UE uderza emisjami w chemię
WYŚRUBOWANE OCZEKIWANIA UNII EUROPEJSKIEJ w sprawie redukcji emisji CO2 to jedno z największych zagrożeń dla branży chemicznej. Konkurencyjność firm z UE drastycznie spadnie. Najbardziej zagrożone są Polska, Czechy i Rumunia
Dziś Polska wytwarza ponad 90 proc. energii z węgla. To sprawia, że nasza gospodarka uznawana jest za wysokoemisyjną, a takie muszą teraz w Unii Europejskiej płacić za zanieczyszczanie środowiska. Dlatego firmy emitujące duże ilości CO2 gorączkowo rozglądają się za krajami, gdzie mogłyby przenieść produkcję. Stawki za zanieczyszczanie środowiska już są horrendalne, a od 2013 r. będą jeszcze wyższe.
Ucieczką zainteresowane są firmy zajmujące się głównie produkcją materiałów budowlanych i konstrukcyjnych, wapna oraz cementu. Udział energii w kosztach produkcji sięga u nich 22 - 25 proc. Nic dziwnego, że działalność w Polsce ograniczył już Impexmetal, a Huta Szopienice przeniosła się do Brazylii. O wyprowadzce poza granice Unii myśli więcej firm, m.in. KGHM, a ponieważ problem mocno dotyka również przemysłu chemicznego, takiego scenariusza nie wykluczają również Zakłady Azotowe Puławy (ZAP) oraz Azoty Tarnów (AT).
Szansę w złagodzeniu negatywnych konsekwencji wprowadzenia unijnych regulacji dotyczących ograniczenia emisji CO2 eksperci upatrują w objęciu przez Polskę prezydencji w Radzie UE. Polska przewodnictwo w UE obejmie z początkiem lipca i będzie je miała przez pół roku.
Jerzy Majchrzak, dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (PIPCh), podkreśla, że może to być ostatnia szansa, żeby wywalczyć korzystniejsze dla branży chemicznej prawo dotyczące limitów.
- Istotnym zadaniem naszej prezydencji powinno być przekonanie Unii, że ta, nakładając na terenie Wspólnoty ograniczenia, może spowodować, iż niektóre branże, jak np. chemia, będą miały problem - tłumaczy Jarzy Majchrzak.
Podobnie uważa Herbert Gabryś, przewodniczący komitetu ds. pakietu klimatyczno-energetycznego Krajowej Izby Gospodarczej.
- Polska prezydencja to doskonała okazja. Musimy zacząć działać - podkreśla Herbert Gabryś.
Co zrobi polski rząd? Miesiąc temu premier Donald Tusk zapowiedział, że Polska będzie stanowczo podkreślała, jak przesadnie wyśrubowane są unijne oczekiwania w sprawie redukcji emisji. Elementem polskiego stanowiska w tej sprawie był też projekt rezolucji zgłoszony przez europosłów PO Bogusława Sonika i Jolantę Hibner. Celem rezolucji było zablokowanie nowych unijnych przepisów dotyczących przydziału darmowych pozwoleń na emisję CO2 przez zakłady przemysłowe na lata 2013 - 2020. Przy ich obliczaniu KE w grudniu oparła się na wskaźnikach emisyjności gazu naturalnego, nie uwzględniając węgla, który w Polsce jest podstawowym źródłem energii.
- Przepisy proponowane przez Komisję Europejską mogą doprowadzić do zamykania części zakładów przemysłu energochłonnego i przenoszenia ich poza granice UE. To nieodpowiedzialne stanowisko KE może oznaczać katastrofalne załamanie się niektórych gałęzi przemysłu w Polsce. Podobnie sytuacja wygląda w Czechach czy w Rumunii - argumentował europoseł Bogusław Sonik.
Projekt rezolucji nie znalazł jednak poparcia w Parlamencie Europejskim i w połowie marca został odrzucony przez deputowanych z komisji środowiska PE. Polscy eksperci są przekonani, że propozycja KE powinna uwzględniać zróżnicowanie poziomów emisji według stosowanego paliwa: gaz - ropa - węgiel, a nie promować wyłącznie gaz.
W 2008 r. kraje UE podjęły zobowiązanie w ramach pakietu klimatyczno-energetycznego, w którym zgodziły się o 20 proc. ograniczyć emisję CO2, o 20 proc. zwiększyć wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych i o tyle samo zwiększyć efektywność energetyczną do 2020 r. Miesiąc temu KE przyjęła ścieżkę obniżania unijnych emisji CO2 o 80 proc. w 2050 r. Potwierdziła cel redukcji emisji do 2020 r. o 20 proc., nie wykluczając, że może to być 25 proc., jeśli kraje poprawią wydajność energetyczną i zwiększą udział energii odnawialnej.
Ponadto w przyjętej ścieżce obniżania emisji gazów cieplarnianych w UE zrezygnowano z dokładnych wyliczeń ilości nadmiarowych pozwoleń na emisję CO2, które mają być wycofane z aukcji na lata 2013 - 2020. Ma to pobudzić inwestycje w niskoemisyjne technologie. Dokument mówi jedynie o umorzeniu odpowiedniej liczby pozwoleń, żeby nie zniwelować efektów zwiększonej wydajności energetycznej.
Mapa określa tzw. kroki milowe na drodze ograniczenia emisji o 80 proc. w 2050 r. KE wskazuje, że unijna gospodarka może efektywnie pod względem kosztów zredukować emisję o 40 proc. już w 2030 roku i o 60 proc. w 2040 r. 80 proc. redukcji unijnych emisji gazów cieplarnianych do 2050 r. oznacza 83 - 87 proc. redukcji emisji przemysłowych, 54 - 67 proc. w transporcie, 88 - 91 proc. w budownictwie mieszkaniowym i usługach, 42 - 49 proc. w rolnictwie oraz 70 - 78 proc. w innych sektorach emitujących inne gazy cieplarniane niż CO2.
Szacuje się, że realizacja ścieżki obniżania emisji będzie wymagać w skali całej UE inwestycji w nowe technologie rzędu 270 mld euro rocznie. Jednak może przynieść też oszczędności rzędu 175 - 320 mld euro rocznie, głównie dzięki ograniczeniu importu surowców energetycznych przez UE. Ponadto zwiększenie efektywności energetycznej i czysta energia mogą wygenerować 1,5 mld nowych miejsc pracy.
- Słuszne skądinąd hasła ochrony środowiska naturalnego stanowią zasłonę, za którą kryją się decyzje w gruncie rzeczy sprzeczne z zasadami wolnego rynku. Spowodują one znaczące osłabienie europejskiej chemii. Kilka tygodni temu największy emitent gazów cieplarnianych Chiny ustami negocjatora ONZ Su Wai powiedziały, że jako kraj rozwijający się nie mają powodów do ograniczania emisji CO2. Znamienne jest, że jednocześnie Chiny pomagają finansowo podźwignąć się z kryzysu bankrutującym państwom UE. Co jednak najważniejsze, główny cel tych zmian, czyli globalne zmniejszenie emisji, nie zostanie osiągnięty, gdyż nastąpi proces alokacji produkcji. Wprost przeciwnie. Konkurenci spoza Unii nie muszą przestrzegać tych zasad i dysponują tanimi źródłami energii. Bez żadnych skrupułów wejdą na nasz rynek, a europejskie firmy obciążone dodatkowymi kosztami emisji nie będą miały szansy skutecznie konkurować. W konsekwencji wzrosną ceny wielu produktów - mówi Paweł Jarczewski, prezes zarządu Zakładów Azotowych Puławy.
@RY1@i02/2011/082/i02.2011.082.167.003a.001.jpg@RY2@
Udział energii w kosztach produkcji w sektorach
Michał Duszczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu