Dziennik Gazeta Prawana logo

OZE: budujemy jeden system elektroenergetyczny, nie dwa

Siłownie wiatrowe i panele fotowoltaiczne na tle zachodu słońca
Sugerowanie, że istnieje alternatywna droga do modelu opartego na dużym udziale OZE, jest nieporozumieniemShutterStock / fot. APChanel/Shutterstock
6 kwietnia, 21:00

Transformacja energetyczna – jak każdy wielki proces gospodarczy – niesie ze sobą szanse i ryzyka. Stoimy dziś przed wyzwaniem zabezpieczenia systemu elektroenergetycznego przed blackoutem i wspierania elektryfikacji, by koszt energii elektrycznej był możliwie jak najniższy dla każdego odbiorcy. Receptą nie jest powrót do energetyki węglowej, ponieważ nie da nam ona ani bezpieczeństwa, ani niskich rachunków.

Wanda Buk w niedawnym tekście („Ile naprawdę kosztuje energia z OZE? Ukryty rachunek transformacji”) stawia diagnozy, które zasługują na uwagę i poważną dyskusję. Jej główna teza brzmi: transformacja energetyczna to nie tylko tanie megawatogodziny z OZE, ale też ukryty i rosnący koszt utrzymania stabilności systemu – inercji, rezerw mocy i usług bilansujących. Elektrownie konwencjonalne dostarczają te funkcje jako „produkt uboczny”. Tymczasem w systemie z dużym udziałem OZE te parametry trzeba pozyskać w inny sposób. Konieczne jest więc uwzględnienie ich w modelu rynku i ich wycena.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.