Warto podjąć wyzwanie rzucone przez Komisję Europejską
Dr Andrzej Kassenberg: Nikt nie ma odwagi, by zaproponować przejście na gospodarkę niskoemisyjną kosztem górnictwa i całego sektora energetycznego
Jak pan ocenia dotychczasowe działania rządu w kwestii redukcji emisji gazów cieplarnianych?
Niestety, odnoszę wrażenie, że dyskusja na temat ograniczenia emisji z sektorów non-ETS, czyli transportu, budownictwa, rolnictwa i gospodarki odpadami, jest w Polsce zupełnie zmarginalizowana. Rząd traktuje tę kwestię po macoszemu. O ile widzę jeszcze jakieś zaangażowanie i działania rządzących, gdy przy unijnym stole dyskutują odnośnie ETS - pomijając obrany kierunek tych działań, który zakłada de facto wynegocjowanie takich warunków, aby można było dalej inwestować w węgiel - to podobnego zainteresowania sektorami non-ETS już nie widzę.
Jak to wytłumaczyć?
Przyczyn jest co najmniej kilka. Po pierwsze, zasadniczo dużo łatwiej jest kontrolować i kształtować emisje na poziomie największych zakładów. Możemy wtedy np. ustalić, jakie paliwo ma być wykorzystywane w konkretnych instalacjach, określić spalanie i wyliczyć, jaką redukcję osiągniemy chociażby wymieniając filtry w kominach, a jaką modernizując obecną technologię. To są stosunkowo proste działania. Dużo trudniej już jednak zapanować nad rozproszonymi źródłami emisji i odgórnie wyegzekwować, by wszyscy mieszkańcy Polski ocieplili swoje budynki oraz mieli do nich podłączone ogrzewanie niskoemisyjne, dzięki czemu nie paliliby w piecach węglem najgorszej jakości i śmieciami. W jeszcze trudniejszej sytuacji jest transport, bo to są miliony decyzji, na które nie da się oddziaływać za jednym zamachem.
Wymienił pan względy czysto praktyczne. Czy nie jest tak, że największą barierą wciąż są kwestie polityczne, czyli polskie zafiksowanie na punkcie węgla?
To prawda i co gorsze, dotyczy to wszystkich dotychczasowych rządów, a także polityków opozycji. Nikt nie ma odwagi, by zaproponować przejście na gospodarkę niskoemisyjną, kosztem górnictwa i całego sektora energetycznego, dla których niezbędne jest stworzenie alternatywy. To oczywiście rzutuje na konkretne decyzje, czego najdobitniejszym przykładem jest zaniedbanie efektywności energetycznej. Z różnych szacunków wynika, że moglibyśmy całościowo zaoszczędzić około 35 procent energii. Natomiast bardzo duże znaczenie ma oszczędność przy ogrzewaniu domów. Oszczędności te z całej puli stanowić mogą ok. 25 proc. Przeciwdziałanie temu wymaga podjęcia na szeroką skalę działań termomodernizacyjnych. To nie są jakieś abstrakcyjne wyliczenia, tylko realne pieniądze, które mogłyby zostać w portfelach mieszkańców. Jednak aby to się stało, niezbędny jest kapitał do zainwestowania, a potem możemy korzystać na niższych rachunkach. Trzeba wesprzeć gospodarstwa domowe.
Mogłoby się wydawać, że wielu chętnie zbiłoby na tym nie lada kapitał polityczny...
To prawda. Jednak żaden z rządzących specjalnie się do tego nie wyrywa. Spadek zużycia energii nie leży w ich interesie. Gdyby położyć nacisk na docieplanie budynków, to nagle okazałoby się, że tracą na tym branże, które stanowią o sile politycznej rządów. A na tym nikomu nie zależy. Stąd też efektywność energetyczną należy uznać za sierotę, o której wszyscy zapominają. Wszystkie rządy tylko uciekają od problemu, podczas gdy jest to segment gospodarki, na którym można by zarobić ogromne pieniądze.
Co ma pan na myśli?
Według różnych danych około 70 proc. budynków jednorodzinnych nie ma odpowiedniej albo wręcz żadnej termodernizacji. To ogromny rynek zbytu dla wielu firm. Ktoś musi zaprojektować te nowoczesne materiały do ocieplenia budynków, wyprodukować je, a później z kolei zamontować i nadzorować wykonanie robót. To jest praca na lata.
Czy nie to stanowi jednak największy problem, gdy mówimy o niskoemisyjnej gospodarce - że w perspektywie "tu i teraz" widzimy przede wszystkim koszty, a korzyści są oddalone czasie?
Zawsze to podkreślam, że na redukcję emisji nie powinniśmy patrzeć tylko przez pryzmat wymagań, które stawia nam UE. To nie jest tylko - jak twierdzą niektórzy politycy - nadmierne obciążenie dla gospodarki i ograniczenie jej konkurencyjności. Jest wręcz przeciwnie. Podjęcie wszystkich możliwych działań modernizacyjnych, ograniczających emisje CO2 w sektorach non-ETS, mogłoby zapewnić nam duże oszczędności w przyszłych latach. Pozwoliło wprowadzać innowacyjne rozwiązania.
Poza budownictwem, gdzie jeszcze mamy duży i niewykorzystany potencjał do redukcji gazów?
Niewątpliwie jest to segment transportu. Jak już wspominałem, to bardzo rozdrobniony rynek. Przy całej mojej sympatii dla rządowych planów rozwoju elektromobilności uważam, że sama wymiana napędów to za mało. Jeżeli okaże się, że auto elektryczne będzie tańsze w eksploatacji, a jego cena spadnie, to paradoksalnie liczba samochodów na polskich drogach może się zwiększyć. Warto pamiętać o całym cyklu życia produktu. Pojazd trzeba wyprodukować (co generuje CO2), a później zutylizować (co również wiąże się z emisją).
Skoro rozpowszechnienie nowocześniejszych, niskoemisyjnych napędów nie rozwiązuje w pełni problemu, to co mogłoby w takim razie pomóc?
Kluczem jest odpowiednie projektowanie miast, tak aby ograniczać zapotrzebowanie na transport, promować jego formy niskoemisyjne lub bez emisyjne. Niestety, z planowaniem przestrzennym nie radzimy sobie od lat. Wszystko sprowadza się de facto do rozstrzygnięcia, kto jest ważniejszy - inwestor, który buduje osiedle, czy też ten, kto będzie tą nieruchomością gospodarował przez całe lata, czyli mieszkańcy? Odnoszę wrażenie, że wciąż wygrywa ten pierwszy. Mamy przez to urbanistyczny chaos, nad którym trudno zapanować. Warto byłoby nie dopuszczać do sytuacji, w których miasta rozrastają się nierównomiernie, a skomunikowanie rozstrzelonych po ich granicach osiedli wiąże się z dużymi kosztami utrzymania całej siatki połączeń komunikacji miejskiej lub też wymusza na mieszkańcach posiadanie samochodu. I to często niejednego.
@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.18300050c.801.jpg@RY2@
fot. Marek Matusiak
Dr Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju
Rozmawiał Jakub Pawłowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu