym stopniu ich dotyczy.

Działania edukacyjne są absolutnie niezbędne. Trzeba kłaść na to duży nacisk. Kampanie telewizyjne, które w dowcipny sposób informowałyby o tym systemie, z punktu widzenia pożytku publicznego robiłyby wiele dobrego.

To, jak ważna jest edukacja ekologiczna, pokazuje kilka prostych eksperymentów, które przeprowadziłem w trakcie pracy nad raportem. Zaniosłem na przykład do sklepu 10 żarówek i zapytałem, czy mogę się ich pozbyć. Nie było żadnego problemu. Jednak o tym, że w ten sposób można pozbywać się tego rodzaju odpadów dowiedziałem się jednak dopiero pracując nad raportem.

Światowi producenci tego sprzętu powinni bardziej dbać o przebieg całego procesu. Gdyby w innym państwie poinformowano publicznie, że duża firma nie przywiązuje wagi do zbierania i przetwarzania zużytych urządzeń, to straty marketingowe spowodowane taką informacją byłyby bardzo duże. Dlatego nacisk na producentów także jest bardzo ważny.

@RY1@i02/2010/061/i02.2010.061.050.0002.001.jpg@RY2@

Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową

@RY1@i02/2010/061/i02.2010.061.050.0002.002.jpg@RY2@

Małgorzata Szymborska, zastępca dyrektora Departamentu Gospodarki Odpadami w Ministerstwie Środowiska

@RY1@i02/2010/061/i02.2010.061.050.0002.003.jpg@RY2@

Marek Kuchciński, przewodniczący sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa

Debatę prowadził Łukasz Kuligowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.