Wschodzące imperium śmieci
Spalarnie miały uwolnić obywateli od problemu. Ale paradoksalnie ten sposób uzyskiwania ciepła i prądu zmusza władze do importu odpadów
Problemy włoskich miast ze śmieciami przestają zaskakiwać. Kiedy kilka tygodni temu Rzym po raz kolejny zaczynał tonąć w odpadach, bardziej zaskakująca była wiadomość, że z pomocą Wiecznemu Miastu pospieszyła Szwecja, która zgodziła się przyjąć odpady z przepełnionych rzymskich śmietników. Nie był to jednak odruch serca, lecz raczej względy biznesowe. Ten nordycki kraj od lat przetwarza odpady w energię elektryczną i ciepło. Skutkiem ubocznym zaczyna być rosnące uzależnienie Szwedów od importu śmieci. Pod tym względem zaczynają bić europejskie rekordy.
Spalane w ponad 30 spalarniach śmieci ogrzewają już ponad 1,25 mln szwedzkich mieszkań i zaopatrują prawie 700 tys. domów w energię elektryczną. To miała być zielona rewolucja, która za jednym zamachem miała rozwiązać dwa problemy: zagospodarowania niechcianych odpadów oraz zaspokojenia zapotrzebowania na energię i ciepło. Rzeczywiście, problem wysypisk zniknął. Na szwedzkie składowiska trafia dzisiaj zaledwie 1 proc. wszystkich odpadów. O zielonym przełomie jednak nie ma mowy. – Błąd jest w założeniu, bo śmieci zaczynają być traktowane jako surowiec – mówi nam prof. Patrik Zapata z Uniwersytetu w Göteborgu. – Owszem, spalarnie są dobrym rozwiązaniem, by pozbyć się śmieci, to o wiele lepsze rozwiązanie niż składowanie ich w ziemi. Problemem jest jednak sama produkcja odpadów. Deklarujemy, że chcemy produkować mniej śmieci, tymczasem wielkie piece do spalania odpadów stanowią bodziec do ich produkowania – podkreśla badacz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.