Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Strzebla za ekranem, czyli jak chronić europejską przyrodę

30 czerwca 2018

Opinia

Długi wiosenny weekend. Doskonały czas na majówkę. Taką unijną. Wszak mija już 10 lat naszego pobytu w Eurolandzie. Warto sprawdzić, czy przyroda też to odczuła.

Dokąd się wybrać? Bez Unii było prościej. Żubry mogliśmy obejrzeć w białowieskim rezerwacie, salamandrę plamistą w parku bieszczadzkim, a kozicę i świstaka przez lornetkę w Tatrach. Bardziej przyrodniczo zaawansowani wiedzieli, w jakim rejonie znaleźć mikołajka nadmorskiego, szarotkę, czy lilię złotogłów. Dziś parki narodowe, rezerwaty i pomniki przyrody wprawdzie są, ale ich rola i powierzchnia wydają się marginalne w porównaniu z obszarami Natury 2000, które przyszły do nas razem z Unią. I od razu namieszały.

Rezerwaty i parki miały wyraźne, jednoznaczne granice. Zakazy i nakazy obowiązywały tylko w nich. A unijne obszary Natura 2000 są praktycznie wszędzie, bo jest ich około tysiąca i zajmują 20 proc. powierzchni kraju. Nie bardzo widać, gdzie się zaczynają, a gdzie kończą. Ale wiadomo, że wpływają. A właściwie to wszystkie rodzaje działalności Polaków wpływają na Naturę. Sprawdzać i dostosowywać trzeba niekiedy inwestycje umiejscowione 100 km od jakiegoś obszaru, ale inne da się zlokalizować opodal cennego terenu albo nawet na nim samym. Jednak jest to trudne, nawet bardzo. I wymaga pieniędzy. Pole do popisu dla wszelkiej maści uczciwych i mniej uczciwych przyrodników jest bowiem olbrzymie i trudno się dziwić, że samorządy wcale się nie cieszą, iż leżą na tak interesującym przyrodniczo terenie. A na wieść o możliwym rozszerzeniu form ochrony mieszkańcy są w stanie ostro protestować, nawet w Sejmie. Zbudowanie w takim miejscu drogi, zakładu przemysłowego bądź osiedla wymagać może kilkuletnich badań. W tym czasie unijne fundusze przepadną, a inwestor znajdzie miejsce w mniej ekologicznej okolicy. Z samej agroturystyki zaś całej gminie wyżyć trudno...

Ale zwierzętom się poprawiło. Zanim weszliśmy do UE, atrakcją było znalezienie gdzieś w głuszy na Mazurach drzewa pogryzionego przez bobra. Dzisiaj bobry z ginącego gatunku stały się prawdziwym utrapieniem, nadal zresztą chronionym. Są nawet na warszawskiej Pradze i skutecznie podtapiają okolice kanału Bródnowskiego, a nad niejednym strumieniem wycięły w pień rosnące przez dziesięciolecia olchy czy wiązy, zatapiając okoliczne łąki i uniemożliwiając prowadzenie atrakcyjnej w ostatnich latach hodowli bydła. Poprawiło się też wilkom. O ile 10 lat temu problemy z tym gatunkiem zdarzały się tylko w Bieszczadach, dziś to kłopot rolników w wielu miejscach kraju.

Tyle tylko, że kwitnącą przyrodę dostrzec trudniej, zwłaszcza podczas podróży samochodem. Bo jak Polska długa i szeroka wzdłuż dróg stanęły ekrany przeciwhałasowe. Za miastem podziwiać więc możemy najwyżej modele samochodów jadących z przeciwka. Kto podróżował po Eurolandzie, z pewnością zwrócił uwagę, że u nas ekranów jest jakoś więcej niż np. za zachodnią granicą. Z pewnością za dużo. Przyczyn tego jest wiele. Przez lata rząd utrzymywał wyjątkowo wysokie normy dopusz-czalnych poziomów hałasu. Na dodatek sanepid chciał, by taki ekran chronił nawet pojedynczy dom postawiony w sąsiedztwie drogi, a także tereny dopiero przewidziane w pla-nach zagospodarowania przestrzennego pod zabudowę mieszkaniową i to na prognozę natężenia ruchu za 20 lat. A terenów pod mieszkania, mimo, że plany pokrywają ledwie 1/3 powierzchni kraju, przewidziano dla ok. 60 mln Polaków. Znaczenie miała też możliwość wydawania pieniędzy na proste prace i elementy, bo ekrany wykonać mogła i w wyznaczonym miejscu ustawić firma bez wielkiego doświadczenia. Na dodatek drogi budowano pod presją czasu. Nie było kiedy wykonać precyzyjnych wyliczeń, poza tym dobrzy fachowcy kosztują, a projekty starano się robić jak najmniejszym kosztem, bo w przetargach liczy się tylko cena. Przeskalowane rozwiązania łatwiej też przechodziły wymagane uzgodnienia. Dlatego długie, wysokie tunele ciągną się setkami kilometrów, a jeśli znikają, to pojawia się siatka odgradzająca las od szosy. Ma uchronić przed kolizją z łosiem czy dzikiem, a i wiewiórki przed spotkaniem z pędzącymi potworami. Nie znaczy to, że zwierzaki nie mogą podziwiać rosnącego standardu życia Polaków. Obserwacje mogą prowadzić z mostów nad szosami ustawionych w tzw. korytarzach ekologicznych, czyli miejscach, którymi prowadzą szlaki migracyjne. Takie mosty, szerokie niekiedy jak autostrada, słono kosztują podatników - ale czego się nie robi dla dobra unijnej zwierzyny.

Czasami też droga malowniczo się odgina i trudno odgadnąć tego przyczynę. Jeśli w pobliżu są jakieś bagienka lub jeziorka to prawdopodobnie zasługa strzebli błotnej, niepozornej rybki, rzadkiej w Europie, a u nas dość popularnej. A także, jak wieść gminna niesie, wpuszczanej przez co bardziej zapobiegliwych właścicieli do sadzawek na swoim terenie właśnie po to, by drogę odgiąć i poprowadzić przez terytorium będące własnością gorzej zorientowanego sąsiada.

O ile siatki mają chronić przed niebezpiecznym spotkaniem z łosiem, o tyle przed spotkaniem ze starym drzewem rosnącym niebezpiecznie blisko drogi musimy się ustrzec sami. Bo w nim gnieździ się często chroniona pachnica dębowa. Wbrew nazwie mieszka nie tylko w dębie, ale i lipie, wierzbie, czy topoli. Wycięcie takiego drzewa jest praktycznie niemożliwe. Podobnie jak postawienie domu na działce, na której niechętny nam sąsiad dostrzegł niewielkiego motylka - modraszka telejusa, czy remont dachu pod którym zamieszkały jerzyki - przybyłe z gór do miast ptaszki podobne do jaskółek.

W UE zwierzęta mają się więc nieźle, niekiedy mamy wrażenie, że nawet trochę lepiej niż ludzie.

W Unii zwierzęta mają się nieźle. Czasami można odnieść wrażenie, że nawet trochę lepiej niż ludzie

@RY1@i02/2014/083/i02.2014.083.18300280k.804.jpg@RY2@

Zofia Jóźwiak redaktor DGP

Zofia Jóźwiak

redaktor DGP

@RY1@i02/2014/083/i02.2014.083.18300280k.805.jpg@RY2@

Jacek Skorupski ekspert w zakresie ochrony środowiska

Jacek Skorupski

ekspert w zakresie ochrony środowiska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.