Wbrew oczekiwaniom nowa umowa rządu z Gazpromem nie została jeszcze podpisana
Porozumienie gazowe między Polską a Rosją będzie nadal negocjowane. Do uzgodnienia zostały jeszcze szczegóły techniczne, a także kwestie prawne.
Kolejna tura rozmów ma się odbyć po 5 grudnia w Moskwie. Według naszych informacji Rosjanie niespodziewanie dla polskiej strony wystąpili w piątek z kolejnymi propozycjami. Ich treści nie udało nam się ustalić, niemniej jednak wiadomo, że dla polskich negocjatorów były one sporym zaskoczeniem.
Nasi informatorzy twierdzą, że Polska nie naciskała wczoraj na zakończenie rozmów. Powód: dzięki wysokim temperaturom jak na tę porę roku Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zgromadziło w magazynach spore zapasy gazu. Bez większych problemów powinny nam one wystarczyć do końca stycznia.
Niektórzy eksperci idą jeszcze dalej. Piotr Woźniak, były minister gospodarki, twierdzi wręcz, że w przyszłym roku nie mielibyśmy problemów z niedoborem surowca, nawet gdyby nie udało się podpisać kontraktu z Gazpromem. - Dziwi mnie tempo negocjacji z Rosjanami. Nie musimy się spieszyć - twierdzi Woźniak. Mówi, że wystarczy policzyć, ile mielibyśmy gazu, gdyby nie było nowej umowy. - Wciąż obowiązujący kontrakt jamalski od stycznia przyszłego roku daje nam możliwość odbioru 7,4 mld m sześc. gazu. Do tego dochodzi 4,1 mld m sześc. z własnego wydobycia oraz 0,9 mld m sześc. surowca sprowadzanego od strony Niemiec przez interkonektor w Lasowie. W sumie daje to 12,4 mld m sześc. Dodatkowo mamy 1,6 mld m sześc. gazu w magazynach - wylicza Piotr Woźniak. Jeśli dodać do tego elastyczność starego kontraktu jamalskiego, który zezwala na zwiększenie ilości zamawianego gazu, moglibyśmy odebrać nawet o kolejne 1,2 mld m sześc. surowca więcej (w negocjowanym obecnie kontrakcie nie ma takiej możliwości, wielkości dostaw są stałe). Bez zmiany kontraktu PGNiG miałoby zatem do dyspozycji aż 15,2 mld m sześc. Woźniak twierdzi, że to całkowicie zaspokoiłoby nasze potrzeby na najbliższy rok, a nawet dwa lata.
Większość analityków twierdzi jednak, że nasza pozycja negocjacyjna w rozmowach z Rosjanami jest słaba. - Nie mamy infrastruktury, która pozwoliłaby nam na odbiór surowca z innych źródeł niż rosyjskie. Tylko wówczas mielibyśmy mocną kartę przetargową - mówi Andrzej Szczęśniak, niezależny ekspert rynku.
Umowa negocjowana z Rosjanami budzi spore kontrowersje. Jeśli PGNiG podpisze kontrakt z Gazpromem, nasz kraj uzależni się na długie lata od dostaw rosyjskiego gazu.
Gazprom ma do 2037 r. dostarczać nam go aż 10,3 mld m sześc. To blisko 80 proc. naszych potrzeb. Tymczasem już dziś rosyjski surowiec stanowi 92 proc. importowanego przez nas gazu.
Kontrakt negocjowany jest od wiosny 2009 r. Od stycznia w polskim bilansie gazowym - na skutek przerw w dostawach przez Ukrainę - brakuje ponad 2 mld m sześc. surowca.
Negocjacje są bardzo trudne. Rosjanie chcą na przykład przy okazji podpisywania nowej umowy obniżyć stawki opłat za tranzyt gazu rurociągiem jamalskim przez terytorium Polski.
Michał Duszczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu