Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Po pierwsze: nie szkodzić

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

Mijają czasy, kiedy jedynym zmartwieniem przemysłu był poziom zysków. Obecnie firmy przemysłowe z coraz większą uwagą przyglądają się swojemu wpływowi na środowisko. Ekologiczne myślenie już dawno przestało być modą i stało się integralną częścią prowadzonego biznesu.

Nie da się prowadzić działalności przemysłowej, nie wywierając żadnego wpływu na środowisko - różne procesy technologiczne powodują powstawanie różnych - mniej lub bardziej uciążliwych - substancji, pyłów, gazów cieplarnianych ścieków itp. Istotne jest to, by ów negatywny wpływ ograniczyć do minimum. Polski przemysł w tej dziedzinie dokonał olbrzymiego postępu - dość wspomnieć, że od 1988 roku Polska ograniczyła emisję dwutlenku węgla o blisko jedną trzecią. O stałej, chociaż powolnej, poprawie jakości powietrza w Polsce informowało również na początku miesiąca Ministerstwo Środowiska.

Regulacje i własna inicjatywa

Złośliwi oczywiście powiedzą, że redukcje są wymuszone przez politykę klimatyczną i unijne regulacje środowiskowe. Jest w tym ziarno prawdy, ale nie jest to wierny obraz rzeczywistości. Przepisy UE rzeczywiście wywierają potężną presję na proekologiczne inwestycje w polskim przemyśle, jednak raczej wyznaczają (a może raczej nadają tempo), aniżeli wskazują kierunek zmian. Bo zmniejszanie szkodliwego wpływu przemysłu na środowisko rozpoczęło się na długo przed przystąpieniem Polski do UE.

Nie zmienia to jednak faktu, że dostosowanie przemysłu do unijnych norm stanowi dla przemysłu poważne wyzwanie. A tych norm i regulacji jest sporo.

Najważniejsza, i najbardziej znana, dotyczy oczywiście konieczności redukcji emisji dwutlenku węgla. W 2014 r. przyjęto cele Unii, które zakładają 40-proc. redukcję emisji gazów cieplarnianych do roku 2030 w stosunku do roku 1990. Firmy objęte unijnym systemem handlu emisjami (EU ETS) mają zredukować emisje o 43 proc. do 2030 r. w porównaniu do 2005 r., a współczynnik redukcji emisji zwiększy się z 1,74 proc. do 2,2 proc. rocznie po roku 2020. To oznacza, że trzeba będzie poprawiać wyniki coraz szybciej, a co za tym idzie, konieczne będą coraz większe inwestycje na ten cel.

Kolejnym wyzwaniem dla przedsiębiorstw są ustanawiane konkluzje BAT dla poszczególnych sektorów gospodarki. Dotyczą większej niż dotąd liczby zanieczyszczeń, zaostrzają normy emisji SO2, NOx (tlenków azotu) i pyłów. Zaczną obowiązywać po czterech latach od dnia ich wydania przez Komisję Europejską. Te regulacje będą istotne, zwłaszcza dla energetyki, ale i pozostałe gałęzie przemysłu odczują jej skutki. Dość wspomnieć, że energetyka szacuje, iż na dostosowanie się do tych wymogów potrzeba będzie 12 mld zł. A warto przypomnieć, że w tej branży modernizacja rozpoczęła się już dawno.

Hutnictwo przewiduje, że owe regulacje środowiskowe będą kosztowały branżę w najbliższych latach 2 mld zł. Przemysł nie kwestionuje konieczności proekologicznych inwestycji, niepokoi się jednak wymuszanym przez Brukselę tempem ich ponoszenia.

Sposoby, by nie truć

Przemysł od kilkunastu lat inwestuje miliardy, by ograniczyć swoją szkodliwość. Sposobów na ograniczenie emisji są dziesiątki. Jednym jest wspomniana modernizacja przestarzałych instalacji i zwiększenie ich sprawności, co oznacza, że trzeba spalić mniej paliwa (np. węgla), by wyprodukować jednostkę energii. Można też próbować zmienić paliwo - z węgla na znacznie czystszy i mniej emisyjny gaz ziemny.

Tą drogą poszedł PKN Orlen, który w I kwartale 2017 r. przejmie do eksploatacji elektrociepłownię gazową we Włocławku. Zastąpi ona starą elektrociepłownię w Anwil, która zostanie wyłączona z bieżącej eksploatacji. Uruchomienie nowej elektrociepłowni Włocławek umożliwia zaoszczędzenie co najmniej 25 proc. energii w paliwie. "Dzięki wysokosprawnej kogeneracji oraz zastosowaniu gazu jako paliwa ograniczamy emisję dwutlenku węgla o ponad 50 proc. Jednocześnie unikamy niemal całkowicie emisji dwutlenku siarki oraz redukujemy emisję tlenków azotu i to bez zastosowania dodatkowych instalacji odazotowania" - tłumaczą przedstawiciele koncernu.

Podobna instalacja w płockich zakładach Orlenu przyczyni się do oszczędności energii pierwotnej paliwa w wysokości co najmniej 30 proc. (przy założeniu, że podobny wolumen energii elektrycznej zostałby wyprodukowany w nowoczesnej elektrowni węglowej), spowoduje również ograniczenie emisji dwutlenku węgla o co najmniej 60 proc., zniweluje emisję dwutlenku siarki prawie do zera oraz ograniczy emisję tlenków azotu o ponad 40 proc.

To wymierne i - cokolwiek by mówić - kuszące zyski, jeśli chodzi o środowisko. Z gazem jest jednak problem, który przynajmniej na razie stawia pod znakiem zapytania rozpowszechnienie tego pomysłu. Obecne relacje cenowe nie dają gwarancji opłacalności źródeł gazowych w energetyce systemowej. Orlen mógł sobie pozwolić na nieco inną kalkulację - oba zakłady będą pracowały przede wszystkim na wewnętrzne potrzeby koncernu, dostarczając ciepło i energię dla własnych instalacji. Nadwyżki energii będą sprzedawane zewnętrznym odbiorcom. Inwestycjom w kogenerację (czyli jednoczesną produkcję energii i ciepła) gazową nie sprzyja również niepewność co do systemów wsparcia po 2018 roku. Dlatego na tę - korzystną z ekologicznego punktu widzenia - produkcję energii elektrycznej i cieplnej mogą sobie pozwolić przede wszystkim duże, energochłonne zakłady, które czystszą energię wykorzystują na własne potrzeby.

Orlen idzie zresztą w zmianie źródeł pozyskania energii jeszcze dalej, chociaż nie są to zmiany na tak wielką skalę jak nowe elektrociepłownie - obecnie trwa program pilotażowy instalacji paneli fotowoltaicznych na kilkunastu stacjach koncernu.

Kolejnym sposobem są różnego rodzaju instalacje oczyszczające. Obecnie np. PGE prowadzi przetargi na instalacje odsiarczania i odazotowania spalin dla trzech swoich elektrowni. W Płocku PKN Orlen wybudował i uruchomił instalacje katalitycznego odazotowania i odpylania spalin dla poszczególnych kotłów elektrociepłowni oraz wspólną instalację odsiarczania spalin dla wszystkich kotłów. Cały proekologiczny program modernizacji w Zakładzie w Płocku zrealizowany w ostatnich latach, którego koszt sięga 1,4 mld zł, przyniesie wymierny efekt ekologiczny z elektrociepłowni w postaci redukcji tlenków azotu o 80 proc., dwutlenku siarki o 97 proc. i pyłów o 84 proc.

Nie tylko regulacje

Problemem okazują się jednak nie tylko surowe niekiedy regulacje środowiskowe, lecz także ich brak. Dobrym przykładem są brzydkie zapachy. Produkcja przemysłowa wiąże się czasem z uciążliwym dla okolicznych mieszkańców odorem, a problemem jest to, że nie regulują tego żadne krajowe normy. Szczególnie intensywny nieprzyjemny zapach wykazują np. siarkowodór, sulfidy, tiole, aminy, alkohole, aldehydy, ketony, estry i kwasy tłuszczowe. Można oczywiście badać obecność takich związków w powietrzu, jednak brak norm z jednej strony i subiektywne odczucie uciążliwości danej woni utrudniają przeprowadzenie kompleksowych badań i wytyczenia standardów.

Co mają powiedzieć przedsiębiorcy, skoro nie radzi sobie z tym problemem ustawodawca. Prace związane z uregulowaniem zapachowej jakości powietrza rozpoczęły się jeszcze w latach 90.

Wprawdzie ustawa - Prawo ochrony środowiska z 2001 r. nałożyła na ministrów odpowiedzialnych za środowisko i zdrowie obowiązek wydania odpowiednich rozporządzeń określających standardy jakości powietrza i metody oceny zapachowej jakości powietrza, ale kwestia uciążliwości zapachowych nie jest uregulowana. W grudniu 2010 roku zostały wypracowane założenia do projektu ustawy o przeciwdziałaniu uciążliwości zapachowej, jednak prace nie skończyły się wydaniem aktu prawnego. W roku 2016 r. resort środowiska ponownie rozpoczął prace nad ustawą, która ma obejmować kwestie związane z uciążliwością zapachową, w tym jej mierzenie. Przed ustawą odorową ma zostać przygotowany kodeks przeciwdziałania uciążliwości zapachowej, który byłby kodeksem dobrych praktyk dla przedsiębiorców.

Są kraje, które już od wielu lat mają przepisy prawne i rozwiązania, na których można się wzorować. W Europie problematykę odorową mają uregulowaną Niemcy, Holandia, Estonia, Dania, Wielka Brytania, Belgia, a na świecie Japonia, USA. W Wielkiej Brytanii wyodrębniono trzy grupy źródeł o różnej potencjalnej uciążliwości, dla których zasugerowano różne granice akceptowalności. Podano poziomy stężenia zapachowego, które nie powinny być przekraczane częściej niż przez 2 proc. czasu roku. W Niemczech na przykład, tzw. incydenty odorowe są akceptowalne, jeżeli zdarzają się nie częściej niż od 100 do 200 godzin w skali roku.

W Polsce kwestia przyjęcia stosownych regulacji staje się coraz bardziej paląca, nie tylko ze względu na to, że dałaby przedsiębiorcom wytyczne, jakie substancje należy ograniczać i jakimi metodami. Poprawiłaby się też w oczywisty sposób jakość powietrza. Lada moment może pojawić się nowy element tej układanki - resort energii stawia na biogazownie rolnicze jako jedno z podstawowych OZE w najbliższych latach, a w przypadku tych wytwórców kwestia zapachowa może okazać się istotna.

Na razie firmy próbują stawić czoła problemowi na własną rękę. - Nie czekając na rozwiązania prawne, firma już realizuje badania z udziałem polskich naukowców w celu zidentyfikowania substancji złowonnych potencjalnie emitowanych z Zakładu Produkcyjnego w Płocku. Podjęliśmy również współpracę z Politechniką Gdańską w zakresie możliwości wykorzystania najnowocześniejszego urządzenia do pomiarów odorów, tzw. e-nosa - twierdzi Arkadiusz Kamiński, dyrektor Biura Ochrony Środowiska w PKN Orlen. - W przypadku sygnałów od lokalnej społeczności dotyczących występowania nieprzyjemnych zapachów w mieście i okolicach zakładu w rejonie zgłoszenia wykonywane są pomiary stężeń substancji specyficznych dla przemysłu rafineryjno-petrochemicznego (węglowodory i związki siarki) przy użyciu przenośnych analizatorów - zapewnia.

Zmniejszenie wpływu na środowisko jest dla przemysłu poważnym i kosztownym wyzwaniem. Nie trzeba go jednak do tego przymuszać, bo widać, że nawet największe firmy, do niedawna postrzegane jako truciciele, żyją w coraz większej zgodzie z naturą. Do ideału wprawdzie wciąż jeszcze daleka droga, ale ważne, że przedsiębiorstwa są już na właściwym kursie. Zmianę filozofii widać też w coraz powszechniejszych - na razie wśród największych firm - raportach zintegrowanych zawierających nie tylko sprawozdanie finansowe lecz także dane dotyczące wpływu na środowisko i lokalną społeczność. Troska o środowisko przestała być dyktatem UE, czy zachodnią nowinką. To po prostu część biznesu.

@RY1@i02/2016/211/i02.2016.211.000000700.801.jpg@RY2@

@RY1@i02/2016/211/i02.2016.211.000000700.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.