Amerykanie nie chcą płacić rachunku za centra danych. Administracja Trumpa interweniuje
Już nie wiatraki czy inwestycje sieciowe wzbudzają największe napięcia społeczne. Źródłem protestów pod hasłem "nie na moim podwórku" stała się w USA ekspansja centrów danych i ich wpływ na rachunki gospodarstw domowych. Czy nowy trend wpłynie na wyniki wyborów i przyszłość rewolucji Donalda Trumpa?
„W żadnym wypadku nie chciałbym, żeby Amerykanie płacili wyższe rachunki za prąd z powodu centrów danych. Dlatego moja administracja pracuje z wiodącymi koncernami technologicznymi, aby zabezpieczyć z ich strony zobowiązania na rzecz narodu amerykańskiego” – oświadczył w zeszłym tygodniu Donald Trump.
Kryzys energetyczny w USA. Porozumieli się demokraci i republikanie
Szczegóły planu – firmowanego wspólnie przez prezydenta i jego Radę Dominacji Energetycznej oraz reprezentujących obie amerykańskie partie gubernatorów stanowych – poznaliśmy w piątek, 16 stycznia. Zakłada on m.in., że największy operator systemu energetycznego w USA, działający na Północnym Wschodzie kraju PJM, zorganizuje specjalną aukcję, która sfinansuje budowę nowych źródeł wytwórczych o wartości przeszło 15 mld dol. Jej adresatem są przedstawiciele „Big Tech” i inni operatorzy energochłonnych instalacji IT, którzy mają dołożyć się do kosztów rozbudowy infrastruktury koniecznej do zaspokojenia generowanego przez siebie popytu (wyjątkiem będą te podmioty, które zawczasu zapewniły sobie własne źródła energii albo zgodziły się na możliwość redukcji przez operatora). W zamian zabezpieczą sobie kontrakty na 15 lat.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.