Oettinger kręci gazowym kurkiem w Europie
Niemiecki polityk, który jeszcze rok temu był uznawany za największego rywala kanclerz Angeli Merkel, stał się rozgrywającym europejskim rynkiem energetycznym
Unijny komisarz ds. energetyki Guenther Oettinger ma taki plan: chce, by w ciągu najbliższych dziesięciu lat Europa wygospodarowała na unowocześnienie i integrację swoich sieci przesyłowych okrągły bilion euro.
Tak olbrzymi wydatek to zdaniem Oettingera jedyny sposób na przygotowanie Starego Kontynentu do energetycznej rewolucji, jaka czeka nas w ciągu następnej dekady. Według wyliczeń Brukseli w roku 2020 aż 33 proc. energii produkowanej w Europie będzie pochodziło z odnawialnych źródeł - głównie z elektrowni wiatrowych ustawionych na Morzu Północnym i z paneli słonecznych.
Motorem zmian są bogate i rozwinięte kraje starej Unii, które podjęły ostatnio wiele istotnych decyzji w dziedzinie energetyki. Na przykład Niemcy pod koniec października przyjęli długofalową strategię, według której do 2050 roku 80 proc. prądu ma pochodzić ze źródeł odnawialnych. Podobną drogą idą Brytyjczycy, kraje Beneluksu czy Skandynawowie. Inni chcąc nie chcąc, będą musieli do nich dołączyć.
Koordynacji tych planów na poziomie unijnym pilnuje Oettinger.
57-letni polityk CDU wyrasta na jedną z kluczowych postaci Komisji Europejskiej. Gdy rok temu obejmował swój urząd, niemiecka prasa uznała wysłanie go do Brukseli przez Angelę Merkel za podręcznikowy kopniak w górę. Oettinger - wówczas premier jednego z najbogatszych niemieckich landów Badenii-Wirtembergii - uchodził za czołowego rywala pani kanclerz w szeregach CDU.
Merkel, krytykowana przez konserwatywne skrzydło chadecji, pozbyła się w ten sposób doświadczonego konkurenta, który mógł zgromadzić wokół siebie działaczy niezadowolonych z przesuwania partii w kierunku politycznego centrum. Obserwatorzy byli zdziwieni, dlaczego Niemcy przy rozdaniu posad w gabinecie Barroso mierzyli tak nisko. Największy kraj UE oddał przecież Francuzom kluczowy resort rynku wewnętrznego, a Brytyjczykom unijną dyplomację. Powszechne było przekonanie, że drugoligowa teka energetyczna to cena Berlina za to, by zgarnąć fotel szefa Europejskiego Banku Centralnego, który w przyszłym roku opuści Jean-Claude Trichet.
Szybko się jednak okazało, że decyzja o obsadzeniu Oettingera w Brukseli była sprytnym posunięciem. Już widać, że energetyka będzie w najbliższych latach ważna nie tylko dla krajów nowej Europy, które co roku w okolicach stycznia drżą, czy Gazprom nie zakręci im kurka. Lansowana przez Oettingera strategia zdecyduje przecież o energetycznej przyszłości całej UE.
Z punktu widzenia Polski te plany też są dosyć korzystne. Przestawianie się na energię odnawialną będzie nas wprawdzie słono kosztowało, ale jest to cena, jaką warto zapłacić za uniezależnienie Europy od gazu z Rosji. Będzie to też mechanizm energetycznej solidarności, o który od lat walczymy.
Paradoksalnie jednak na razie stosunki Warszawy z Oettingerem są dosyć napięte. Komisarz sygnalizował już niezadowolenie z tego, że Polska nie informowała go o szczegółach gazowej umowy z Gazpromem. Unia zastanawia się też, czy nasza umowa jest zgodna z wchodzącym w życie od marca tzw. trzecim pakietem energetycznym, który ma gwarantować większą konkurencję na europejskim rynku energii.
@RY1@i02/2010/222/i02.2010.222.000.016a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Oettinger zanim został komisarzem, był premierem jednego z najbogatszych niemieckich landów
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu