Najgorszy jest niedobór energii
PIOTR ŁUBA: Polska Grupa Energetyczna po przejęciu Energi jak na warunki europejskie nie będzie wielkim graczem, ale na pewno będzie miała mocniejszą pozycję konkurencyjną i ułatwi to jej pozyskanie środków na rozwój z rynku kapitałowego
PGE posiada bardzo silną pozycję w Polsce, jeśli chodzi o wytwarzanie energii. Przejmując Energę, w zasadzie nie zmieni tej pozycji, ponieważ jedynym znaczącym wytwórcą wchodzącym w skład grupy Energa jest Zespół Elektrowni Ostrołęka, produkujący ok. 2 proc. energii w Polsce.
Z danych Eurostatu za 2009 rok wynika, że w wielu innych krajach Europy udział największych grup w wytwarzaniu energii jest znacznie większy. Na przykład we Francji 82 proc. sektora wytwarzania jest w rękach EdF, w Czechach CEZ ma ponad 70 proc. wytwarzania, a w Austrii największy wytwórca ma 39 proc. rynku. Grupa AXPO AG w Szwajcarii kontroluje 53 proc. wytwarzania, w Szwecji Vattenfall posiada 48 proc. udziałów w tym podsektorze. W Norwegii Statkraft ma 51 proc. udziałów w wytwarzaniu energii, a we Włoszech Enel ma 40 proc. Jeśli porównamy udziały w produkcji energii z wielkością sprzedaży do klientów końcowych, to zauważymy, że we Francji EdF 88 proc. swojej produkcji sprzedaje klientom końcowym. Jest bardzo dużo krajów, jak Szwecja, Austria czy Włochy, gdzie dana grupa sprzedaje klientom końcowym większy wolumen niż jej produkcja. Z tego punktu widzenia pozycja PGE nie jest więc niczym nadzwyczajnym.
Nasze obydwie analizy nie wykluczają się wzajemnie, ponieważ dotyczą innych tematów. Analiza ze stycznia odnosiła się do ścieżek prywatyzacji Energi, a druga mówi o perspektywie budowy mocy wytwórczych i realizacji programu energetyki jądrowej w ujęciu całego sektora. Skoro przyjmiemy inną perspektywę i inne priorytety, to i ocena analizowanych zjawisk gospodarczych może być odmienna. A już przesądzający jest fakt, że w ciągu tych dziesięciu miesięcy fundamentalnie zmieniły się warunki rynkowe, które były podstawą każdej z analiz. Chodzi przede wszystkim o nowelizację prawa energetycznego (tzw. obowiązek giełdowy), a także deklaracje PGE i Ministerstwa Skarbu co do sposobu realizacji transakcji, a także koncepcji funkcjonowania podmiotów w powstałej grupie. Po pierwsze, Energa będzie osobną spółką i nie zostanie wchłonięta przez struktury PGE, a zatem będzie miała możliwość realizowania własnej strategii rozwoju. Po drugie, zarząd PGE jasno artykułuje, że jego intencją jest sprzedawanie całej produkowanej energii przez giełdę, a więc będzie to sprzedaż energii w sposób bardzo transparentny. PE obiecuje, że spółki obrotu będą odkupywały na rynku energię dla swoich odbiorców końcowych. Ten element zmienia istotnie perspektywę tego przejęcia - taka postawa spowoduje, że nie należy obawiać się negatywnego wpływu tej transakcji na klienta końcowego.
Zakładając, że większość polskich wytwórców w dużej części, lub całości, zacznie sprzedawać energię za pomocą platform handlowych i giełdy, to mamy szansę na stworzenie płynnego i transparentnego rynku energii. Większość krajów europejskich nie jest wyspą i posiada odpowiednie połączenia transgraniczne rozwinięte na tyle, aby można było mówić o wpływie ceny energii elektrycznej przez producentów z innych krajów. W Polsce moce transgraniczne nie są wystarczające, nasz kraj pod tym względem jest nadal wyspą. Patrząc na program inwestycyjny PSE - Operator, wygląda, że jest szansa, aby zmienić tę sytuację.
Na warunki europejskie to nie będzie wielki gracz, ale prawdopodobnie dzięki połączeniu - jeśli zostaną wykorzystane jego wszystkie pozytywne elementy z punktu widzenia PGE - na pewno będzie miała mocniejszą pozycję konkurencyjną. Prawdopodobne jest, że wprowadzenie Energi do Grupy Kapitałowej PGE pozwali w łatwiejszy sposób pozyskać środki finansowe z rynku kapitałowego. W polityce energetycznej zapisano, że Skarb Państwa zachowa kontrolę nad PGE. Powstaje więc pytanie, czy PGE nie będzie mogło wykorzystać energii do pozyskania środków z rynku kapitałowego np. na rozwój energetyki jądrowej? Daje to na pewno więcej możliwości niż obecnie.
Wejście w życie obowiązku giełdowego już wymusza pewne zachowania. Biorąc pod uwagę, że PGE będzie sprzedawało swoją energię na giełdzie w sposób transparentny, to wydaje się, że to będzie wyznacznik przynajmniej dla części grup energetycznych w Polsce. Powinniśmy dążyć do tego, że giełda i rynek są wyznacznikiem rynkowej ceny energii elektrycznej, miejscem generowania indeksów. Im więcej podmiotów handluje poprzez czytelne i przejrzyste rynki, jakim jest rynek giełdowy, tym lepiej dla wszystkich. Oczywiście istnieje ryzyko, że pojawią się firmy chcące spekulować na rynku energii, jest to jednak rzecz nierozerwalnie związana z rynkiem i nie należy obawiać się tego. Dążymy, aby mieć rynek klienta, a nie rynek producenta. Rynek klienta możliwy jest tylko wtedy, kiedy będzie istniała rzeczywista nadwyżka mocy. Jeżeli nie będzie nadwyżki mocy, to zawsze będzie to rynek producenta wykorzystującego swoją przewagę konkurencyjną.
Konsolidacja i stworzenie silniejszych grup zbliża nas do możliwości rozpoczęcia inwestycji w nowe moce. Dziś na pewno jesteśmy bliżej rozpoczęcia realizacji wielu inwestycji niż jeszcze dwa lata temu, w przypadku wielu projektów prace przygotowawcze są bardzo zaawansowane.
Trwają prace nad budową kilku elektrowni gazowych, zaawansowanych jest też kilka projektów elektrowni węglowych. Polityka Komisji Europejskiej jest taka, że obecnie bardzo trudno określić, które paliwo jest lepsze: gaz, węgiel czy też energetyka jądrowa. Wydaje się, że energetyka jądrowa ma przewagę nad pozostałymi paliwami, ale do oddania pierwszego bloku jądrowego w Polsce upłynie kilkanaście lat. Jeżeli mówimy o najbliższych 5 latach, to możliwe jest uruchomienie bloków gazowych, jeżeli przyjmiemy perspektywę 8 lat, to możliwe jest oddanie także nowych bloków węglowych.
Te urzędy mają narzędzia, aby wpływać na działalność grup energetycznych. W dyskusjach o tej transakcji zapomina się, że dla odbiorców końcowych jedną z najgorszych rzeczy, jaka się może się wydarzyć, jest blackout, czyli niedobór energii. Wtedy będziemy płacić nieracjonalne ceny za energię, ponieważ będzie jej brakować. Musimy stworzyć takie warunki, aby opłacało się inwestować w moce wytwórcze. Nie dziwmy się, że firmy zachodnie obecnie nie są gotowe wykładać dużych pieniędzy na inwestycje, ponieważ nie wiadomo, czy to im się opłaci. Im bardziej będziemy rynek "dołować", tym ryzyko, że zabraknie nam mocy wytwórczych, jest wyższe.
@RY1@i02/2010/206/i02.2010.206.167.002a.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Piotr Łuba, partner z działu doradztwa biznesowego PricewaterhouseCoopers
Rozmawiał Dariusz Ciepiela
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu Wnp.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu