Wojna o opłaty za emisję dwutlenku węgla rozreguluje rynek lotniczy
Jeśli Pekin postawi sprawę na ostrzu noża, unijny system poboru opłat od linii lotniczych może upaść
Zaostrza się spór o wprowadzone przez Unię Europejską opłaty za emisję dwutlenku węgla przez samoloty. Rząd Chin zakazał wczoraj liniom lotniczym z tego kraju podporządkowywania się unijnym regulacjom, uzasadniając, że są one niesprawiedliwą barierą handlową.
Chińscy przewoźnicy nie mogą też z tego powodu podnosić cen biletów czy wprowadzać dodatkowych opłat. Pekin sugeruje też, że może złożyć skargę na Brukselę do Światowej Organizacji Handlu.
Zgodnie z obowiązującym od 1 stycznia systemem Emission Trading Scheme wszystkie samoloty startujące lub lądujące na terenie UE oraz Norwegii, Islandii i Liechtensteinu muszą płacić za wydzielany do atmosfery dwutlenek węgla. Początkowo za 15 proc. emisji, ale w kolejnych latach ten odsetek będzie rósł. Na linie, które się temu nie podporządkują, od przyszłego roku będzie nakładana kara w wysokości 100 euro za każdą tonę gazu, a jeśli to nie pomoże, grozi im zakaz korzystania z unijnych lotnisk.
Komisja Europejska wylicza, że system, którego celem jest walka z globalnym ociepleniem, zwiększy ceny biletów - w zależności od długości trasy - od 2 do 12 euro. W przypadku połączenia Pekin - Bruksela bilet w jedną stronę zdrożeje według obecnych stawek o 2 euro. Ale Chiny, a także 25 innych państw protestujących przeciw ETS - m.in. USA, Kanada, Indie, Australia czy Singapur - widzą sprawę inaczej. Kwestionują prawo Brukseli do nakładania opłat za emisję poza jej przestrzenią powietrzną i argumentują, że pogorszy to sytuację finansową przewoźników. Chińskie stowarzyszenie transportu lotniczego CATA, skupiające cztery największe linie Air China, China Southern Airlines, China Eastern Airlines i Hainan Airlines, wylicza, że tylko w tym roku dodatkowa opłata będzie kosztować przewoźników 95 milionów euro. Do 2020 r. ta suma się potroi.
Chiński zakaz stawia Unię w trudnej sytuacji. Jeśli Bruksela zacznie nakładać kary i zabroni lądowania chińskim samolotom, Pekin na pewno zrewanżuje się tym samym. Ucierpią na tym europejscy przewoźnicy, bo Chiny są najszybciej rozwijającym się rynkiem lotniczym świata. Na dodatek unijni przywódcy liczą, że Pekin pomoże im finansowo w walce z kryzysem zadłużeniowym. Ale Unia nie może zrobić wyjątku dla jednego państwa, bo wtedy pozostałe pozwą ją za łamanie zasad równej konkurencji. O ile nie uda się uzgodnić globalnego systemu opłat za emisję, to ETS może upaść. Problem z globalnym systemem jest jednak taki, że choć wszystkie główne kraje popierają jego wprowadzenie, to rozmowy w tej sprawie są prowadzone od kilkunastu lat i jak do tej pory nie przyniosły efektów.
@RY1@i02/2012/026/i02.2012.026.00000090c.802.jpg@RY2@
AP
Zdaniem Pekinu nowe unijne regulacje lotnicze są niedopuszczalną barierą handlową
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu