W Polsce kryzys powinien ominąć inwestycje proekologiczne
2012 rok będzie przełomowy dla polskiej ekologii. Rozpocznie bowiem w naszym kraju erę bezprecedensowego boomu inwestycyjnego w tej dziedzinie
W przyszłym roku i w kolejnych latach w przedsięwzięcia proekologiczne będzie się inwestować w naszym kraju więcej niż dotychczas. Będą to dziesiątki miliardów złotych rocznie. Czekającego nas boomu inwestycyjnego w tej dziedzinie nie powinna zatrzymać nawet druga fala kryzysu. Do inwestycji skłonią nas rosnące ceny energii i paliw, a większość z nich po prostu będziemy musieli zrealizować - ze względu na unijne wymogi.
W przyszłym roku zacznie obowiązywać w Polsce nowy model gospodarki odpadami, którego najważniejszą częścią będzie tzw. podatek śmieciowy. Będą go od wszystkich pobierać gminy, które dzięki temu rozwiązaniu będą mogły pozwolić sobie na wielkie inwestycje w budowę sortowni śmieci, instalacji do recyklingu oraz spalarni odpadów. Dzięki podatkowi śmieciowemu nie będą mieć problemów z uzyskaniem kredytów na te przedsięwzięcia. Trzeba dodać, że do przeprowadzenia tych inwestycji zmusi je unijne prawo, które wymaga od Polski, byśmy do połowy 2013 r. zredukowali aż o połowę ilość śmieci składowanych na wysypiskach (chodzi o te odpady, które da się ponownie wykorzystać, przetworzyć na surowce wtórne, kompost czy biogaz). To wymaga budowy setek sortowni śmieci, instalacji do recyklingu i spalarni odpadów. Nasze samorządy doskonale zdają sobie z tego sprawę i wiele z nich już przygotowuje się do tych inwestycji, a niektóre nawet już je rozpoczęły.
To będą duże budowy. Dość powiedzieć, że koszt jednej większej spalarni odpadów to kilkaset milionów złotych, a czasem nawet więcej (w Poznaniu budowa spalarni ma kosztować 700 mln zł, w Łodzi prawie 900 mln zł, a w aglomeracji śląskiej aż 1,5 mld zł). A takich obiektów powstanie w Polsce w najbliższych dwóch, trzech latach co najmniej osiem (ich łączny koszt szacuje się na 4,8 mld zł). Co najmniej, bo tyle polskich projektów budowy spalarni dostało ogromne, sięgające 400 mln zł, dotacje unijne. Te projekty muszą zostać ukończone w 2015 roku, bo inaczej trzeba będzie zwracać unijne dofinansowanie, do czego samorządy nie mogą dopuścić. To dlatego albo już ogłosiły przetargi na wykonawcę spalarni, albo intensywnie się do tego przygotowują.
W latach 2007 - 2013 Polska ma do swej dyspozycji kilka miliardów euro funduszy unijnych na inwestycje w ochronę środowiska (4,8 mld euro w Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko, a kolejne setki milionów w regionalnych programach operacyjnych). Większość tych inwestycji dopiero co ruszyła i będzie kontynuowana w najbliższych latach, a niektóre jeszcze czekają na rozpoczęcie (to np. wymienione już wyżej spalarnie odpadów w ośmiu polskich miastach). Dobrze oddaje to ostatnie sprawozdanie z realizacji Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko (za pierwsze półrocze 2011 r.), według którego w przypadku inwestycji w budowę kanalizacji oraz oczyszczalni ścieków realizujące je instytucje wystąpiły dotychczas o zwrot poniesionych nakładów w wysokości odpowiadającej 16 proc. puli przeznaczonej w tym programie na ten cel (w odniesieniu do inwestycji w gospodarkę odpadami i ochronę powierzchni ziemi było to jedynie 5 proc., a w przypadku zarządzania zasobami i przeciwdziałania zagrożeniom ochrony środowiska zaledwie 2 proc.).
Prócz funduszy unijnych Polska dysponuje także pokaźnymi środkami krajowymi na proekologiczne inwestycje (pochodzą one z kar za zanieczyszczanie środowiska i z opłat za jego korzystanie, które uiszczają np. właściciele wysypisk śmieci). Te środki są dzielone przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) oraz wojewódzkie fundusze ochrony środowiska. Trafiają one nie tylko do firm i instytucji, ale także bezpośrednio do obywateli. Przykład: latem NFOŚiGW zaczął przydzielać dotacje na budowę przydomowych oczyszczalni ścieków, przeznaczając na ten cel aż 300 mln zł do 2015 roku.
Ministerstwo Gospodarki ma już gotowy projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii, który ma być przyjęty przez Sejm w najbliższych tygodniach. Celem tej ustawy jest znaczące przyspieszenie i zwiększenie inwestycji w energetykę odnawialną. Projekt nowych przepisów wziął się głównie stąd, że dotychczasowe finansowe mechanizmy państwowego wsparcia elektrowni bazujących na źródłach odnawialnych nie przyniosły dobrych rezultatów. Korzystały z nich przede wszystkim duże, stare elektrownie wodne (których koszt budowy zwrócił się wiele lat temu) oraz istniejące od dawna elektrownie węglowe stosujące tzw. współspalanie (chodzi o spalanie razem z węglem biomasy - w tym przypadku przede wszystkim odpadów drzewnych - uznawanej za odnawialne źródło energii). Tymczasem owe mechanizmy miały wspomagać głównie nowe inwestycje: budowę elektrowni wiatrowych, wodnych i na biomasę, biogazowni itd.
Nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii ma naprawić sytuację. Projekt zakłada bowiem, że z państwowych mechanizmów wsparcia (głównie w postaci tzw. zielonych certyfikatów) nie będą mogły już korzystać stare elektrownie, których koszt budowy już się zwrócił. Po drugie zaś na szczególne preferencje będą mogły liczyć tzw. mikroinstalacje (małe, pojedyncze wiatraki, niewielkie turbiny wodne, minielektrownie słoneczne, biogazownie rolnicze), których dziś powstaje w Polsce niewiele, choć w krajach zachodnioeuropejskich są powszechne.
W przyszłym roku mają być w Polsce wprowadzone tzw. białe certyfikaty (na mocy uchwalonej w tym roku ustawy o efektywności energetycznej, do której brakuje jeszcze tylko rozporządzeń wykonawczych). Owe certyfikaty będą zachęcać do inwestycji w oszczędzanie energii.
Ustawa o efektywności energetycznej nakłada obowiązek zmniejszania zużycia energii o określoną ilość (o 9 proc. do 2016 r.), który będzie egzekwowany od firm energetycznych i domów maklerskich handlujących energią na giełdzie towarowej. Te firmy i domy maklerskie będą musiały wykazać, że one oraz ich klienci zmniejszyli w danym roku zużycie energii o określoną w przepisach ilość (firmy energetyczne mają to osiągać, modernizując linie do przesyłu prądu, elektrownie i zmniejszając w ten sposób straty energii na przesyle oraz podczas jej produkcji). Jeśli oszczędność będzie za mała, będą musiały zapłacić kary finansowe. Wpływy z tych kar zasilą Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który ma je przeznaczać m.in. na dotacje i pożyczki na inwestycje w odnawialne źródła energii oraz w efektywność energetyczną (np. na zwiększenie wydajności przy produkcji energii poprzez kogenerację).
Niezależnie od tego firmy, które zużywają co najmniej 400 GWh rocznie (a udział energii w ich kosztach przekracza 15 proc.), będą mogły otrzymywać tzw. białe certyfikaty za zmniejszenie zużycia energii o określoną wartość. Będzie im się to opłacać, bo białe certyfikaty będą od nich skupować - za pokaźne pieniądze - firmy energetyczne oraz domy maklerskie handlujące energią (by okazywać je Urzędowi Regulacji Energetyki i udowadniać w ten sposób, że spełniły one ustawowy obowiązek zmniejszenia zużycia energii przez ich klientów). Do zmniejszania zużycia energii będą też zobowiązane instytucje publiczne, które mają się stać wzorem dla innych w tej dziedzinie i propagować oszczędzanie energii.
Rok 2012 będzie ostatnim rokiem obowiązywania w UE istniejącego systemu przyznawania uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Według niego najwięksi emitenci CO2 (wśród nich są elektrownie węglowe, huty, rafinerie, cementownie, fabryki płytek ceramicznych i zakłady papiernicze) dostają określoną pulę tych uprawnień za darmo, a płacą za emisję gazów cieplarnianych tylko wtedy, gdy przekroczą przyznany limit. Nowy system, który zostanie wprowadzony w 2013 roku, będzie stopniowo likwidował te darmowe pule uprawnień do emisji CO2. Tak, by od 2020 r. najwięksi emitenci dwutlenku węgla musieli płacić za każdą tonę tego gazu wypuszczoną do atmosfery. Koszty tych opłat będą tak duże, że firmom, które będą musiały je uiszczać, będzie się bardzo opłacać inwestować w technologie zmniejszające emisję CO2. Największe firmy energetyczne działające w Polsce już inwestują w to na dużą skalę, budując dziesiątki kotłów na biomasę (zaliczaną przez UE do tzw. zeroemisyjnych źródeł energii - chodzi o to, że rośliny, rosnąc, pochłaniają tyle samo CO2, ile emituje się podczas ich spalania), elektrowni wiatrowych, wodnych, biogazowni czy tzw. kotłów kogeneracyjnych.
Na całym świecie, także w Polsce, szybko rosną ceny energii i surowców energetycznych (w tym paliw). W krajach UE najszybciej, do czego walnie przyczynia się pakiet energetyczno-klimatyczny, zmuszający m.in. do wspierania rozwoju energetyki odnawialnej (koszty tego wspierania przerzuca się na konsumentów, doliczając je do cen energii). Ten trend raczej się nie zmieni, głównie ze względu na nieustannie rosnące zużycie energii na świecie, do czego przyczynia się najbardziej szybki wzrost gospodarczy krajów rozwijających się, takich, jak Chiny czy Indie.
Rosnące ceny energii i surowców energetycznych zachęcają zaś do inwestowania w technologie ograniczające ich zużycie, a więc także w odnawialne źródła energii. W żadnej innej branży na świecie nie inwestuje się dziś tyle w badania, innowacje, opracowywanie nowych technologii, ile właśnie w energetyce. Energetyka odnawialna w wielu krajach (nie tylko w zachodniej Europie, ale także w Chinach, Indiach czy Stanach Zjednoczonych) bardzo dynamicznie się rozwija, czego nie da się na razie powiedzieć o Polsce. W naszym kraju jednak prędzej czy później to się zmieni, bo do szybkiego rozwoju energetyki odnawialnej zmusi nas choćby obowiązek wypełnienia zapisów unijnego pakietu energetyczno-klimatycznego. Warto przypomnieć, że według niego do 2020 r. w krajach unijnych co najmniej 20 proc. produkcji energii elektrycznej ma pochodzić ze źródeł odnawialnych.
W Polsce wzrost cen energii, ale i rosnąca świadomość ekologiczna, skłania do inwestowania w energooszczędne technologie i instalacje do produkcji energii ze źródeł odnawialnych już nie tylko firmy, samorządy i inne instytucje, ale także gospodarstwa domowe. Widać to choćby po wielkim zainteresowaniu dotacjami na zakup i montaż kolektorów słonecznych, przyznawanych osobom fizycznym i wspólnotom mieszkaniowym przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska (dotychczas złożyło o nie wnioski prawie 15 tys. osób i wspólnot). Należy podkreślić, że tego typu dotacje bardzo przyczyniają się do rozwoju rynku proekologicznych urządzeń. Według Instytutu Energii Odnawialnej sprzedaż kolektorów słonecznych w Polsce ma w tym roku wzrosnąć aż o 20 proc., do czego przyczynił się przede wszystkim wymieniony wyżej program dotacyjny NFOŚiGW, który wprawdzie ruszył już w 2010 r., ale rozkręcił się na dobre dopiero w tym roku.
Warto więc wspomnieć, że Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska zamierza uruchomić kolejny duży program dotacyjny, związany z oszczędzaniem energii oraz odnawialnymi źródłami energii, a jednocześnie adresowany do gospodarstw domowych. Mają to być dotacje do budowy domów energooszczędnych. To fantastyczna wiadomość, biorąc pod uwagę, że najwięcej energii zużywamy właśnie na ogrzewanie budynków (a także ich klimatyzowanie) i podgrzewanie wody, co z kolei sprawia, że już dziś wielu Polaków decyduje się na budowanie domów energooszczędnych. Duży program dotacyjny w tej dziedzinie może doprowadzić do upowszechnienia takiego budownictwa w Polsce (jest ono już powszechne w wielu krajach zachodniej Europy), a także instalowania kolektorów słonecznych, pomp ciepła czy rekuperatorów, które są nieodłączną częścią energooszczędnego domu z prawdziwego zdarzenia.
W przypadku proekologicznych przedsięwzięć w Polsce bezprecedensowy boom inwestycyjny jest przesądzony. Pozostaje tylko pytanie, kiedy się zacznie. Wszystko wskazuje na to, że już w przyszłym roku.
Jacek Krzemiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu