Półtora tygodnia zasilania z importu
Rozwój OZE to tylko część odpowiedzi na pytanie o przyczyny obniżenia emisyjności polskiej energetyki. Drugi powód to zakupy za granicami
Polska na powrót stała się importerem energii netto. O ile w kryzysowym 2022 r. sprzedaliśmy za granicę o ponad 1 terawatogodzinę (TWh) prądu więcej, niż kupiliśmy, w kolejnym roku nasz bilans handlowy wyniósł ponad 4 TWh sprowadzone przez połączenia transgraniczne. To wolumen odpowiadający mniej więcej półtora tygodnia zapotrzebowania na energię całej gospodarki. To właśnie ten import stanowi, obok pracy rodzimych źródeł odnawialnych oraz obniżania zużycia energii przez odbiorców, główną dźwignię wypychającą z polskiego miksu węgiel.
Import będzie rósł
– Wśród analityków jest konsensus: Polska będzie zwiększać swoją zależność od importu energii elektrycznej. Chwilowa przewaga konkurencyjna związana z niewielkim udziałem gazu w miksie wytwórczym, która działała w okresie kryzysu energetycznego, wyparowała. Nasi sąsiedzi, zwłaszcza Szwecja, Niemcy, Litwa i kraje bałtyckie, dzięki OZE mają strukturalnie tańszy prąd – mówi DGP Paweł Czyżak z brytyjskiego think tanku Ember. Jego interpretację potwierdza szczególnie wysoki poziom importu ze Szwecji, która produkuje w źródłach odnawialnych aż 65 proc. swojej energii, kolejne 30 proc. dokłada z atomu, a ceny prądu w hurcie ma niższe od polskich niemal o połowę – bilans wymiany z tym krajem sięgnął 3,8 TWh, co – według Czyżaka – oznacza wykorzystanie mocy przesyłowych łącza między naszymi krajami w niemal trzech czwartych. Nieco mniej sprowadziliśmy z Litwy, Niemiec i Czech – łącznie ok. 1,2 TWh. Więcej prądu, niż nam sprzedała, kupiła Słowacja.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.