Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Ekonomia i ekologia nie muszą się nawzajem wykluczać

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 17 minut

Z jednej strony są obawy, że ekologiczne wymogi Unii Europejskiej narażą nas na olbrzymie straty, z drugiej - nieprzejednana postawa części ekologów. Pośrodku są koncepcje zielonego i zrównoważonego rozwoju

Kiedy Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) opublikowała raporty z badań dotyczących rozwoju lokalnego w kontekście zmian klimatycznych, wyniki okazały się co najmniej interesujące. Jeden z raportów dotyczy dwóch regionów Polski - województw podlaskiego i pomorskiego. Zostały one - w towarzystwie Londynu, Sydney i hiszpańskiej Estremadury - przebadane przez specjalistów OECD, którzy nie ograniczyli się do diagnozy, ale też przedstawili dla każdego z nich konkretne propozycje działania. Wszystko w publikacji "Zatrudnienie i rozwój lokalny w Polsce w kontekście zmian klimatycznych".

Rozwój zielony...

Autorów raportu najbardziej zaskoczyło niezrozumienie przez pytanych Polaków, że zielone nie wyklucza opłacalnego.

Relacja ekologia - ekonomia jest u nas wciąż postrzegana jako źródło konfliktów (do czego zapewne przyzwyczaiły Polaków m.in. napięcia wokół rozbudowy sieci dróg, w tym słynna na całą Europę awantura o obwodnicę Augustowa, która podzieliła nie tylko bezpośrednio zainteresowanych). A ekologię uważa się za hamulec rozwoju.

To przekonanie jest całkowicie sprzeczne z wizją zielonego rozwoju (green growth), którą ministrowie OECD (także przedstawiciele władz Polski) przyjęli w 2009 roku. Hasło "I ekonomia, i ekologia" miało zmienić dotychczasowe podejście, a koncepcja zielonego rozwoju miała połączyć ekonomię z ekologią.

Istotą green growth nie jest po prostu ochrona przyrody, którą poszczególne kraje europejskie na różną skalę uprawiają na własną rękę, a członkowie Unii Europejskiej muszą uprawiać, by otrzymywać dotacje np. na rozwój infrastruktury. W tej koncepcji chodzi o rozwój gospodarczy połączony z dbaniem o równość społeczną, oszczędne korzystanie z zasobów naturalnych i ograniczenie negatywnych efektów dla środowiska. W praktyce np. o produkcję energii w biogazowniach wykorzystujących odpadki z gospodarstw rolnych, tworzenie miejsc pracy w energetyce odnawialnej czy turystyce. O technologie energooszczędne (które zmniejszają emisję gazów cieplarnianych, a przy tym opłacają się konsumentom, zmniejszając ich rachunki). To również cała gałąź przemysłu, która może dostarczyć miejsc pracy i wpłynąć na rozwój całej gospodarki. Budowa biogazowi to miejsca pracy dla ludności wiejskiej i sposób na dodatkowy dochód dla gospodarstw, które do tej pory nie miały co zrobić z odpadami.

W tym kontekście autorzy raportu zwracają uwagę na niezrozumienie istoty sprawy przez przedstawicieli instytucji publicznych, którzy, pytani przez nich o związek ekonomii z ekologią odpowiadali często, że wdrażanie zielonych strategii jest zbyt kosztowne, a poświęcane na nie pieniądze w pierwszej kolejności powinny trafiać na potrzeby tworzenia miejsc pracy i zapewnienia obywatelom środków utrzymania.

Raport OECD pokazuje sektory, które już niedługo - przy prowadzeniu polityki zielonego rozwoju - powinny dać wzrost zatrudnienia w omawianych polskich województwach. Pomorskie może postawić na energetykę odnawialną, budownictwo, ekologiczne rolnictwo i przetwórstwo spożywcze, leśnictwo, turystykę przyrodniczą i kulturową, usługi związane ze zmianą postaw społecznych (czyli szkolenia, kampanie społeczne, audyty ekologiczne). Województwo podlaskie powinno skorzystać na produkcji biomasy i biopaliw, turystyce oraz produkcji żywności ekologicznej wysokiej jakości.

Rozwiązania dla poszczególnych regionów są różne, bo OECD uznaje, że nie ma jednej recepty dla każdego, a w przygotowywaniu polityki zielonego rozwoju muszą być uwzględniane różnice między regionami - uwarunkowania geograficzne (co wydaje się oczywiste: trudno choćby promować w Polsce kolektory słoneczne jako główne źródło energii dla gospodarstw domowych, choć aktywiści ekologiczni nie zawsze biorą to pod uwagę), społeczne, a nawet kulturowe. Dlatego także strategia zielonego rozwoju musi się różnić.

...i zrównoważony

W tym zakresie OEDC jest poniekąd bardziej elastyczne niż Unia Europejska. Przyjęta w miejsce strategii lizbońskiej odnowiona Strategia Zrównoważonego Rozwoju Unii Europejskiej zaleca zintegrowanie polityki społecznej i gospodarczej z ochroną środowiska, choć lepsze byłoby może określenie "wymaga", od wprowadzenia zasad zrównoważonego rozwoju przy jakiejkolwiek inwestycji uzależnia bowiem swoją ewentualną pomoc finansową.

Według tych zasad rozwój gospodarczy nie może się odbywać kosztem przyrody. To nie oznacza, że nie można prowadzić żadnej inwestycji, która zagroziłaby dobrom przyrodniczym - co w polskich warunkach niemal całkowicie zamroziłoby jakikolwiek proces inwestycyjny, bo nasz kraj należy pod względem przyrody do najbogatszych w Europie. Jeśli nie da się uniknąć zniszczenia środowiska przez działania służące rozwojowi, należy odtworzyć zniszczone wartości przyrodnicze.

Na poziomie ogólnym Unia daje krajom członkowskim sporą swobodę, jednak niektóre jej konkretne postanowienia są kontrowersyjne. Dotyczy to zwłaszcza przyjętego programu przeciwdziałania zmianom klimatycznym, czyli niskoemisyjnej Unii Europejskiej.

Komisja Europejska przedstawiła mapę drogową ("A roadmap for moving to a competitive low carbon economy in 2050"), czyli wizję osiągnięcia przez Unię poziomu redukcji emisji gazów cieplarnianych do 2050 roku z celami pośrednimi: 25 proc. redukcji emisji gazów cieplarnianych w 2020 r., 40 proc. w 2030 r. i 60 proc. w 2040 r.

"Spełnienie wymogu 25-proc. redukcji emisji już w 2020 r. będzie możliwe, jeśli UE zrealizuje cel poprawy efektywności energetycznej o 20 proc. do 2020 r. Istotnym elementem komunikatu jest przyszły kształt sektora elektroenergetycznego, który powinien niemal całkowicie zredukować swoje emisje do roku 2050" - podało w swoim komunikacie Ministerstwo Środowiska.

Według mapy drogowej Unia powinna stawiać sobie za cel utrzymanie wysokiej ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla, która ma być głównym motorem działań redukcyjnych w UE. To oznacza według wielu nierówność poszczególnych państw UE i obciążenie gospodarek narodowych zbyt wielkimi kosztami (opinię Pawła Olechnowicza czytaj na str. E7). Potwierdzał to pośrednio raport Banku Światowego, według którego do 2030 roku Polska może ograniczyć wielkość emisji gazów cieplarnianych o 1/3, wykorzystując istniejące obecnie technologie.

Koszty dla gospodarki mają osiągnąć najwyższy poziom w 2020 roku. Według ekspertów Banku Światowego przed rokiem 2030 zmiana charakteru gospodarki ma się jednak przyczynić do przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Proces redukcji emisji ma pochłonąć średnio 1 proc. PKB do roku 2030, a średni koszt redukcji powinien wynieść 10 - 15 euro za 1 tonę niewyprodukowanych gazów cieplarnianych. Bank Światowy uznał, że mamy szansę dojść do poziomu o 1/3 mniejszych emisji do 2030 roku przy wykorzystaniu już istniejących technologii.

Bank Światowy przyznaje, że wynikający z wymaganej przez regulacje UE redukcji emisji koszt dla gospodarki będzie wyższy niż w innych krajach członkowskich UE. Odbije się na wartości produkcji przemysłu i poziomu zatrudnienia. Do jego wzrostu przyczynią się restrykcje w handlu uprawnieniami do emisji między poszczególnymi sektorami gospodarki. Problem, czy polska gospodarka jest w stanie udźwignąć koszty skumulowane przed rokiem 2030 i czy nie zahamują one jej wzrostu, a z drugiej strony czy koszty niewprowadzenia ograniczeń nie przerosną nakładów, pozostaje nierozstrzygnięty i trudno przekonać którąkolwiek ze stron.

Kwestia świadomości

Zalecenie ekspertów OECD wobec Polski w kontekście omawianego wcześniej raportu wydaje się jakimś rozwiązaniem, choć nie krótkoterminowym, którego teraz potrzeba. Mówią oni o konieczności przeprowadzenia konsultacji dotyczących strategii przejścia do zielonej gospodarki, upowszechnienie znajomości jej zasad i ekonomicznych korzyści. W kontekście emisji chodziłoby o to, by redukcja emisji CO2 nie była wymuszana restrykcjami wobec państw i firm, lecz by stała się uznaną przez społeczeństwo - a więc i biznes - potrzebą. Do tego potrzebna by była zmiana, która wymaga czasu - znacznie więcej niż dano go nam w mapie drogowej.

Już teraz można pracować nad kształceniem przyszłych specjalistów. Według raportu OECD polski system kształcenia nie odpowiada na potrzeby przedsiębiorstw. Na uczelniach istnieją dwa kierunki związane z ochroną środowiska - inżynieria ochrony środowiska i zarządzanie ochroną środowiska - brakuje jednak kształcenia w zakresie prowadzenia przedsiębiorstwa przyjaznego środowisku. Sugerują, aby programy studiów zawierały więcej elementów praktycznych, oraz aby do procesu ich opracowywania włączyć przedsiębiorców. Ważne jest również pobudzanie i wspieranie innowacyjności, ponieważ dużą rolę w przechodzeniu do zielonej gospodarki odgrywają innowacje technologiczne. A to przyczyniałoby się do rozwoju gospodarczego, czy nazwiemy go zielonym, czy też nie.

Według raportu OECD Polacy nie rozumieją zasady zielonego rozwoju: wspierania i gospodarki, i środowiska

Maciej Weryński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.